Obrońcy życia nie utrudniali nikomu dotarcia z pracy do domu, stali na placyku zwanym ''patelnią'' przed wejściem do metra centrum. Część przechodzących podchodziła, wyrażając solidarność i deklarując chęć podpisania petycji antyaborcyjnej (tym razem żadne podpisy nie były zbierane).

 

Pikieta była też doskonałą okazją do poznania poglądów zwolenników aborcji. Dzielili się oni albo na zaburzonych emocjonalnie emerytów, albo na zagubione dzieciaki. Pro aborcyjni emeryci i emerytki darli ryja, machali rękami, szarpali przeciwników aborcji, i odstawiali inne brewerie. Dzieciaki, niektóre z kolorowymi włosami (jakby im ufoludek na...ł na głowę) wdawały się w wysłuchiwanie monologów przeciwników aborcji. Zaskakujące było to, że proaborcyjna dzieciarnia nie miała argumentów, nie miała jak polemizować, zadawała kolejne ''podchwytliwe'' pytania pewnie licząc na wpadkę obrońców życia, a ci zalewali dzieciarnie setkami faktów, które młodzi pokornie przyjmowali. Co świadczy o tym, że przeciwnik, choć sam może nie jest tego świadomy, to jest spragniony prawdy, i warto go nawracać.

 

Przeciwnicy aborcji w konfrontacji z pikietą obrońców życia mają dwa argumenty. Pierwszy, nie podoba im się płacz dziecka nadawany przez megafon. Twierdzą, że dzieci poddawane aborcji nie płaczą. Po części jest to prawda. Nie mniej w Polsce legalna jest aborcja eugeniczna polegająca na wywołaniu sztucznego porodu, i odłożeniu urodnego dziecka by konało, płacząc w zamkniętym pomieszczeniu. Późne aborcje, czyli zabijanie dzieci do chwili urodzin, zalegalizowano niedawno w Nowym Jorku. Więc w części aborcji, zabijane dzieci plączą. Warto też pamiętać, że lewica chce pełnej liberalizacji zabijania dzieci, czyli tego by można było je bezkarnie mordować do chwili urodzin.

 

Drugi argument zwolenników aborcji przeciwnych demonstracjom obrońców życia dotyczy zdjęć poszlachtowanych płodów. Zdjęcia te mają zaburzać rozwój psychiczny przechodzących dzieci. Jest to czysta demagogia, współczesne dzieci w telewizji, internecie, kinie, grach, widza tyle scen przemocy, tyle krwi i trupów, że dodatkowy widok zaszlachtowanego embriona nie jest w stanie wywołać u nich reakcji.

 

Lewica chciałaby zakazać prezentacji zdjęć zaszlachtowanych embrionów. Nie można do tego dopuścić. Byłby to pretekst do tego, by zakazać weganom czy ekologom prezentacji zdjęć cierpiących zwierząt na demonstracjach w obronie praw zwierząt, czy zakazać prezentacji zdjęć więźniów obozów koncentracyjnych na demonstracjach antynazistowskich.

 

Demonstracje antyaborcyjne to demonstracje w obronie praw człowieka. Dzieci przed urodzeniem mają takie same prawa człowieka jak urodzeni. Podstawowym prawem człowieka jest prawo do życia. Nie można tego prawa odbierać ludziom niewinnym, tylko dlatego, że są chorzy, bo ich rodzic popełnił przestępstwo, czy dlatego, że ich mama nie ma ochoty przez 9 miesięcy być w ciąży (po urodzeniu zawsze można zostawić w szpitalu niechciane dziecko).

 

Domaganie się prawa do zabijania innych ludzi, bo są przeszkodą w realizacji planów życiowych, niczym się nie różni od tego, że niemieccy naziści domagali się prawa do zabijania Polaków, cyganów czy Żydów, bo ci byli dla nich przeszkodą w realizacji ich planów życiowych. Aborcyjna narracja wyucza ludzi do pogardy dla innych ludzi, dla praw człowieka, i skutkować będzie pogarda i egoizmem, który doprowadzi do kolejnego holocaustu.

 

Pikietę przeciwników aborcji usiłowało zakłócić kilka feministek, choć sprawa aborcji jest poważna, to aktywność feministek bywa zabawna. Jedna z feministek przekonywała mnie, że nie mam prawa mówić o aborcji, bo nie byłem w ciąży ani nie zrobiłem sobie aborcji (tak jakby kardiolog nie miał prawa robić operacji serca, bo nie miał zawału). Mówiła to przedstawicielka środowiska głoszącego negacje płci biologicznej i gender teorie o płci jako konstrukcie kulturowym. Było to nie logiczne, jeżeli się jest feministka i głosi się gender, to trzeba pogodzić się, że płeć i jej konsekwencje są wyborem, i jak chce, to mogę być kobietą, oraz według gender logiki mogę być w ciąży (wiem, że to absurdalne, ale taka jest logika gender).

 

Inna feministka, kiedy chciałem coś wtrącić w jej rozmowę z młodszym niż ja działaczem antyaborcyjnym, nakrzyczała na mnie, że nie chce mnie słuchać, bo ma 30 lat, a ja wyglądam na 51. Po pierwsze dyskryminacja ze względu na wiek jest sprzeczna z równościowymi postulatami. Po drugie zdziwiła mnie moja reakcja na jej słowa. Okazało się, że jestem już tak stary, że postarzanie mnie strasznie mnie zbulwersowało, jako niesprawiedliwe.

 

Jan Bodakowski