Dzwoni do mnie z Gdańska znajoma matka nieco ponad czteroletniej Zosi. Wczoraj malutka po powrocie z przedszkola zadała jej dziwne pytania:
       - Mamusiu, powiedz mi czy ja jestem pingwinem?
       - Nie. Jesteś dziewczynką. Moją córeczką Zosią.
       - A tato jest dziewczynką czy chłopczykiem?
       - Oczywiście chłopczykiem, tylko takim większym, już dorosłym.
       - A to ty mnie urodziłaś, czy on?
       - Ja. To mamusie rodzą dzieci, bo tatusiowe nie mogą. Tylko mamusie mają takie miejsce w brzuszku dla dzieci.
       - Kłamiesz! Bo taka pani w przedszkolu mówiła, że tatusie też mogą mieć dzieci. I też mogą być  dziewczynkami.


        Od słowa do słowa i wreszcie stało się jasne. Jakaś pani w przedszkolu prowadziła dla maluchów lekcję poglądową na temat różnorodności płci. Tłumaczyła to biorąc za przykład pingwiny, które  porównywała do dzieci. Zosia nie bardzo umiała wytłumaczyć czy zwierzątka te podzielone były na panie i panów, na dziewczynki i chłopców. Lecz jedno zapamiętała: dziecko mogą mieć także dwaj tatusiowie. Jak? To było dla czterolatki niejasne, choć właśnie o tym owa pani mówiła najwięcej.


        Znajoma była strasznie wkurzona. Już wcześniej jej starsza 10 letnia córka doniosła, że mieli w szkole lekcję o seksie i różnych odmianach płci. Gdy zrelacjonowała to rodzicom, ojciec wściekł się, nakazał jej podobne lekcje opuszczać i natychmiast skontaktował się z dyrektorką szkoły, żądając wyjaśnień i oświadczając, że córka dostała od niego zakaz uczestnictwa w podobnych lekcjach. Dyrektorka zaczęła tłumaczyć, przepraszać, mówiąc po prostu: wić się w zeznaniach. Kiedy jednak zagroził, że odpowiedzią może być ostry protest rodziców, obiecała podobne zajęcia ze swej szkoły wycofać. Ale i tak moi znajomi nie mają wielu nadziei. Wszak nowa prezydent miasta jest wyraźnie po stronie „nowoczesności”. Wykorzystując dane samorządom uprawnienia, bez wątpienia a nawet i buńczucznie, będzie ich używać do narzucania podległym jej placówkom takiego światopoglądu.


      A wartości, jakich winno strzec państwo, bowiem ma takie i prawo, i obowiązek? Ha! Niech tylko spróbują! W mig rozlegnie na całą Europę i świat wrzask o niszczeniu demokracji, pętaniu wolności i rządach reżimu.


       W ostatnich latach obserwujemy niepokojące zjawisko kształtowania się czegoś w rodzaju państw w państwie. Szeroko korzystając z ustawowej samodzielności samorządów, część z nich ( twierdzę, że naruszając Konstytucję) prowadzi własną politykę nie tylko ekonomiczną, ale tę równie istotną, bo dotyczącą, mówiąc szeroko, ducha. Wtłacza siłowo ideologię opartą o poglądy rządzącej miastem czy regionem grupy. Bez odwoływania się, choć krzyczą o demokracji, do swoich obywateli. Łamiąc tym samym należne im konstytucyjne prawa, w tym to do wyrażania opinii.


      Podobna jak w Gdańsku sytuacja ma miejsce w Warszawie, której prezydent, śmiejąc się w oczy oponentom, narzuca zarządzenia tyczące tak delikatnej materii, jaką jest wychowanie dzieci. A organa władzy państwowej, wybrane również po to, by strzegły podstawowych praw i zasad społecznych? Zakrzykiwane przez gromki chór stoją jak tępy spracowany koń, grzebią kopytem, i tylko czasem coś parskną…Lewackim ideologom w to graj. Wciskają się w tę lukę niemocy, szaleją, dobierają do głów i serc dzieci, co nie przeszkadza im wrzeszczeć na całe gardło i latać ze skargami do UE, że łamana jest Konstytucja! Szczyt łajdactwa i hipokryzji. Cwany plan bezwzględnych graczy, którzy już wiedzą, że społeczeństwo jest wystarczająco bierne. I na to liczą. Nadchodzi potop.