Film Sekielskiego o księżach pedofilach. W tle bioenergoterapia, różdżkarstwo, kumple Wałęsy i neokatechumenat

 

Film dokumentalny Tomasza Sekielskiego „Tylko nie mów nikomu" poświęcony jest historii kilku księży oskarżanych o pedofilię. Kilku, jeżeli oskarżenia są prawdziwe, odrażającym potworom, których obecność wśród 44.000 duchownych w Polsce (31.000 księży i 12.500 zakonników) może wynikać, ze stałego odsetka pedofilów w populacji. Poprzez historie kilku odrażających potworów nie można postrzegać wszystkich duchownych w Polsce – choć lewica w swoim antyklerykalizmie taką właśnie narrację Polakom serwuje.

 

Film Sekielskiego jest sprawnie zrobiony, umiejętnie porusza emocje widzów. Nie porusza jednak wszystkich kwestii związanych z problemem – sprawia to, że nie jest to film ani o problemie pedofilii, ani o tej patologii wśród duchownych, tylko smutna historia kilku ofiar i kilku oprawców. Autor filmu miał prawo zrobić dokument poświęcony tylko historii kilku ofiar, a widzowie mają prawo mu to wytykać. Rozumiem, że wszystkich aspektów problemu z racji na brak miejsca i czasu nie da się poruszyć — sam często jestem krytykowany, że w moich artykułach nie poruszam wszystkich kwestii, jakie czytelnik uważa, że powinny być poruszone.

 

W filmie występują dorosłe osoby, które po wielu latach (kilku dekadach) opowiadają o swoich przeżyciach. Zapewne ich świadectwa są prawdziwe. Szkoda jednak, że w filmie nie pokazano, że bardzo wiele innych oskarżeń o pedofilię nie znajduje swojego potwierdzenia w faktach. W filmie nie ma ani słowa o syndromie fałszywych wspomnień i o tym, że osoby z problemami w wyniku terapii czy wpływu mediów znajdują uzasadnienie swojego złego psychicznego samopoczucia w fałszywie wykreowanych wspomnieniach na temat rzekomego molestowania, które w rzeczywistości nie miało miejsca (bo jest to dziś modne, jak kiedyś przypominanie sobie, że było się ofiara porwania przez UFO). Trzeba być tego syndromu świadomym i bacznie weryfikować oskarżenia.

 

Przedstawione jest w dokumencie Sekielskiego kilka przypadków molestowania heteroseksualnego i kilka homoseksualnego, bez wskazania tego, że zachodzi korelacja między homoseksualizmem, a pedofilią w wypadku omawianych przez media wypadków rzekomej pedofilii w Kościele – odsetek homoseksualistów wśród pedofilii według statystyk jest większy niż w populacji.

 

W filmie widzimy odrażających sprawców, dziś stetryczałych dziadków nad grobem, robiących wrażenie nieporadnych intelektualnie w wyniku demencji, i ich ofiary, osoby mające problemy ze swoim życiem – ofiary twierdzą, że ich problemy są wynikiem molestowania.

 

Dokument Sekielskiego świetnie pokazuje problem ze wszystkimi kryminalistami, z tym że ludzie nie wierzą w ich winę. Problem ten polega na tym, że często poza czasem, gdy dokonują zbrodni, kryminaliści mogą być sympatycznymi ludźmi. Kryminalistą niestety nie świeci się na czole napis ''oprawca'', a swoim postępowaniem wobec innych ludzi niż ich ofiary kryminaliści sprawiają, że trudno tym innym od ofiar ludziom uwierzyć w ich winę.

 

Autor filmu ma pretensje do duchownych pełniących w postępowaniu kościelnym funkcje prokuratora, że przeprowadza swoje postępowanie w tajemnicy – mnie to jakoś nie dziwi, kiedy byłem przesłuchiwany przez policję w sprawie tego, że pewien miłośnik Rosji groził w internecie, że zamorduje mnie w sadystyczny sposób, to też nie dostałem kopii przesłuchania i nie mogłem przesłuchania nagrywać.

 

W filmie padają poważne oskarżenia o to, że hierarchia umożliwia pedofilom prace z dziećmi, kłamie, że nie walczy z pedofilią, grozi procesami rodzicom skrzywdzonych dzieci, którzy domagają się sprawiedliwości, pozwala pedofilom na odprawianie mszy i spowiadanie.

 

W filmie z nazwiska wymieniona jest postać księdza pedofila z Redemptoris Mater (seminarium związanego z neokatechumenatem). Zapewne zostanie to dostrzeżone przez wielu tradycjonalistów katolickich, którzy już wcześniej głosili, że neokatechumenalne nauczanie głosi potrzebę upadku, by można było prawdziwie powstać (więc w pewnym stopniu zachęca do grzechu). O ochronę owego księdza pedofila oskarżany jest arcybiskup Nycz (od lat oskarżany przez wielu przedstawicieli środowisk prawicowych i patriotycznych o wysługiwanie się siłom antypolskim).

