Król zdenerwował się, słysząc to, kazał przywołać mężczyzn i dał im ostatnią szansę. Ich odpowiedź jest zaskakująca: „Jeżeli nasz Bóg, któremu służymy, zechce nas wybawić z rozpalonego pieca, może nas wyratować z twej ręki, królu! Jeśli zaś nie, wiedz, królu, że nie będziemy czcić twego boga, ani oddawać pokłonu złotemu posągowi, który wzniosłeś” (Dn 3,17-18).

 

W słowach tych pobrzmiewa najpierw oczywiście wielka wiara. Bóg może uratować wierzącego i wyrwać go z rąk jego prześladowców, choćby najpotężniejszych. O tym całkowitym zaufaniu wielokrotnie jednak jest mowa w Piśmie Świętym. W tym momencie zaskakuje coś innego. Jest to po pierwsze zwrot „jeśli zechce”. Bóg może wszystko, ale pytanie czy w tej sytuacji będzie chciał zadziałać. Szadrak, Meszak i Abed-Nego znaleźli się przed wściekłym władcą, który w każdej chwili może posłać ich na śmierć. Doprowadziła ich do tego wierność Bogu, która nie pozwala im spełniać nakazów prawa i stawia ich w bardzo niebezpiecznej sytuacji. Wydawałoby się, że w takich okoliczności Bóg zechce uratować swoich wyznawców, ale mężczyźni biorą pod uwagę, że może być różnie.

Stąd w kolejnym zdaniu mówią: „Jeśli zaś nie…” i dodają, że i tak nie oddadzą się bałwochwalstwu. Jest to niesamowite, bo mogliby wystawić Boga na próbę, powiedzieć, że skoro oni zaryzykowali wszystko, to teraz oczekują wyzwolenia albo spełnią wolę Nabuchodonozora. Mogliby dojść do wniosku, że skoro Bóg ich nie ocala, to nie warto dla Niego ginąć.

Oni jednak się nie targują, nie patrzą na konsekwencje, nie warunkują swoich decyzji. Wiedzą, że Bóg może ich ocalić, ale dają Mu wolność i zaznaczają, że bez względu na Jego działanie, nie zmienią swojej postawy. W ich podejściu nie ma nie tylko interesowności, ale nawet zwykłego pragnienia zabezpieczenia się. Od czasu, kiedy postanowili służyć Bogu, kroczą Jego ścieżkami i cała reszta nie ma znaczenia.

Potrzeba dziś ludzi o takim charakterze. Takich, którzy podejmują walkę, bez względu na możliwe następstwa, przewidywania, ostateczny koniec. Mężowie izraelscy są świadomi, że być może przyjdzie im pójść na śmierć, a ich Bóg nie ocali ich. Oni jednak dokonali wyboru dawno temu. Nie zmienią zdania i nie będą osądzać tego, komu służą.

Robią to, co należy. Tak zapewne odpowiedzieliby, gdyby król ich zapytał, czemu giną za Boga, który nie odpowiada. W ich wyznaniu nie ma niepewności i rezygnacji, ale miłość, która jest silniejsza nawet niż głos instynktu samozachowawczego. Dla Niego żyją, dla Niego będą umierać.

Wiemy, co jest dalej. Król karze rozpalić piec siedem razy bardziej niż trzeba, tak że sługi, którzy wrzucają Szadraka, Meszaka i Abed-Nego, natychmiast umierają. Trzej mężowie izraelscy kroczą jednak w środku ognia w towarzystwie anioła i śpiewają hymn na cześć Boga, jeden z najpiękniejszych w całym Piśmie Świętym, wzywając całe stworzenie do wielbienia Stwórcy: „Słońce i księżycu, błogosławcie Pana, chwalcie i wywyższajcie Go na wieki!” (Dn 3,62). Zdumiony Nabuchodonozor karze zabić każdego, kto powie bluźnierstwo przeciw Bogu cudownie ocalałych i wypowiada słowa: „Bo nie ma innego Boga, który by mógł zapewnić ratunek, jak Ten” (Dn 3,96).

Trzech mężów wydaje się wychwalać Boga za Jego nadprzyrodzoną interwencję. Biorąc jednak pod uwagę ich wcześniejsze słowa, wydaje się, że nawet gdyby skazano ich na tortury i śmierć, wyśpiewaliby swój hymn, w którym mowa jest o wielkości Stwórcy, Jego sprawiedliwości i łaskawości w obliczu osobistej grzeszności człowieka.

Prorok Daniel pokazuje, że należy robić co się da, aż tyle i tylko tyle. Reszta już nie należy do nas. To, co spotka nas za to działanie, albo jakie owoce ono przyniesie, często nie zależy już od nas. Skoro jest poza nami, to należy do Boga i On niech się martwi, czy interweniować czy nie. My mamy być tylko wierni, tylko i aż.