Prawdopodobnie każde pokolenie chrześcijan widząc, co dzieje się wokół nich, mówiło sobie: „To już jest koniec”. Trudno im się dziwić, skoro znaki końca świata, które wymienił Jezus, jak wojny, głód, zaraz, trzęsienia ziemi, prześladowania, rozszerzanie się błędów, odejścia od wiary, zmniejszanie się miłości i powstanie fałszywych proroków towarzyszyło Kościołowi od samego początku.

W pewnym sensie kres czasów trwa od 2 tysięcy lat i każdego dnia musimy zmagać się z jego oznakami. Oznacza to w pierwszym rzędzie walkę o to, aby wytrwać w wierności wiary pomimo wszelkich przeciwności i prześladowań. Motywacją do tego może być pierwszy film z serii „Rocky”, w którym główną rolę zagrał Sylwester Stallone. Wielu kojarzy tylko jako jedną z wielu hollywoodzkich produkcji, ale jest to głęboki film, w którym wprost występują nawiązania do katolicyzmu.

Rocky Balboa jest podrzędnym bokserem, który dorabia sobie ściągając długi dla pewnego gangstera. Pewnego dnia mistrz wagi ciężkiej Apollo Creed wyzywa na pojedynek Rocky’ego, który staje przed szansą na zostanie mistrzem świata. Brzmi to jak scenariusz typowego filmu zza oceanu, ale w gruncie rzeczy nie chodzi tu o typową propagandę typu „american dream”, w której każdy może przejść drogę od pucybuta do milionera. Więcej, twórca filmu z nią polemizuje. Apollo Creed wyzywa Rocky’iego, aby stworzyć wrażenie, że wszyscy możemy zostać czempionami, ale w gruncie rzeczy wie, że Rocky nie ma żadnych szans. Chłopak z przedmieść, który nawet nie ćwiczy regularnie, nie ma doświadczenia, ani odpowiedniej formy nie ma możliwości w krótkim czasie dorównać Creedowi. Apollo chce jedynie zabłysnąć na tle słabszego rywala, odnieść kolejne łatwe zwycięstwo, tym bardziej, że prawdziwy przeciwnik, z którym miał się zmierzyć Mac Lee Green, doznał urazu dłoni.

Rocky Balboa, zakochany w Adrianie, dziewczynie ze sklepu zoologicznego, przez pięć tygodni przechodzi morderczy trening, aby stanąć do nierównej walki. Wie, że jego przeciwnik jest od niego silniejszy, ale chce pokazać ukochanej i światu, że będzie walczył do końca.

Scena, kiedy Rocky wbiega po schodach zlany potem, przygotowując się do walki, przeszła do historii. Podobnie ścieżka dźwiękowa z tego filmu autorstwa Billa Conti, która została uznana za najlepszą muzykę motywacyjną, zwłaszcza utwór „Going the distance”.

Zaczyna się walka i od początku wiadomo, kto jest faworytem. Rocky obrywa raz po raz, ale nie tchórzy, atakuje. Mijają kolejne rundy, on wciąż dostaje, zdarza mu się upaść, ale powstaje i walczy dalej. Widzowie patrzą coraz bardziej zdumieni, podziwiając wolę walki Rocky’iego, który podnosi się po potężnych ciosach mistrza świata. W końcu następuje ostatnia runda. Rocky trzyma się na nogach ostatkiem sił, wykończony i zmasakrowany. Widać jednak, że Apollo także jest zmęczony i poraniony, choć z pewnością nie aż tak. Walka wciąż trwa, rozlega się ostatni gong, a sędziowie przyznają zwycięstwo na punkty Creedowi. Należy mu się. Wyprowadził więcej skutecznych ciosów, był bliższy położenia przeciwnika na łopatki. Wszyscy rozumieją jednak, że jest to wielkie zwycięstwo Balboa’y. Prognozowano, że padnie najwyżej w trzeciej rundzie, a on utrzymał się na nogach, walczył do końca, nie dał się znokautować.

Warto pamiętać, że czasem właśnie wytrwanie do końca oznacza zwycięstwo. Bywa tak, że nie mamy szans przełamać siły przeciwnika, padamy pod jego ciosami, niezależnie od tego, czy mówimy o ludziach, szatanie, czy własnych słabościach, najważniejsze jest jednak, aby nie pozwolić się złamać. Padłeś? Powstań i bij się dalej. Dostałeś już 10 ciosów? Przyjmij 11 i pokaż, że stać cię na więcej.

Rocky Balboa był zrezygnowanym chłopakiem z przedmieść, bez marzeń i wielkich planów. W pewnym momencie jednak podejmuje wyzwanie. Niesie go miłość i chęć pokazania światu, że jest gotów walczyć do końca, bez względu na konsekwencje, potęgę rywala, prognozy komentatorów. Rocky czerpie siłę z wiary. Bierze katolicki ślub, przed walką prosi księdza o błogosławieństwo, obiecuje sfinansować figurę Najświętszej Marii Panny. Uczy, że najważniejsze, aby się nie poddawać, nie wstydzić się upadków i nie bać się ciosów, ale stawić czoła i wytrwać do końca. A jak powiedział Chrystus: „Kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony”.