 

Film Sekielskiego utwierdza mnie w przekonaniu, że lewica żywi ogromną nadzieję, że oskarżenia o pedofilię wobec kleru skłonią Polaków do laicyzacji, ale absolutnie nie zdaje sobie sprawy, że takie odkażenia mogą przynieść skutek niezamierzony dla lewicy, czyli utwierdzić i przekonać wielu katolików, że patologie są dziełem posoboru i remedium na kryzys jest tradycja (której lewica zapewne bardziej nienawidzi niż Kościoła posoborowego).

 

Film Sekielskiego nie pokazuje niestety, jak problem pedofilii wśród duchownych wygląda na tle problemu pedofilii w całym społeczeństwie, tego, czy odsetek pedofilii jest większy, czy mniejszy wśród duchownych niż w całym społeczeństwie. Widzowie z filmu nie dowiedzą się, kto stanowi zagrożenie dla dzieci, czy są to homoseksualiści, czy krewni, czy osoby mające władze nad dziećmi (np. nauczyciele) – widzowie filmu pozostaną z przekonaniem, że zagrożenie dla dzieci stanowią tylko duchowni (takie przedstawienie rzeczy sprzeczne jest ze statystykami sądowymi, prokuratorskimi, policyjnymi czy badaniami naukowymi). Film poprzez jednostkowe przypadki kreśli wbrew zasadom naukowym i rzetelności dziennikarskiej obraz całej społeczności duchownych.

 

Można rozumieć ból ofiar, jednak należy pamiętać, o czym wie każdy, kto był ofiarą jakiegokolwiek przestępstwa, że doprowadzenie do skazania winnego jest bardzo trudne. W filmie zabrakło ukazania tego, że większość przestępców (popełniających wszelakie przestępstwa) unika skazania.

 

W dyskusji o pedofilii w Kościele brak też bardzo ważnego elementu. Dyskusja dotyczy przestępstw popełnianych i w okresie PRL i za czasów III RP. Warto więc zadać podstawowe pytanie, co robili w tej sprawie policjanci, prokuratorzy i sędziowie (dziś tak bronieni przez antyPiS). Gdzie byli ci wszyscy biedni funkcjonariusze SB, którym PiS pozabierał emerytury. Można się zastanowić czy istniała korelacja między tolerowaniem pedofilii w PRL przez SB (która zinfiltrowała Kościół) a tym, że pedofile mogli współpracować z komunistami (za cenę bezkarności), a ich patologia była na rękę komunistom (zainteresowanym dezintegracją Kościoła traktowanego przez władze PRL jako wróg). W III RP nie przeprowadzono ani lustracji wśród duchownych, ani dekomunizacji, SB i ich tajni współpracownicy robili kariery, replikowali swoje układy, zachowali realną władzę. Warto więc zbadać kto i dlaczego we władzach III RP i PRL chronił pedofilów.

 

Posoborowy Kościół ma niewątpliwy problem z reagowaniem na wyzwania. Hierarchowie milczą w wielu sprawach, w których powinni zabierać głos. Złośliwie można powiedzieć, że najbardziej czczonym świętym w polskim Kościele jest ''święty spokój". Od dekad wielu katolików uprzedzało, że unikanie podejmowania koniecznych działań skończy się źle.

 

Założenie obecne w filmie Sekielskiego jest takie, że autorytet księdza przez lata pozwalał pedofilom na zbrodnie. I, że ten autorytet dlatego trzeba zniszczyć. Według filmu w wyniku tego autorytetu rodzice nie wierzyli swoim dzieciom ofiarom i wpychali je w ręce oprawców.

 

Warto zwrócić uwagę, że jeden z ukazanych pedofilów używał wahadełka, inny był bioenergoterapeutą. Prawdą jest niestety, że do dziś władze Kościoła nie reagują na praktykowanie i promowanie okultyzmu przez niektórych duchownych. Wierzących nie zdziwi ta współzależność okultyzmu i pedofilii.

 

Wiele osób ma pretensje do Kościoła, że nie reaguje sprawnie na przypadki pedofilii. Z jednej strony to zasadne pretensje, z drugiej pewien brak realizmu. Pracowałem kilka lat w administracji publicznej. Przed rozpoczęciem pracy żyłem złudzeniami, że instytucje państwa, choć są złe, to są sprawnie działającym mechanizmem. Jednak dzięki doświadczeniu pracy w instytucji publicznej, dostrzegłem, że rację miałem co do tego, że instytucja często działa na szkodę obywateli, ale nie jest jednak sprawnym organizmem. Praca w administracji uświadomiła mi, że instytucja jest jak grząskie bagno, w którym instytucja olewa klientów i jest maksymalnie zainteresowana swoim wewnętrznym bytem, niszczy pracowników mobbingiem (co prowadzi do selekcji negatywnej – ludzie empatyczni są eliminowani), każdy pokój ma swoją interpretację przepisów i są te interpretacje sprzeczne, pracownicy wzajemnie podkładają sobie świnie (choć nie ma to racjonalnego uzasadnienia), przepisy prawa są ignorowane, a dyrekcja wymusza nieżyczliwość wobec klientów. Z opowieści innych pracowników wynika, że za tymi kulisami kryła się prawda drastycznie bardziej ponura od mojego opisu. Dodatkowo szukając pracy, brałem też udział w setkach rekrutacji, podczas ich trwania rozmawiałem z setkami uczestników rekrutacji, którzy raczyli mnie podobnymi relacjami z innych instytucji. Nie wiem, jak dalece było to wynikiem polityki kierownictwa, a w jakim stopniu wynikało z natury instytucji biurokratycznych.

