Próbuje się też odciąć nas od wielkiej kultury, tej kultury, dzięki której rodzą się ludzie wielcy, dzięki której szlachetność, wspaniałomyślność, wielkoduszność i rodząca się z nich prawdziwa wolność zaczynają dominować w ludzkim życiu.

Opera to fragment tej wielkiej kultury. To wielka muzyka połączona w jedno z innymi formami wielkiej sztuki. Dziś opera znalazła się w cieniu. Mało się o niej mówi. Nikt jej nie propaguje. Polskie osiągnięcia w tej dziedzinie spycha się w zapomnienie. A przecież mamy tu do dyspozycji wspaniały repertuar. Wszyscy pamiętamy o Moniuszce, jego „Strasznym Dworze” i „Halce”.

Jednak już mało kto pamięta, że skomponował on również takie opery jak „Nowy Don Kichot”, „Flis”, „Hrabina”, „Verbum nobile”, „Widma” (sceny liryczne z poematu A. Mickiewicza „Dziady”), „Partia”. Przy okazji co wiemy o innych polskich operach? A powstało ich przecież niemało.

To choćby „Zamek na Czorsztynie” Kurpińskiego, „Legenda Bałtyku”, „Quo vadis” Nowowiejskiego, „Manru” Paderewskiego, „Eros i Psyche” , „Casanova” i „Pan Twardowski” Różyckiego, „Bunt żaków”, „Krakatuk” Szeligowskiego, „Hagith”, „Król Roger”, „Harnasie” Szymanowskiego, „Konrad Wallenrod”, „Goplana” (opera romantyczna według Juliusza Słowackiego), „Janek”, „Stara Baśń” Żeleńskiego (następca Moniuszki w Instytucie Muzycznym w Warszawie).

Wiele z nich jest również nośnikami polskiej poezji, literatury, tradycji, patriotyzmu, przypomina naszą historię, opromienia ją pięknem.
Trzeba pamiętać o Moniuszce i całej polskiej operze. W jaki sposób jednak z nią obcować? Oto problem ujawniający naszą aktualną narodową bezsilność. Pozostaje nam szukać nagrań i próbować w domowym zaciszu wsłuchać się przynajmniej w śpiew i muzykę, które stanowią ich podstawową osnowę. Żal jednak serce ściska, że ten segment polskiej kultury pozostaje dla nas, poza nielicznymi wyjątkami, w istocie niedostępny. Gdy Polską będzie znowu Polską gmachy wielkich teatrów będą znowu rozbrzmiewać muzyką Moniuszki, Kurpińskiego, Żeleńskiego czy Paderewskiego. Jeszcze się jej nasłuchamy.

 

Dr Stanisław Krajski