Zbigniew Herbert napisał o tym wydarzeniu wiersz pt. "17 IX". Rozpoczynają go dramatyczne słowa:

"Moja bezbronna ojczyzna przyjmie cię najeźdźco
a droga którą Jaś Małgosia dreptali do szkoły
nie rozstąpi się w przepaść".

Polacy nie mieli szans sprzeciwić się czerwonej zarazie. To nie był 1920 rok. Zaatakowani z dwóch stron byli w sytuacji tragicznej. Nie było nadziei i uratować nas mógł tylko cud, jak rozstąpienie się drogi pod czerwonoarmistami. Niestety cud nie nadszedł "rzeki nie wylały", "śpiący rycerze w górach" nie przebudzili się.

Polacy jednak walczyli: "Ale synowie ziemi nocą się zgromadzą (...) A potem tak jak zawsze - łuny i wybuchy (...)  krzepiąca wiedza że jesteśmy - sami".

Na samym końcu poeta mówi, że przyszłe pokolenia będą musiały uczyć się najtrudniejszej rzeczy - odpuszczania win. To jest prawda, ale poza tym potrzeba też refleksji, która pozwoli nam sobie uświadomić, że nie powinniśmy liczyć na innych, ale na siebie.