Owe niecne wyczyny przyuważyli władcy koncernów farmaceutycznych. Co!? Oni nie chcą naszych suplementów choć wypuszczamy na rynek coraz to nowe lub stare pod innymi nazwami? Wolą chlać wywary z tych swoich roślin? Zabierać nam sprzed nosa kupę kasy? Czas dać temu odpór rękami posłusznych unijnych urzędników. Kto smaruje, ten jedzie. Nie, tu nie chodzi o przekupstwo. My ich przekonujemy siłą naszych wpływów. Naszego bogactwa. Naszej  światowej potęgi.

Jest jasne, że już wkrótce wielu ziół na aptecznych półkach nie ujrzymy, bo posłuszeństwo wobec UE – to obowiązek. Co nam pozostało? Samozbieractwo. Ziołowy patriotyzm. Piszę o tym nie bez przyczyny właśnie teraz, u progu lata. To pora, kiedy rozmaite zioła wyległy na łąki i pola. Kto o nich nie pamięta lub ich nie zna, proponujemy mały poradnik zielarza patrioty.

Na początek zioło nie tylko cenne dla zdrowia ale i powabne. Zwą je rozmaicie. Modrak, chaber bławatek, modrzeniec, wołoszek. Coraz go mniej na skraju łanów zbóż, więc trzeba sporo cierpliwości by go zebrać. Błękitne płatki, bo to one leczą, suszymy bez dostępu światła, najlepiej między czystymi kartkami papieru. Schną w kilka dni. Przesypane do słoika muszą być trzymane w miejscu ciemnym. Napar z nich (1/2 szklanki 2 razy dz.) stosujemy głównie przy zapaleniach oczu (okłady) oraz dla zwiększenia wydzielania moczu i wspomagania wątroby.

Dziurawiec zwyczajny. Zwany też zielem świętojańskim lub krzyżowym, czasem przestrzelonem. Zbierany dwukrotnie: w początku lipca i końcu sierpnia, gdy zakwita powtórnie. Suszony w pęczkach w miejscu zaciemnionym. Używany w chorobach wątroby, do okładów na trudno gojące się rany i nowotwory skóry, na anginę, grypę, gościec, bóle głowy i menstruacyjne. Pomaga przy bezsenności i poprawia nastrój; stąd wytwarzany z niego lek „Deprim”.

Macierzanka piaskowa, czasem zwana płuckiem. Nie ma sobie równych w zapachu, oblegają ją gromady pszczół a miód macierzankowy, chociaż to rzadkość, jest prawdziwym rarytasem. Zbiera się górną część, bez twardych łodyżek. Suszy w cieniu. Środek wykrztuśny w astmie, chorobach oskrzeli i płuc, reumatyzmie oraz na ukąszenia owadów. Napary z niej ( 2-3 razy po ½ szklanki) powinni pić palacze. Świetna jako wonna przyprawa do mięs i sosów.

Maliny nie trzeba reklamować. Sok z owoców od wieków był środkiem napotnym w gorączkach, poprawiał trawienie. Równie cenny jest napar z suszonych liści, wspomagający wydzielanie moczu i żółci, poprawiający przemianę materii.

Sąsiadem maliny bywa jeżyna i poziomka. Tu ważną rolę odgrywają liście. Te zielone, jeżynowe, zbiera się w sezonie, zaś poziomkowe tak długo, jak długo są zielone. Herbaty z suszek, głównie tych jeżynowych, dostarczają organizmowi cennych minerałów.

Moc pożytków niosą melisa i mięta. Melisa lekarska, zwana też pszczelnikiem lub rojownikiem, bo za jej pomocą wabi się roje pszczele, ma miły cytrynowy zapach i przyjemny smak. Napary z niej uspokajają, pomagają zasnąć, wpływają dobroczynnie na arytmię, wahania ciśnienia, nerwice żołądka. Okłady stosowane są na oparzenia, rany, ukąszenia owadów.  

Mięta jest powszechnie znana. Napary odkażają, rozkurczają, uspokajają, leczą niestrawność, zaś miętowy aerozol pomaga w zapaleniu gardła, oskrzeli, nosa, przy reumatyzmie, migrenie, bólu mięśni.

Do pracy, rodacy! Zbierać, suszyć, używać! Nabierać sił do walki. Bo ani chybi czeka nas jeszcze niejedna obowiązkowa brukselska „mądra dyrektywa”.

                                                             

Zuzanna Śliwa