Zdaniem eksperta „ciężko powiedzieć, czy Jarosław Kaczyński ma świadomość rewolucyjności tego pomysłu, wykraczającej dalece poza wprowadzenie programu »Rodzina 500 Plus«, i to nawet obejmującego każde dziecko. Nie wiadomo, czy w partii mają to, mówiąc kolokwialnie, wszystko policzone. Zresztą, tak naprawdę nikt nie wie, jakie byłyby całościowe konsekwencje takiego ruchu. Nikt na świecie nie przetestował jeszcze bowiem podwyższenia płacy minimalnej o prawie 80% w przeciągu niecałych 5 lat, i to do poziomu ok. 60% przeciętnego wynagrodzenia. Jeśli Prawo i Sprawiedliwość po wyborach (o ile je wygra) zdecyduje się wprowadzić to rozwiązanie w życie, wypłyniemy na nieznane dotąd nikomu wody".
 

Autor ekspertyzy przypomniał, że „płaca minimalna od 1 stycznia 2019 r. wynosi 2250 PLN. Zgodnie z zapowiedzią premiera Mateusza Morawieckiego, od 1 stycznia 2020 ma ona wynieść 2600 zł, do końca 2021 r. ‒ 3000 zł, a do końca 2023 r. – 4000 zł".

 

Według eksperta „łatwo można sobie bowiem wyobrazić sytuację, w której rząd w obliczu światowego spowolnienia gospodarczego przesunie podwyżki płacy minimalnej o 2‒3 lata, tym samym utrzymując je w wieloletnim trendzie (roczny wzrost poniżej 10%, mniej niż 50% średniego wynagrodzenia). Jeżeli miałbym przyjmować zakłady, obstawiałbym właśnie taki scenariusz. Tym bardziej".

 

Komentując potencjalne konsekwencje zapowiedzi Kaczyńskiego, ekspert stwierdził, że „jeśli prawdziwa jest hipoteza, że w sektorze MŚP właściciele firm (zwani błędnie pracodawcami, wszak swoją pracę »daje« pracownik) płacili często wynagrodzenia w dwóch transzach – oficjalnie minimalną krajową plus resztę pod stołem, to podwyższenie płacy minimalnej może albo zlikwidować tę fikcję (i spowodować istotny wzrost wpływów z tytułu podatków dochodowych oraz składek ZUS), albo skłonić przedsiębiorców do jeszcze większego omijania przepisów (analogicznie – spadek wpływów z podatków dochodowych i składek ZUS). Wszystko zależeć będzie od skuteczności Państwowej Inspekcji Pracy, Krajowej Administracji Skarbowej i ZUS. Jak będzie – nie wiadomo".

 

W opinii ekonomisty „wzrost płacy minimalnej niewątpliwie wpłynie na wyrównanie różnic płacowych osób, które pracują. Z drugiej strony, przedsiębiorcy, mając na uwadze istotny wzrost kosztów pracy, mogą być skłonni do redukcji zatrudnienia, zwłaszcza na tych stanowiskach, które mogą być stosunkowo łatwo zautomatyzowane. W rezultacie wielu pracowników niewykwalifikowanych i niskowykwalifikowanych może stracić pracę i mieć problem z jej znalezieniem. Jaki będzie ostateczny efekt dla zmniejszania różnic dochodowych – nie wiadomo".

 

Ekspert uważa, że „część małych firm (tzw. zombie companies), funkcjonujących zwłaszcza w niskomarżowych sektorach, w wyniku wzrostu kosztów pracy może utracić konkurencyjność. Taka sytuacja będzie prowadzić do konsolidacji w sektorze przedsiębiorstw – po pierwsze przetrwają te najbardziej konkurencyjne, a po drugie dodatkowo się wzmocnią, przejmując zasoby upadających firm (w tym lepiej wykwalifikowanych pracowników). Jest to zjawisko niewątpliwie pożądane, szczególnie biorąc pod uwagę fakt, że w Polsce mamy relatywną nadpodaż mikro i małych firm. Czy jednak korzyści z tytułu konsolidacji w sektorze MŚP skompensują w krótkim okresie upadek małych firm – nie wiadomo".


