Państwo, powinno ingerować tylko tam, gdzie jest niezbędne. Czy taką dziedziną jest życie religijne i funkcjonowanie wspólnot religijnych? Na pewno nie. Ingerencja państwa w te dziedziny to marnowanie energii państwa i pieniędzy podatników, szkodliwe rozszerzanie władzy biurokracji, ograniczanie wolności religijnej.


 

Ateiści i lewica żywią obsesję związaną z księgami parafialnymi. Domagają się bowiem, by niszczyć zapisy ksiąg parafialnych dotyczące osób ochrzczonych, które dokonują apostazji, choć zapis o apostazji jest umieszczany w księdze parafialnej. Domaganie się takiego działania jest głupie z kilku przyczyn. Po pierwsze ateiści negujący istnienie Boga przywiązują jakieś niezwykle wagę do zapisu w księdze chrztu, tak jakby miał on wbrew ich ateizmowi jakieś magiczne działanie (czym zaprzeczają swoim twierdzeniom, że religia to bujda). Po drugie zapis o chrzcie jest zapisem o pewnym wydarzeniu i barbarzyństwem jest usuwanie zapisów historycznych, gdy po latach takie wydarzenia są niewygodne. Po trzecie i najważniejsze istnienie takiego zapisu nikomu nie szkodzi, jest wewnętrzną sprawą wspólnoty religijnej, i z racji na to biurokratom nic do tego (ich sprawą jest funkcjonowanie kanalizacji i wodociągów, a nie życie wewnętrzne wspólnot religijnych). Jeżeli pozwolimy regulować biurokracji państwowej wewnętrzne notatki wspólnot religijnych, to otwieramy drogę państwowym biurokratom do ingerowania w nasze prywatne notatki. Jeżeli jakiś ateista będzie miał prawo ingerować w księgi parafialne, to będzie chciał ingerować też w treść naszych pamiętników, by usunąć z nich nasze wspomnienia, które są dla niego niewygodne.


Na lewicowym portalu Oko Press ukazał się artykuł „Raz katolik, zawsze katolik. Z Kościoła możemy wystąpić, ale nigdy o nas nie zapomni" autorstwa Joanny Gzyry-Iskandar. Publicystka lewicowego portalu ubolewa, że „przepisy RODO nie nakładają na wspólnoty wyznaniowe poważnych ograniczeń w kwestii przetwarzania danych osobowych. Jak na razie chrzest gwarantuje, że zostaniemy w księgach parafialnych na zawsze".


Z krytyką lewicowej publicystki spotyka się to, że fakt apostazji zostaje „odnotowany w księdze parafialnej, obok informacji o tym, że zostaliśmy ochrzczeni. Nasze dane nie zostaną jednak usunięte ze zbioru. Co więcej, jak stanowi Dekret KEP ''nie wystawia się żadnego zaświadczenia potwierdzającego fakt wystąpienia z Kościoła''. Odstępca może otrzymać świadectwo chrztu z adnotacją, że z Kościoła ''wystąpił''". Zapewne chciała lewica chciałaby księga parafialna z została spalona albo przynajmniej kartka, na której jest adnotacja o chrzcie uległa likwidacji. Szkoda tylko, że lewica nie wyjaśnia co miałaby się stać z zapisami o chrzcie innych osób, znajdującymi się w księdze parafialnej, a nawet na tej samej stronie księgi parafialnej? Czy może księga miałaby być przepisywana na każdym razem? Kto miałby za to płacić, może podatnicy, jeżeli taki wymóg narzucałyby przepisy państwa?


Obecnie przepisy prawa przewidują, że „szereg podmiotów wyłączonych" jest spod kontroli RODO - „ABW, CBA, Służba Kontrwywiadu czy Wywiad Wojskowy, oraz związki wyznaniowe. Związki wyznaniowe zostały także dodatkowo zwolnione z obowiązku rejestracji zbiorów danych osobowych, o ile przetwarzane były one na potrzeby tego związku".


Jan Bodakowski