Niestety realia są takie, że Ameryka to izolacjoniści (którzy nie są zainteresowani losem Polski), albo lewacy (którzy kochają komunizm i chcieliby przeprowadzić homo rewolucje w naszym kraju — nie przypadkowo ambasador USA wspiera organizacje w Warszawie parad homoseksualistów).

 

Ekspozyturami komunizmu są nie tylko amerykańskie uniwersytety (co dość szczegółowo opisuje profesor Marek Chodakiewicz), ale i Hollywood (zresztą ma tak od samego swojego początku, podczas II wojny światowej amerykańskie kino przedstawiało Polaków jako nazistowskich kolaborantów, a sowietów jako bohaterów).

 

Na ekranach kin w całej Polsce, w tym i w warszawskim kinie Kinoteka, można zobaczyć amerykański film „Przepraszam, że przeszkadzam” będący amerykańską propagandą trockistowską w satyrycznej formie. Film warto zobaczyć, by wiedzieć jak w atrakcyjnej formie propagować ekstremizm polityczny widzom nie zainteresowanym polityka tylko rozrywką.

 

Bohaterem filmu jest murzyn Cassius Green (w tej roli Lakeith Stanfield). Czarnoskóry Cassius mieszka w Oakland i dzięki sukcesom w nowej pracy gdzie jest telemarketerem (czyli wciska ludziom absolutnie niepotrzebne im rzeczy) odnosi sukces zawodowy. Bohater ma czarnoskórą kochankę Detroit (w tej roli Tessa Thompson) artystkę, która nagłaśnia w swojej sztuce problemy kapitalistycznego wyzysku Afryki. Nieprzypadkowo pozytywni bohaterowie filmu są koralowi, a negatywni są biali – dziś lewica realnie jest rasistowskim ruchem szerzącym nienawiść do przedstawicieli i kultury białej rasy.

 

Film „Przepraszam, że przeszkadzam” ukazuje kapitalizm jako system, w którym sukces opiera się na kłamstwie i wyzysku, prowadzący do powszechnego ubóstwa i biedy (masowej bezdomność Amerykanów, utraty domów z powodu zadłużenia, powszechnego mieszkania w namiotach na ulicach, rozwarstwienia społecznego — nielicznych bogaczy żujących w ostentacyjnej konsumpcji, gdy masy cierpią ubóstwo).

 

W odróżnieniu od białych fizycznie brzydkich złych kapitalistów, wyzyskujących klasę robotniczą, handlujących bronią i niewolniczą pracą, film jako seksownych bohaterów przedstawia kolorowych aktywistów lewicy, zakładających związki zawodowe, organizujących strajki i walczących na ulicach z policją.

 

Ciekawym z polskiego punktu widzenia motywem jest to, że źli kapitaliści chcą postawić na czele uciskanej klasy robotniczej swojego agenta, który spacyfikuje wrzenie rewolucyjne. W PRL dokładnie to samo zrobili komuniści, stawiąc na czele zrewoltowanej klasy robotniczej swojego agenta „Bolka”, który skutecznie spacyfikował aktywność 10 milionów niezadowolonych z dyktatury Polaków.

 

Ciekawym motywem filmu jest też jego antydemokratyczne przesłanie. W filmie pomimo ujawnienia prawdy o zbrodniach kapitalistów, kapitaliści nie tracą swej pozycji, prawda nie skłania ogłupiałych popkultura Amerykanów do walki z uciskiem, wyzwolenie z kapitalistycznej tyrani. Według twórców filmu wyzwolenie od kapitalistycznej tyrani może przynieść tylko trockistowska rewolucja przeprowadzona przez świadomą mniejszość sojusz lewicowych ekstremistów i współczesnych niewolników, czyli nielegalnych kolorowych imigrantów. Widać, że odrzucenie demokracji, a nawet demokratycznych frazesów jest powszechne dla lewicy nie tylko w Polsce, ale i na świecie.

 

Film w atrakcyjnej dla widzów formie pokazuje klasyczne motywy lewicowej propagandy. W duchu trockistowskim odrzuca demokracje, jako system niezdolny do zniszczenia kapitalistycznego wyzysku, propaguje działalność związkowa, strajki i konfrontację siłową z przeciwnikami politycznymi jako jedyna słuszną i efektywną drogę przeprowadzenia koniecznych zmian.

 

W oczach twórców filmu kapitalizm to system, który poprzez ubóstwo zmusza klasę robotniczą do oddania się w niewole, sprawnie popkulturą ogłupiający masy pracownicze. Scenarzysta i reżyser filmu Boots Riley nie ukrywa, że zawarł „w tym filmie wszystkie” swoje „wizje kapitalizmu”, że film „to komentarz do tego, jak działa nasz system i jak nas zmienia. […] jak my – ludzie – poprzez narzędzia przymusu stajemy się jeszcze bardziej efektywni”.

 

Politycznego lewicowego przesłania filmu nie ukrywa „Tessa Thompson, wcielająca się w postać Detroit, aktywistki, alternatywnej artystki: – To niezwyczajna historia, z niesamowitą galerią postaci – młodych, spłukanych ludzi, którzy wierzą, że gdzieś tam na szczycie jest lepiej. Przeciwwagą dla nich są ludzie, którzy wierzą, że mogą być sobą, bez sprzedawania siebie machinom korporacji. Wierzą, że jeśli stworzą kolektyw, będą trzymać się razem, osiągną to, o czym marzą, bez konieczności zaprzedania duszy. Ta historia może być wielką inspiracją, zwłaszcza w dzisiejszych czasach, w dzisiejszej Ameryce, gdzie widzimy tysiące młodych ludzi garnących się do biznesu czy polityki”.

 

„Przepraszam, że przeszkadzam” warto zobaczyć, by wiedzieć jak za pomocą pop kultury indoktrynuje lewica, i by w przyszłości tak jak lewica dzisiaj, wykorzystywać pop kulturę do promocji prawdy i wartości konserwatywnych.

 

Jan Bodakowski