Zdecydowana większość Polaków, żyje w przekonaniu, że skoro przed wojną Polska produkowała dobre samoloty wojskowe czy nowatorski karabin przeciwpancerny, to i teraz powinna produkować na potrzeby własnej armii, czołgi, okręty, transportery opancerzone czy indywidualne wyposażenie strzeleckie. Do wielu ludzi ciągle nie dociera, że przez sto lat uwarunkowania w zasadniczy sposób się zmieniły. Dziś jest na świecie niewiele państw, które są w stanie wyprodukować każdy rodzaj broni. Nawet Rosjanie i Amerykanie odpuszczają i czasem zamawiają sprzęt wojskowy wyprodukowany poza granicami ich kraju, pomimo że są czołowymi eksporterami broni w świecie. Produkowana obecnie broń jest coraz doskonalsza, ale również przez to coraz droższa, a jej wdrożenie do produkcji trwa coraz dłużej. Wydatki na wprowadzanie do produkcji nowych myśliwców są tak duże, że w Europie jest już tradycja budowy samolotów w kooperacji kilku najlepiej uprzemysłowionych i najbogatszych państw – patrz myśliwiec Eurofighter Typhoon wyprodukowany wspólnymi siłami Wielkiej Brytanii, Niemiec, Włoch i Hiszpanii. Innym przykładem jest amerykański myśliwiec wielozadaniowy F-35 na opracowanie, którego poza USA, środki wyłożyło 12 państw z trzech kontynentów. Aktualnie powstaje koncepcja budowy czołgu w kooperacji Niemiec, Francji i Włoch. Trzy państwa z pierwszej dziesiątki państw o najwyższym PKB, posiadające tradycje w budowie własnych czołgów łączą siły, aby stworzyć czołg na miarę przyszłego pola walki. Równolegle Polska z 22. miejscem w rankingu bez tradycji produkcji własnych czołgów stawia przed sobą skrajnie ambitne zadanie. Problem polega jednak na tym, że nawet Stany Zjednoczone nie posiadają własnej armaty czołgowej i podobnie jak Japończycy czy Brytyjczycy, korzystają z niemieckiej armaty firmy Rheinmetall. Wszystko to pokazuje, z jakim wyzwaniem musieliby się zmierzyć polscy konstruktorzy, gdyby chcieli rzeczywiście opracować polski czołg. Skoro produkujemy już mobilne moździerze i armatohaubice, transportery opancerzone, a wkrótce ma ruszyć produkcja własnych bojowych wozów piechoty czy nie warto skupić się na produkcji i udoskonalaniu tych wyrobów, znajdując dla nich rynki zagranicznych odbiorców. Dotychczasowe doświadczenia z wdrażaniem armatohaubicy Krab, które były drogą przez mękę pokazały jak strasznie długo trwa u nas proces wdrażania polskiego sprzętu do produkcji. Prace nad samobieżnym moździerzem Rak trwały 7 lat. Kiedy wdrożony został do produkcji reklamowano go jako jedyny taki moździerz na świecie, który będzie hitem eksportowym. Tymczasem minęło ponad dwa lata i nikt nie wyraził zainteresowania naszym moździerzem. Mało tego, właśnie dowiadujemy się, że Finowie wspólnie z Czechami, w ciągu dwóch lat, opracowali własny wariant samobieżnego moździerza, najprawdopodobniej o lepszych parametrach.

 

Prace nad własnym czołgiem pochłonęłyby miliardy złotych i trwały co najmniej dekadę, a i tak koszt jednostkowy gotowego czołgu okazałby się horrendalny. Przykład Rosji, pioniera we wdrażaniu czołgu czwartej generacji, pokazuje, że koszty wdrażania takiego czołgu na masową skalę, są zbyt wysokie nawet dla kraju finansującego sektor zbrojeniowy z zysków handlu ropą i gazem. Polska potrzebuje około siedmiuset do tysiąca czołgów, lub czołgów i niszczycieli czołgów. Taka liczba to za mało, żeby produkcja własnego czołgu była opłacalna z punktu widzenia interesów państwa. Polska powinna się wyspecjalizować, w tych kierunkach rozwoju przemysłu zbrojeniowego, w których już ma jakieś osiągnięcia. Koniecznym jest pogłębianie współpracy w zakresie kierunków rozwoju przemysłu zbrojeniowego z państwami Grupy Wyszehradzkiej. Zwłaszcza czeski przemysł zbrojeniowy dawałby duże pole manewru przy ścisłej współpracy. Rozłożenie kosztów badań i testów na kilka państw, a następnie odbiór gotowych wyrobów przez armie tych państw, wygenerowałoby oszczędności u wszystkich zainteresowanych. Ponadto poszczególne kraje mogłyby się wyspecjalizować, jeśli Czesi produkują doskonałą broń strzelecką i wojskowe samochody ciężarowe, to reszta państw mogłaby je od nich nabywać i analogicznie z pozostałymi państwami. Ponadto jeśli, to Polska jest głównym poza Stanami gwarantem bezpieczeństwa Litwy czy Łotwy, to kraje te powinny również dokonywać zaopatrzenia swoich armii w Polsce. Spółki zbrojeniowe w ramach Polskiej Grupy Zbrojeniowej stały się intratnym łupem polityków, tymczasem ich zarządy powinny zadbać o mądrą politykę, zarówno w obszarze badań, jak i marketingu, który pozwoliłby nam eksportować naszą broń na cały świat. Odejdźmy więc od mocarstwowych mrzonek, w których jesteśmy wstanie wyprodukować każdy rodzaj nowoczesnego sprzętu wojskowego i racjonalnie oceńmy jakie mamy zaplecze oraz zasoby finansowe. Zaopatrywanie armii w wyposażenie własnej produkcji nie zawsze musi być przysłowiowym interesem życia z punktu widzenia interesu państwa.