Wielkiego Brata rodem z Roku 1984 Orwella stworzyła bostońska firma Cogito. Aplikacja działa bez przerwy. Zastępuje najniższy szczebel nadzoru nad pracownikami. Powiadomienia Cogito są odnotowywane na tablicy ze statystykami. Jeśli ktoś zminimalizuje okno, aby sugestie programu nie były widoczne dowiaduje się o tym bezpośredni przełożony, tym razem człowiek.

Zdaniem szefa Cogito Joshuy Feasta system pozwala na poprawę efektywności pracy ze względu na natychamiastową informację o błędach popełnianych przez człowieka: „Istnieje zmienność w ludzkiej wydajności. Możemy wnioskować ze sposobu w jaki ludzkie rozmawiają ze sobą, czy sprawy mają się dobrze, czy też nie”.

Za tym idzie też daleko idąca ocena. Rozwiążania Cogito przyjęła między innymi firma 7-Eleven i Uniqlo. W sklepach zastostowały system czujników. W oparciu o nie sztuczna inteligencja ustala wydajność. Wyraża się ona w skali produktywności. System automatycznie tworzy ranking osób od najbardziej do najmniej produktywnych.

Dostawcy z Postmates and DoorDash poznali smak takiego rozwiązania w praktyce. Wypłaty ustalał system bez udziału człowieka. Protesty kierowców wywołał fakt, że nie znali szczegółów jakie zdecydowały o tym ile dostali pieniędzy na wypłatę. Dla takich firm, jak Metlife sztuczna inteligencja oznacza zysk. Aplikacja Cogito pozwoliła wedle ustaleń firmy na wzrost zadowolenia klientów o 13%. Christopher Smith, odpowiedzialny w Metlife za strategie o zasięgu globalnym stwierdził, że po wdrążenia rozwiązania: „Aktualnie zmieniło zachowanie ludzie bez wiedzy o nich. To stało się bardziej ludzką relacją”.

Zastosowanie kontaktu człowieka z maszyną przedstawieciel firmy mającej 1500 call center na całym świecie uznał za bliższe człowiekowi. Inne zdanie posiada szef wykonawczy All Turtles. Jego firma ma siedzibę w San Francisco, Tokyo oraz Paryżu. Zajmuje się tworzeniem sztucznej inteligencji w zakresie promowania marki oraz pracy zespołowej w firmie. W oparciu o doświadczenia z trzech kontynentów Phil Libin stwierdził: „To jest dysutopijne piekielne miejsce. Dlaczego ktokolwiek pragnie zbudowania świata w którym świat będzie osądzany przez nieprzezroczysty, ukryty w swym działaniu komputer?”.

Odpowiedzią jest Pymetrics z Nowego Jorku. Firma stworzyła sztuczną inteligencję do określenia kto nadaje się na pracownika. Zdaniem szefa wykonawczego firmy Frida Polli „Możemy dostosowywać dane i algorytmy aż usuniemy czynniki wpływu. Nie możemy tego zrobić z ludźmi”. Rozwiązanie Pymetrics jest niczym innym, jak przełożeniem z języka antydyskryminacji na decydowanie o tym kto zyska pracę. Teoretycznie firma opiera się wyłącznie na testach jako wskaźniku wartości człowieka. Nie jest jednak wiadome w jaki sposób wpływ na decyzje na przyjęta od góry praktyka selekcji z grup wykluczonych. Brzmi to jak spekulacja, ale w Wielkiej Brytanii w 2019 ruszyła sprawa przeciwko policji w Cheshire. Kandydatura Matthewa Furlonga została odrzucona z tego wzlędu, że był białym i zarazem heteroseksualnym mężczyzną. Tym samym nie liczyły się jego predyspozycje do zawodu, lecz w jakim stopniu wypełniał założone odgórnie wskaźniki zatrudnienia.

Zyskanie pracy jest, bowiem wytyczną jednego z dwóch systemów. Typowo mechanicznym podejściem jest tayloryzm. Sprzeciwia się mu chrześcijańska koncepcja. Różnią się tym, że leżąca u podstaw naszej cywilizacji wizja zakładała w trakcie zatrudniania, dawania pracy i zwalniania patrzenie na pracownika przez pryzmat osoby ludzkiej. Z kolei tayloryzm jest ojcem współczesnego zarządzania zasobami ludzkimi. Frederick W. Taylor w 1895 opublikował pierwsze wnioski odnośnie wzrostu wydajności pracownika. Jako inżynier z wykształcenia, a u swych korzeni rodzinnych nasiąknięty duchem rodziców-prawników, patrzył na świat z punktu widzenia mechaniki. W jego wizji człowiek nie jest element społeczeństwa, ale trybikiem w maszynie. Wśród jego praktycznych wynalazków znalazła się presja kierowników nad pracownikami, aby ci przekraczali granicę swojej wydolności. Uważał, że ludzie pracują mniej efektywnie niż są w stanie i wymagają przymusu.

Jego pomysły przyjął za swoje marksista Felix Frankfurter, współzałożyciel Amerykańskiego Związku Wolności Obywatelskich. Była to organizacja powiązana z Komunistyczną Partią USA. W późniejszych latach kluczową organizację odpowiedzialną za promocję aborcji, ochronę terroryzmu muzułmańskiego, czy choćby protestów przeciwko Donaldowi Trumpowi. W środowisku pracowników promowała mechanistyczne, pozbawione ludzkiego oblicza traktowanie osób, bo jak to ujął Franfurter „naukowe zarządzanie” Taylora jest przyszłością porządku społecznego.

Pomysł ten jest nadal żyw w branży technologicznej. Szef Sinovation Ventures Kai Fu-Lee z branży sztucznej inteligencji na łamach New York Times zauważył, że przyszłość leży w „uczeniu się poprzez kultury i zbiorowe doradzanie w globalnym projekcie sztucznej inteligencji”. Dla pracowników oznacza to nie tylko nadzór przez maszyny. Jest to nic innego, jak wtłoczenie organizacji pracy w nową wizję społeczeństwa, zmechanizowaną, mniej osobistą, personalną i już nie nastawioną na fizyczny kontakt z drugą osobą. Za to cechującą się wypełnianiem wskaźników. Nie tylko już firm, lecz i biurokratów. Z tym wiąże się tendencja do dążenia ku społeczeństwu pozbawionego empatii oraz spójnych więzi między ludźmi.