Spójrzmy na nasze polityczne podwórko. Platforma Obywatelska w swojej przeszłości szczyciła się nazwą partii o korzeniach chadeckich i liberalno-konserwatywnych. Cóż z tego dzisiaj pozostało? Dzisiejsza PO to zlepek przeróżnych odłamów z komunistami na czele, podlana tęczowym sosem. Wprawdzie teraz przed wyborami europejskimi nie jest to jedynie Platforma Obywatelska, występuje jako Koalicja Europejska, będąca zbiorowiskiem wszystkich, którzy są antypisowcami. Pod jej skrzydła trafił Miller z Cimoszewiczem, którzy startują do Brukseli, aby powiększyć sobie emeryckie portfele, ekscentryczni Zieloni z resztkami Nowoczesnej, zagubiony PSL. Widać, że PO organizując podobną koalicję już dawno przesunęła się na lewo. Tak o Platformie mówi Jacek Saryusz-Wolski były wiceprzewodniczący tej partii: „Gdy wstępowałem do Platformy Obywatelskiej, była to partia zupełnie inna niż dzisiaj. Była to partia Jana Rokity, Macieja Płażyńskiego i innych, o mocnym zabarwieniu konserwatywnym i chrześcijańsko-demokratycznym. Natomiast wszyscy ci prawicowi konserwatyści zostali z partii wyparci przez liberałów pana Tuska. W pewnym momencie do partii zapraszani byli nawet postkomuniści. Była to zatem partia o korzeniach centroprawicowych, która dziś stała się partią centrolewicową”.


Podobnie dzieje się w Niemczech. Unia Chrześcijańsko-Demokratyczna (CDU) pod przewodnictwem Angeli Merkel dawno przestała być formacją chrześcijańską, a i z drugim członem ma duże kłopoty. Daleko było jej do demokracji, gdy ustalała nowe ustawy przeciwko „mowie nienawiści” i rozpętywała nagonkę przeciwko Alternatywie dla Niemiec (AfD). A co z demokracją miało wspólnego podjęcie arbitralnej decyzji kanclerz Merkel o otwarciu granic dla ponad miliona nielegalnych emigrantów z Bliskiego Wschodu, albo legalizacji małżeństw homoseksualnych. CDU zagubiła gdzieś swoje korzenie, do których odwoływał się Helmut Kohl rządzący tą partią w latach 1982 – 1998, który uważał, że „masowa imigracja może zmienić oblicze cywilizacji europejskiej” i że „nie ma powrotu z Europy multikulturowej do Europy chrześcijańskiej i do kultur narodowych”.
Podobne kłopoty mają Francuzi ze swoją partią Les Republicains. Partia ta do niedawna nazywana stronnictwem konserwatywnym, traci w sondażach i w  wyborach europejskich nie może liczyć na dobry wynik.  Francuzi przyzwyczaili się, że francuska centroprawica zawsze przed wyborami głosi prawicowe hasła, aby natychmiast po wyborach skręcać w lewo, godząc się ze zmianami wprowadzanymi przez lewicę.  Tak było z ustawami przeciwko „mowie nienawiści”, ze związkami partnerskimi dla  homoseksualistów. Zanosi się, że tak samo będzie z „homomałżenstwami” i adopcją dzieci przez te pary. Podobnie, jak z ustawą in vitro dla lesbijek i możliwością korzystania z usług surogatek dla gejów. Chociaż teraz republikanie gorąco się tym ustawom przeciwstawiają. Gdy wybory się skończą, zapewne przyklepią lewackie rozwiązania. Na dziś jedyną partią prawicową, prorodzinną jest  Zjednoczenie Narodowe Marine Le Pen.


Czy zatem prawicowi wyborcy powoli znikają z powierzchni Europy? Na szczęście życie nie znosi próżni i formacje konserwatywne odradzają się, tak jak Liga we Włoszech, FPO w Austrii, w Hiszpanii nowa partia „populistyczna” Vox powstała po transformacji Partii Ludowej.
Jest nadzieja, że nadchodzące wybory do Parlamentu Europejskiego zmienią w nim układ sił politycznych. Europejska Partia Ludowa zatrzyma może swój dotychczasowy pochód na lewo i takie incydenty, jak z węgierskim Fideszem nie będą miały miejsca.  W marcu tego roku EPL chciała zawiesić członkostwo Węgier aż do momentu rozstrzygnięcia przez powołaną trzyosobową komisję kwestii, czy rządy prawa są na Węgrzech przestrzegane. Ostatecznie zawarto kompromis miedzy EPL a Viktorem Orbanem i to Fidesz zawiesił swoje członkostwo, jednocześnie rozważając opuszczenie szeregów tej partii.


Na temat obecnej EPL ostro wypowiada się jej były wiceprzewodniczący Jacek Saryusz-Wolski: „Formacja ta została zdominowana i pozostaje pod wpływem ludzi, którzy powinni iść razem z Macronem, których miejsce jest wśród liberałów Verhofstada, a nie wśród chrześcijańskich demokratów. Bardzo dobrze pamiętam, kiedy ewolucja ta zaczęła się w EPL. Byłem przy tym, gdy w pewnym momencie postanowiono wykreślić termin „chrześcijańska demokracja” z naszych dokumentów”.