 

Jeżeli więc instytucje państwa nie działają sprawnie, choć mają cały aparat wymuszania praworządności i sprawności działania (np. możliwość wsadzania do więzień, inwigilacji, śledztw), to realistycznie nie można oczekiwać, że instytucje niemające tego aparatu (takie jak Kościół) będą sprawniej funkcjonować.

 

Nasz system społeczny opiera się zresztą na wierze ludzi w to, że instytucje państwa działają sprawnie. Gdyby ludzie uświadomili sobie, co kryje się za dekoracjami gmachów instytucji, zapewne zapanowałaby anarchia, przed którą chroni nas zbiorowa nieświadomość realiów. Wystarczy powiedzieć, że wiele osób, które są ofiarami przestępstw wszelakich, gdy szukają pomocy w organach państwa, to nagle uświadamiają sobie, że ich krzywda nikogo nie interesuje, nikt im nie pomoże, a sprawcy są nieukarani.

 

Wart też zwrócić uwagę, że w dyskusji wobec pedofilów wśród duchownych znika zupełnie kwestia podstawowa. Polska to państwo świeckie, w którym Kościół nie ma wpływu na egzekwowanie prawa. Warto więc się zapytać, gdzie byli przez ostanie 30 lat wszyscy ci sędziowie, prokuratorzy i policjanci, dziś tak bronieni przez polityków Koalicji Europejskiej, która rządziła Polską przez ostanie 30 (jako PO, PSL, UW, AWS, SLD). Czemu nie ścigali oni przestępców?

 

W filmie ukazane są i inne bardzo dziwne praktyki. Ukazany jest przykład księdza, który ma zakaz posługi, a pomimo to odprawia msze i występuje publicznie jako ksiądz. Co świadczy albo o braku kontroli hierarchów nad instytucją, albo o tym, że świadomie lekceważone jest prawo kościelne.

 

Jednym z negatywnych bohaterów filmu jest stawiany przez groteskową opozycję na piedestał Lech Wałęsa, którego dwóch bliskich współpracowników, których przed oskarżeniami Wałęsa broni, ksiądz Jankowski i ks. Cebula oskarżanych jest o pedofilę (w filmie nagrany ukrytą kamerą ks. Cebula przyznaje się do homoseksualizmu i molestowania młodego chłopca). W trakcie realizacji filmu Cebula umiera, a abp Głódź (znany z bardzo dobrych relacji z establishmentem III RP dziś obecnym w Koalicji Europejskiej) odprawia mu uroczysty pogrzeb, w którym bierze udział Lech Wałęsa.

 

W filmie padają też stwierdzenia o tym, że wszyscy hierarchowie mają coś na sumieniu, wzajemnie się szantażują, i nie ma wśród nich ani jednego sprawiedliwego. Twórcy filmu i osoby w nim występujące głoszą, że wszyscy biskupi kryli pedofilów, którzy przez dekady zniszczyli życie tysiącom ofiar, oraz że i dziś biskupi wysyłają pedofilów do pracy z dziećmi.

 

Pedofilia to ohydna zbrodnia, którą należy – moim zdaniem - karać śmiercią (niestety nie ma takiej możliwości w polskim prawie). Jednak jak każda zbrodnia tak i pedofilia musi być udowodniona i ukarana przed sądem, od tego mamy świecki wymiar sprawiedliwość. Nie można bezkrytycznie wierzyć we wszelkie oskarżenia, wiele z nich może być fałszywa, choć osoby je wysuwające mogą wierzyć w prawdziwość swoich fałszywych oskarżeń.

 

Niestety można odnieść wrażenie, że w posoborowym Kościele braknie inkwizycji, która przez wieki oczyszczała Kościół z różnych patologii. Można odnieść wrażenie, że w posoborowym zaduchu, posoborowej paplaninie, otwartości, tolerancji, w pacyfistycznych bredniach, zapomniano o obowiązku walki ze złem. Problem bezczynności wobec pedofilów to problem posoborowej polityki pasterzy, którzy nie chronią owiec przed wilkami, tylko wilkom otwierają owczarnie.

 

W ostatnich scenach filmu padają oskarżenia wobec Jana Pawła II, który miał rzekomo polecić, żeby ukrywać przypadki pedofilii. Warto byłoby więc skonfrontować te oskarżenia z tymi wszystkimi politykami, którzy od lat dla doraźnych korzyści politycznych robili wszystko by cyknąć sobie fotkę z papieżem.

Jan Bodakowski