Zdaniem eksperta „firmy w obliczu wzrostu kosztów pracy mogą zostać wreszcie zmuszone, aby uruchomić część z prawie 300 mld złotych, które dziś »chomikują« na własnych kontach, i zacząć inwestować w automatyzację produkcji, która umożliwi zwiększenie wydajności i »skompensowanie« wzrostu płac, który w innym wypadku mógłby prowadzić do wzrostu inflacji. Pytanie, czy dotychczasowa niechęć do inwestowania nie skłoni firm raczej do podwyżek cen – wtedy co prawda wynagrodzenia nominalne wzrosną, ale ich wzrost pochłonie inflacja. Jaki efekt przeważy – nie wiadomo".

 

Oceniając propozycje Kaczyńskiego, ekonomista stwierdził, że „wcześniej czy później (a przy istotnej podwyżce płacy minimalnej wcześniej) musimy liczyć się z postępującą automatyzacją produkcji, która będzie prowadzić do redukcji zatrudnienia pracowników niskowykwalifikowanych. Jeżeli nie zbudujemy (niestety praktycznie od zera) kompleksowego systemu kształcenia zawodowego, który umożliwiłby nabywanie przez pracowników nowych umiejętności w trybie modułowym, za kilka lat możemy być świadkami sytuacji, w której będziemy mieć mnóstwo wakatów na rynku, a jednocześnie sporą grupę bezrobotnych obciążających system zabezpieczenia społecznego. Zresztą już dziś wiele firm zgłasza trudności ze znalezieniem odpowiednio wykwalifikowanych pracowników. Z każdym rokiem problem ten będzie coraz bardziej palący, a same migracje zarobkowe Indusów czy Nepalczyków raczej go nie rozwiążą".

 

Według autora ekspertyzy „zgodnie z zapowiedziami partii rządzącej podwyżka płacy minimalnej ma objąć wyłącznie pracowników sektora prywatnego. Oznacza to ni mniej ni więcej dalsze mrożenie płac w sferze budżetowej. W sytuacji, w której pensja minimalna w sektorze prywatnym będzie wyższa niż średnie wynagrodzenie w urzędzie gminy, należy spodziewać się exodusu z administracji publicznej. Oczywiście można traktować to jako szansę na odchudzenie aparatu urzędniczego, ale bez sprawnej administracji trudno jest mówić o prowadzeniu aktywnej polityki publicznej przez państwo, a takie ambicje zgłasza PiS, choćby w „Planie Morawieckiego". Wystarczy powiedzieć, że bez sprawnej administracji nie da się stworzyć choćby tak potrzebnego systemu kształcenia zawodowego".

 

Zdaniem eksperta „radykalne podwyższenie płacy minimalnej można traktować jako przejaw bezradności rządu i rozpaczliwą próbę zmuszenia przedsiębiorców do zwiększenia stopy inwestycji prywatnych. Ambitne plany premiera Morawieckiego zakładały, że będziemy przeznaczać na inwestycję 25% PKB. Niestety, po 30 miesiącach od przyjęcia Strategii na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju poziom inwestycji nadal nie przekroczył 20% – gdyby nie inwestycje publiczne statystyki te wyglądałaby jeszcze gorzej. W tym obszarze wypadamy blado nawet na tle naszych partnerów z Grupy Wyszehradzkiej. Paradoksalnie, trudno za tę sytuację winić rząd, który wprowadził w życie choćby dwie ustawy o innowacyjności, tworzące istotne zachęty do inwestowania. Niestety, wielkich efektów tych działań na razie nie widać".

 

W opinii eksperta „PiS zapowiadając podwyżkę płacy minimalnej, zdaje się mówić małym i średnim przedsiębiorcom – inwestuj albo giń. Sytuacja ta pokazuje jednak, że możliwości państwa w zakresie stymulowania rozwoju gospodarczego są ograniczone, a osiągnięcie założonych celów wymaga wykorzystania płacowej bomby atomowej, której skutków nikt nie jest w stanie przewidzieć, i to zarówno w wymiarze ekonomicznym, jak i politycznym. Nie można bowiem zapominać, że bomba ta może rozsadzić potencjalnie „pisowski" elektorat małych przedsiębiorców, czyli grupę, którą według m.in. Waldemara Parucha, szefa Centrum Analiz Strategicznych i jednego z głównych doradców prezesa Kaczyńskiego, partia rządząca chciała w dużo większym stopniu niż dotychczas do siebie przekonać".
 

Jan Bodakowski