Skomentował to Tomasz Terlikowski w mediach społecznościowych: "Zadałem pytanie, a teraz Łukasz Kachnowicz w wywiadzie dla „Newsweeka” na nie odpowiedział. I nie jest to dobra odpowiedź dla archidiecezji lubelskiej i jej seminarium. - Jak szedłem do seminarium, nawet nie wiedziałem, że jest taki przepis, by nie przyjmować osób homoseksualnych. Ale kiedy przygotowywałem się do święceń do diakonatu, już o nim wiedziałem. I wcale nie miałem zamiaru ukrywać, że jestem gejem. Poszedłem do jednego ojca duchownego, potem do drugiego otwarcie mówiąc, że mam takie doświadczenie. Zapytałem, czy powinienem iść dalej drogą kapłańską. Usłyszałem, że mam zielone światło. Więc poszedłem - opowiadał Kachnowicz. I aż trudno nie zadać pytania, ilu jeszcze mężczyzn, którzy - według jasnych przepisów Kościoła - nie powinno być wyświęconych, „dostało zielone światło”. Ilu gejów, wbrew zakazowi Benedykta XVI,jest teraz księżmi i żyje podwójnym życiem? Ilu głosi nauczanie Kościoła, ale nim nie żyje? I pytania do archidiecezji lubelskiej i jej arcybiskupa, czy teraz już normy wprowadzone przez Benedykta XVI i potwierdzone przez Franciszka w archidiecezji obowiązują, czy wciąż osoby o trwale zakorzenionej skłonności homoseksualnej dostają „zielone światło” i są święcone? Warto też zadać proste pytanie, kto owo „zielone światło” dał i czy będą wobec niego wyciągnięte konsekwencje? Czy zostanie odsunięty od formacji i skierowany na odpowiednie szkolenia, by zrozumiał swój błąd? I wreszcie, czy arcybiskup ma pewność, że wśród formatorów nie ma osób z podobnych do Łukasza Kachnowicza problemem? To nie są złośliwe pytania. Wynikają one z troski o Kościół, ze świadomości, że homolobby wewnątrz Kościoła jest tylko drugą stroną ideologii LGBT i też niszczy Kościół, tyle, że od wewnątrz. I wreszcie trzeba wiedzieć, ilu jeszcze księży-gejów szykuje się do coming outów? Teraz, gdy jest to łatwiejsze, nie wiąże się z kosztami społecznymi, będzie to częstsze".