Hartman zwrócił się do Jarosława Kaczyńskiego:  "Jeżeli włos z głowy spadnie Klaudii Jachirze, czy nie daj Boże coś się jej stanie, zostanie zaatakowana, to pan będzie osobiście temu winny, bo pan kontroluje i rządzi wszystkim, co dotyczy w Polsce władzy, rządzi pan również mediami".

Hartman nazwał Jachirę "satyryczką". Tymczasem kandydatka KO popularność zdobywa w najgorszy możliwy sposób: przez obrazę uczuć religijnych (parodiowała np. znak krzyża, mówiąc "W imię ojca i brata i brata bliźniaka"), wyśmiewanie się z katastrofy smoleńskiej, szydzenie z osób tragicznie zmarłych jak Lech Kaczyński. Takie osoby powinny być persona non grata w przestrzeni publicznej. Przez prezentowanie cywilizacyjnego zdziczenia podważają wszelkie społeczne normy i same prowokują akty nienawiści.

Nie wolno tolerować takich zachowań, bo prowadzą one do coraz większej tolerancji wobec niegodnych wypowiedzi i działań. Wydaje się jednak, że Klaudia Jachira jako młoda dziewczyna jest tylko narzędziem w rękach Schetyny i Kidawy-Błońskiej. W momencie, kiedy Donald Tusk lansował siebie jako łagodnego polityka, jednocześnie promował Palikota, który miał przyciągnąć bardziej radykalnych wyborców. Teraz Kidawa-Błońska promuje się jako osoba, która chce łączyć. Potrzebna jej więc Jachira, aby mobilizować lewicowy i fanatyczny elektorat.