Jasiu Lis, oblatany w czytaniu gazet i tym co teraz modne, wpadł na pomysł. Musimy – gada – zdobyć środki unijne. Tak na pałę nikt nam nie da. Tu trzeba sposobu. I taki sposób jest. Unia nawet nie miauknie, gdy zażądamy pieniędzy na wsparcie miejscowych działaczy LGBT.

Chłopy nie bardzo kumali co to za zwierzę, ale Jasiu wytłumaczył, że to tacy, co albo nie wiedzą czy są babami czy facetami, albo chłop chce robić te łóżkowe rzeczy z chłopem– i taki nazywa się gej, albo baba z babą – i taka to lesbijka. Teraz oni są bardzo ważni dla postępowej Europy i eleganckiego świata. Nie wolno im niczego odmawiać, bo można oberwać po łapach. Wystarczy, że pisną i każdy postępowy leci ich przytulać i głaskać. Gdy nasze geje zażądają kasy, urzędasy z Unii sami przyniosą ją w zębach. Napiszemy, że Mądre Doły pragną wyjść naprzeciw postępowi i zbudować na głównym placu Tęczową Fontannę. Żeby jednak działała, trzeba zrobić na wsi wodociąg.

Tyle że był kłopot. U nas we wsi żadnego geja nie ma. Rada w radę ustaliliśmy, że taki gej musi być. Na pytanie, kto na ochotnika, nikt się nie zgłosił. Bo i jak takie coś ugryźć? Jasiu obiecał pokazać nam filmy z ich parad. Po obejrzeniu już wiedzieliśmy jak i co. Baby uszyją tęczową flagę, wynajdą fikuśne stroje, piórka do ozdoby wyrwie się z gęsich kuprów i pofarbuje na różowo. A my załatwimy geja. Zrobimy wybory.

Nadeszła sobota. Na plac przed sklepem zleciała się cała wioska. W konkursie na geja startowało ośmiu chłopów. Musieli wyginać się, napinać tyłki, wydymać usta, machać łapami i cienko piszczeć. Ubaw był po pachy. Przez eliminacje przeszło dwóch: Antek i Stachu. Babom przypasował Antoś; jak zarzucił łbem i potrząsnął czarną grzywką, kobiety aż jęknęły. Stachu był gorszy, ale że żadna robota dłużej się go nie trzymała, miał kupę czasu na przebieranki i na marsze równości. Antoś nie był zadowolony, bo mu pachniało biegać po wsi i się powygłupiać, szczególnie przed domem Maryśki, do której smalił cholewki. Ten problem rozwiązaliśmy od razu. Stanowisko geja może być zamienne. Najpierw dwa tygodnie będzie nim Stachu, po nim Antek. Potem znów Stachu – i tak w kółko, dopóki pieniądze z Unii nie nadejdą.

A co z fontanną? Nie ma wyjścia, trzeba ją zrobić, bo w razie kontroli sposobu zużycia środków unijnych przyznanych na budowę taka musi być. Baba Jaśka poddała pomysł, żeby naokoło fontanny dać niski murek. W ten sposób cała wieś dostanie porządne poidło dla bydła wracającego z pasionki.

Już po miesiącu wiedzieliśmy, że plan wypalił. Stachu co dzień robił we wsi parady równości. Przebrany w kolorowe szmatki, zasuwał z tęczową flagą między chałupami i coś tam pokrzykiwał. Nawet mu się ta robota tak podobała, że niechętnie oddał stanowisko w ręce Antka. Temu szło gorzej, ale gdy wpadła do nas telewizja z Warszawy, odegrał swoją rolę na sto dwa, chociaż kiedy  redaktorzy odjechali, spił się w gospodzie jak bela, żeby zalać wstyd.

Środki z Unii przyszły po trzech miesiącach. Od razu zaczęliśmy wykopy pod wodociąg. Kopał każdy, nawet baby i dzieciaki. Tak nam się spieszyło do wody w domach i tego poidła dla krów, koni i baranów. Już późną wiosną roboty były skończone. Tyle, że Mądre Doły stały się sławne i zjeżdżają do nas różni tacy nawet z zagranicy, żeby zobaczyć pierwszą w Polsce wieś gejowską. Przy okazji żywią się i nocują, więc miejscowym wpada nieco grosza. Tylko musimy ukrywać, że nasz pokazowy gej Antoś żeni się z Marysią. Ale że to mądra dziewucha, zaproponowała, że jak się jej Antoś robotą zmęczy, może paradować po wsi za niego. Jako lesbijka.

 Zuzanna Śliwa