To kwitnące starorzymskie miasto nie wolne było od przywar, jakich doświadczamy i dziś. Na murach pałaców, cokołach pomników i wzdłuż ruchliwych ulic, odkopanych spod popiołu wulkanicznego, znaleziono liczne napisy i hasła, także te związane z wyborami do miejscowych władz. Pompejańskie graffiti nie oszczędzało nikogo. Ani tych co chcieli oddać głos na określonego kandydata, ani też samych kandydatów, którym wytykano różne wady.  

Mijały wieki, jednak żądza władzy zawsze miała się dobrze. Najbardziej zażarte boje toczono tam, gdzie przeciw sobie stały grupy o odmiennych poglądach. Potyczki takie wrzały ogniem, nie stroniono  od skrajnych argumentów, byle przekonać, że ich opcja jest o niebo lepsza. Polem walki bywały dusze wyborców nie tylko z głównych ośrodków, ale i z mało znaczących miasteczek, wiosek i osad - a takich przewaga. Świetnie ukazał ów ferwor włoski pisarz Giovannino Guareschi (1908-1968), twórca postaci don Camilla. Ten krzepki, zapalczy proboszcz parafii w miasteczku na Wyżynie Parmeńskiej prowadzi nieustający spór z jego burmistrzem, komunistą Pepponem. Z obu stron lecą nieustannie pociski słów. Nie są to potyczki krwiożercze, tkwi w nich mimo wszystko szacunek dla przeciwnika, choć w rywalizacji o dusze ludu tłuką się z wielkim upodobaniem.

Don Camillo zmaga się z poglądami burmistrza, będącymi kalką tego co głoszono w „ojczyźnie proletariatu”- Rosji. Przekonuje Peppona, że nie wszystkie chwyty są dozwolone. „…Opatrzność może posługiwać się nawet wrogami wiary, żeby wskazać nam drogę prawdy. Ważna jest zasada: podeptanie zasady jest większą szkodą niż jakakolwiek inna szkoda, która powstaje z jej utrzymania. Zasadą jest: nie dawać fałszywego świadectwa…”

Mieszkańcy Niziny to przeważnie ludzie biedni. Stan ten komuniści chcą wykorzystać dla swoich celów - wzniecenia w okresie żniw ludowego buntu. I znów wdaje się w to don Camillo, tłumacząc czerwonym: „…Tu jest kwestia, z którą polityka nie ma nic wspólnego; tutaj chodzi o chleb dla mnóstwa biednych ludzi. Jeżeli akt odwagi wystawia ludzi na głód, to nie chodzi już o odwagę, ale o przemoc. Nie należy mylić wykorzystania prawa z jego nadużywaniem...”

Argument komunistów, że walka niesie postęp, kwituje krótko: „ Postęp to jest coś, co tyczy przyszłości, natomiast głód to jest coś, co tyczy teraźniejszości…” Tu nieodparcie nasuwa się obraz naszej rodzimej awantury o 500+, która to pomoc jest postrzegana przez opozycję jako oręż walki z nią i jako zniewolenie społeczeństwa, nie zaś jako ulżenie doli kilku milionów obywateli, którzy tego wsparcia bardzo potrzebowali.

Coś jednak z tych argumentów proboszcza do komunisty Peppona trafia. Kiedy bowiem szykuje on mowę przedwyborczą mającą skłonić do głosowania na czerwonych, nachodzi go chwila refleksji. Tłumaczy towarzyszom: „…W polityce fakty są faktami, nawet jeśli trzeba ich dokonać. Pod warunkiem, że chodzi o rzeczy konkretne. Obiecywać sprawiedliwość społeczną - to jedno, a obiecywać pralnię miejską – to drugie. Teoria jest dobra jedynie w wyborach powszechnych. W wyborach gminnych należy trzymać się praktyki…”  

Znużony ciągłymi potyczkami z Pepponem don Camillo wykrzykuje: „ Czy to możliwe, żeby ci ludzie zawsze byli na służbie? Czy to możliwe, żeby ci ludzie każdą rzecz widzieli tylko przez pryzmat polityki?...Czy ludzie ci nie mogą mieć w głowach innych myśli ponad te dotyczące partii i jej ostatnich wytycznych?...”

Nic dodać. Podobieństwa z tym co u nas mówią same za siebie. Wypada jedynie westchnąć: szkoda, że i my nie mamy takiego don Camilla. Z jego prostym, mądrym poglądem na świat. Ten to dałby postkomunistom popalić.

Zuzanna Śliwa

 

(Cytaty z cyklu powieści o don Camillo, Wydawnictwo Misjonarzy Klaretynów i IW PAX.)