Na łamach Frontiers in Ecology and the Environment badaczka Manuela Huso, Michael Schrimacher z United States Geological Survey oraz John Hayes z Bat Conservation International wskazali, że wiatraki oddziałują na populacje nietoperzy. Wskazali, że wraz ze zwiększeniem się prędkości obrotowej ginie więcej nietoperzy. Tym samym pracujące z maksymalną wydajnością turbiny zwiększają śmiertelność tych ssaków między trzy i sześć dziesiątych (w odniesieniu do 2008) do pięć i cztery dziesiąte (względem danych za 2009 rok) razy więcej niż w czasie kiedy nie było wiatraków. Generowanie energii łączy się ze śmiertelnością nietoperzy na poziomie od czterdziestu czterech do dziewięćdziesięciu trzech procent.

Promocja odnawialnych źródeł energii odbywa się tutaj bez względu na rzeczywiste koszty dla natury. W czerwcu 2019 grupa ekologicznych aktywistów z Extinction Rebellion pojawiła się z banerami „zmiana klimatu = masowe morderstwo”. Jeden z protestującym mówił: „Zmiana klimatu i kryzys bioróżnorodności wymagają od nas drastycznej akcji dla dekarbonizacji”. Cofnięcie skutków działalności człowieka (”ekspansji”) widzą: „cofnięcie ekspansji [za pomocą] odnawialnych źródeł energii”. Tacy aktywiści jak Greta Thunberg głoszą: „Zderzamy się z kryzysem egzystencjalnym, kryzysem klimatycznym i kryzysem ekologicznym, który nigdy wcześniej nie był traktowany jako kryzys”.

Fakty z Teksasu przeczą, że odpowiedzią na problem są wiatraki. Biolog Paul Cryan wskazał, że tak zwany biały szum zagraża migracjom nietoperzy z Meksyku do Ameryki Północnej. Badacz wskazał, że wskutek obecności wiatraków dane zarówno z Europy, jak i Ameryki Północnej dowiodły, że wiatraki zabijają nietoperze w skali przewyższającej inną działalność człowieka, jak i również przyczyny naturalne. Zauważył, że obecność turbin wiatrowych oddziałuje na miejsca lęgowe ptaków takich jak orły, jastrzębie, sowy, pustułki oraz inne. Orzeł przedni jest zagrożony wyginięciem na zachodzie Stanów Zjednoczonych z powodu wiatraków. Jego populacja znajduje się obecnie na niskim poziomie. Naukowcy z US Fish oraz Wildlife już w okolicach 2009 roku informowali o tym, co zagraża orłu przedniemu, lecz ich głos został zignorowany. Wskazywali, że faktem ginięcia ptaków w turbinach jest ignorowany.

Dane naukowe są przez miłośników ekologii traktowane wybiórczo. Cytowani wcześniej członkowie Extinction Rebellion ostrzegają przed ginięciem populacji owadów, lecz zarazem nie wskazują, że jednym z powodów są famy wiatrowe. Na tym polu informacje dostarczył niemiecki badacz doktor Franz Trieb z Instytutu Inżynierii Termodynamiki. Wedle jego ustaleń populacja owadów zmniejszyła się o jeden i dwie dziesiąte tryliona rocznie z powodu wiatraków. Giną między innymi biedronki, czy motyle jak rusałka osetnik. Wskutek migracji owadów obecność wiatraków nie tylko oddziałuje na sferę lokalną, lecz także na inne kontynenty. Część z owadów podróżuje bowiem nawet tysiące kilometrów przez Afrykę i Europę.

Producenci turbin wiatrowych w latach dziewięćdziesiątych zapewniali, że śmigła są zbyt wysoko, aby oddziaływały na owady. Ustalenia naukowców wskazują, że przykładowo w amerykańskim stanie Oklahoma, miejscu gdzie produkcja energii z wiatru ma znaczny udział, największe zagęszczenie insektów obserwuje się pomiędzy sto pięćdziesiąt a dwieście pięćdziesiąt metrów. Turbiny zaś mają śmigła sięgające od sześćdziesięciu do dwustu dwudziestu metrów nad powierzchnią gruntu. Trieb po badaniach doszedł do następującego wniosku: „brakuje dowodów, że wpływ generowania prądu z wiatru na populacje latających owadów jest bez znaczenia”. Mimo takich ustaleń zwykle rządy nie rezygnują ze stawiania wiatraków, ani nie zmieniają położenia. Rejestrowanie szkód z wiatraków jest również rzadkością. Wyjątek stanowią tutaj Hawaje.

Inną kwestię stanowi pomijanie zwierząt w projektach budowy. Tak uczyniła w Nowym Jorku firma Apex w 2017. Jak podał The Times na wyspie świadomie pominięto lęgowisko bielika amerykańskiego, ptaka znanego z godła USA. W efekcie wiatraki zniszczyły jego siedlisko.

Dane przytoczone przez naukowca Seana Smallwooda wskazały, że śmiertelność myszołowa rdzawosternego zwiększyła się o połowę wskutek obecności wiatraków. Prowadzi on badania na rzecz zmiany technologii dla ograniczenia skutków na środowisko. W trakcie swych analiz ustalił, że naukowy zaniżają śmiertelność ptactwa ze względu na obecność ich ciał poza obszarem kontrolnym, lub z powodu zjadania przez kojoty. Wedle ustaleń Forbesa przeciwko ekspansji wiatraków jest Natural Resources Defense Council. Environmental Defense Fund zarzuca producentom turbin wiatrowych, że zasiewają dezinformacje. Zarazem organizacje ekologiczne (sic!) wspierają stawianie kolejnych turbin jako korzystne dla środowiska.

Główny ekonomista PGNiG Bogusław Marzec stwierdził: „Z grubsza biorąc, elektrownia wiatrowa składa się z generatora, śmigła i stalowego słupa wraz z fundamentem. Śmigło w obecnym kształcie i generator powstało ponad sto lat temu. Oba urządzenia przeszły swoją ewolucję, jedno w przemyśle lotniczym drugie w elektroenergetycznym i tak naprawdę niewiele jest do zrobienia w zakresie poprawy ich sprawności, a jeżeli już, to nie należy spodziewać się skokowej poprawy, a raczej kosmetycznych zmian. Znacznie bardziej zaawansowane technologicznie są nadkrytyczne bloki węglowe. Przy nich wiatraki prezentuj się jak zabawki”. Dla przeciętnego Polaka istotniejsze są ustalenia Instytutu imienia Bruno Leoniego. Dane z Włoszech wskazują, że jak to zauważył Marzec: „jedno miejsce w sektorze zielonej energii powoduje utratę prawie siedmiu miejsc pracy w przemyśle i utratę 4,8 miejsc pracy w całej gospodarki. Doświadczenia innych krajów europejskich są podobne”.

Po odrzuceniu wątpliwych przesłanek ekologicznych rodzi się pytanie postawione przez Bogusława Marca: „stosowanie metody ograniczenia emisji dwutlenku węgla są całkowicie nieskuteczne. Ani spalanie biomasy ani zastosowanie wiatraków i ogniw fotowoltanicznych nie prowadzi do celu, który został im postawiony. Uprawnione staje się wiec pytanie, jaki jest prawdziwy cel zamieszania wokół walki z emisją CO2”.

 

Jacek Skrzypacz