Przełączając kanały w sobotę, natrafiłem na popularny serial TVN-u "Na Wspólnej". To typowy tasiemiec, w którym pokazane są teoretycznie problemy dnia codziennego grupy bohaterów. Są w nim opisywane problemy wychowawcze, z alkoholem, z narkotykami. Zdziwiłem się jednak, kiedy zobaczyłem tam drag queen, czyli mężczyznę przebranego za kobietę, który śpiewa na scenie.

Wszystko było zaprezentowane w "zabawnej" otoczce. Oto grag queen miała wystąpić w osiedlowym domu kultury, jeden z organizatorów zalecał się do niego, myśląc, że to kobieta, czego się po tym wypierał. Sam drag queen tak się stresował występem, że w końcu jeden z organizatorów musiał przebrać się za kobietę i śpiewać.

Niby wszystko jest w krzywym zwierciadle, część bohaterów jest sceptycznie nastawiona do występu drag queen, który przez to, że wymiotuje, też nie jest zaprezentowany poważnie. Z drugiej strony kto wyobraża sobie, że w polskim domu kultury dochodzi do takiego występu, ludzie nie dziwią się temu, tylko oklaskują dziwadło? Bohater dotąd sceptyczny sam przebiera się za kobietę i widzi, że nie ma w tym rzekomo nic dziwnego.

Jest to typowe oswajanie widza z czymś, co w normalnym człowieku budzi obrzydzenie. Zobaczy to raz i drugi, roześmieje się, ale już za 10 razem stwierdzi, że tyle razy to widział, że to nic dziwnego. Ot, tak jest, normalne, tak jak widzi się codziennie ludzi z psami na podwórku, kłótnie w sejmie itd. Część naszego świata, nic więcej.

Jest to prapagandowa sztuczka, na którą niestety trudno zareagować. Pozostaje bunt przeciwko takim obrazom i nieustannie powtarzanie: "Nie, to nie jest normalne. A nienormalność ukazana nawet milion razy pozostaje nienormalnością".