Niestety, albo znudziło publikę oglądanie w kółko tego samego, albo nie w smak jej występujący na scenie konferansjerzy, bo sale kinowe świecą pustkami. Cóż, miał rację jeden z dawnych twórców ich kina, że niewdzięczny polski naród nie dorósł do demokracji. No bo patrzcie! My im prezentujemy połamaną na kawałki Konstytucję, z której zostały marne strzępy, a oni, zamiast wyć z przerażenia, ziewają albo zwiewają lub – co gorsza – drą na nas mordy.

Na darmo wysilamy gardła do zgromadzonych kilkudziesięcioosobowych tłumów: - My chcemy przywrócić zasady! My chcemy wam dać demokrację! My chcemy równego prawa dla każdego! My chcemy tych co wprowadzili reżim zamknąć do więzień! My chcemy znieść ich niszczycielskie reformom! My chcemy wyciąć w pień narodowców, żeby być prawdziwymi Europejczykami!

Publika, zamiast wznosić okrzyki triumfu, ośmiela się bezczelnie dyskutować. Chcecie przywrócić zasady? To że znów będą równi i równiejsi a nawet najrówniejsi czyli specjalna kasta. Chcecie nam dać demokrację? Jak? Znów sfałszować bezkarnie wybory? Chcecie równych praw dla każdego? Czyli dla kogo? No tak. Dla LGBT, aby mogli szaleć po ulicach, placach, szkołach i przedszkolach, żenić się między sobą i sięgać po nieswoje dzieci. Chcecie zamykać przeciwników do więzień? Nic nowego. Sposób odziedziczony po sowieckiej komunie. Chcecie znieść reformy? Czyli podwyższyć znów wiek emerytalny, zabrać hołocie 500+, bo ta kasa należy się tylko swoim? A już na pewno zlikwidować znienawidzone WOT. Macie w tym wprawę, wszak ręką ministra psychiatry udało się wam obciąć łeb polskiej armii, minimalizując jej szeregi ku radości sąsiadów z prawa i lewa. Jedno jest pewne. Jako prawdziwi Europejczycy nie dozwolicie na żadne obchody patriotycznych rocznic, zburzycie nie wasze pomniki, ulicom przywrócicie nazwy komunistycznych patronów. Że nieprawda? Wszak wszystkie te pomysły były już przez ekipę waszego kina zgłaszane przy różnych okazjach. 

Do tego wszystkiego doszedł dodatkowy zgryz. Wybuchło budowane przez was szambo. Wydane na to potężne 4 miliardy rozlały się smrodem po nadwiślańskich połaciach. Tego już nie dało się ukryć, chociaż i taka próba była. Lecz od czego pomysłowość konferansjerów? Dostosowując się do paskudnej sytuacji zaczęli podrzucać cuchnące łgarstwem domysły. A to, że sabotaż. Że wcale nie jest tak źle i rzeka ślicznie się sama oczyści. W końcu, że ryby i inne wodne stworzenia nie zostały zabite fekaliami, tylko podrzucili je nienawistnicy z wrogiej partii. Głupi uwierzy, mądry stuknie się w czoło.

Jednak i z tego niewygodnego wydarzenia ekipa „ My chcemy” umiała wyciągnąć wnioski. Na spotkanie z mieszkańcami Radomia, którego odór wylanego szamba nie dotknął, bo nie mają Wisły, udała się sama domniemana przyszła premier, jak zwykle urocza w swych uśmiechach i pustosłowiu. Mając na względzie sytuację, kiedy coś może jednak zabójczo zaśmierdzieć, ofiarowała zebranym jakże odpowiedni dar - czujniki czadu. Nie, nie kupiła ich z własnej kieszeni, ani tym bardziej z tej należącej do załogi kina „My chcemy”. Fundnął je włodarz miasta z kieszeni jego podatników w myśl unijnej zasady: wy nam dajcie pieniądze, a my zdecydujemy na co je wydacie, bo my wiemy to lepiej.

I tak kręcą się przedwyborcze kółka. Poza autokarem kina „My chcemy” jeżdżą po kraju „Cysterny wstydu” – pojazdy partii władzy. Przypominają, że przez 8 lat rządów ekipy kina zwędzono z kasy państwowej gigantyczną kwotę 250 miliardów złotych. Przepychanka „kto kogo” trwa w najlepsze. Jaki będzie wynik? Cóż, zależy ile uda się wtłoczyć poczciwym ludziom smrodu, a ile świeżego powietrza. Bo i tu są gusta i guściki.

Zuzanna Śliwa