Wyłania się przerażający obraz skorumpowanych sądów, które w ramach partyjnego interesu przetrzymują procesy w nieskończoność. Według Neumanna,  PO instrumentalnie wykorzystuje swoich sprzymierzeńców (KOD), udając dozgonnych przyjaciół, a w rzeczywistości gardzi nimi, uważając, że są niczym. Partia swoich kandydatów przynosi w teczkach i nie ma żadnej dyskusji, aby im oddać intratne stanowiska, niezależnie od ich umiejętności. Mogą być nikim, na niczym się nie znać, gdy prominentny działacz w postaci Neumanna wskaże kogoś na stanowisko, nie ma żadnej dyskusji, musi być zaakceptowany. Taśmy Neumanna liczą kilkadziesiąt nagrań i są dużym obciążeniem dla KO, zwłaszcza przed wyborami. W prawdzie w  niedzielę ogłosił, że zrzeka się funkcji przewodniczącego Klubu Parlamentarnego, ale w praktyce nie ma to żadnego znaczenia, bo Sejm w dawnej strukturze właściwie już nie istnieje. Czysto pijarowy gest. Było by inaczej, gdyby Neumann zrzekł się kandydowania w sobotnich wyborach parlamentarnych. Jest jedynką w Gdańsku. Miało by to jakiś wymierny skutek, a tak stało się jedynie pustym gestem.

Jakby tych kompromitacji było mało, zaproszono jeszcze na konwencję wielce przez nich szanowanego i ciągle dopieszczanego Lecha Wałęsę. Ten swoją ciągłą obecnością na Twitterze nie daje o sobie zapomnieć. I chociaż swoimi wpisami obraża wszystkich na lewo i prawo, nadal jest dla niektórych autorytetem. Wałęsa w niedzielę kroczył dostojnie przez salę w towarzystwie roześmianej Małgorzaty Kidawy-Błońskiej. W swym wystąpieniu, jak dobry ojciec zatroskany o przyszłość swoich dzieci, wytknął błędy Platformie, a głównie ten jeden, że za mało się sprzeciwiała, gdy wyszły na jaw dokumenty Kiszczaka, ujawnione przez jego żonę o agenturalnej przeszłości wodza Solidarności. Ale kwintesencją wystąpienia Wałęsy było co innego. W dzień po pogrzebie legendy polskiego podziemia Kornela Morawieckiego nazwał go zdrajcą. Dobitnie stwierdził, że w czasach, gdy on walczył o Solidarność, Morawiecki założył Solidarność Walczącą. Jak można to inaczej nazwać – dowodził – tylko zdradą. To zdrajca – podkreślił i zawiesił na chwilę głos, aby po chwili wielkodusznie stwierdzić, że mu wybacza.  Do absurdów wygadywanych przez Wałęsę zdołaliśmy się już przyzwyczaić i nic nie jest nas w stanie zadziwić. Nawet jego największa podłość. Ale najgorsze, że to haniebne zachowanie znalazło aplauz na sali. Bito mu brawa, wyglądało na to, że za odwagę iż w takiej chwili nie boi się powiedzieć „prawdy” o jednym z ojców naszej niepodległości. A prawda jest tylko jedna. Kornel Morawiecki zrozumiał wcześniej niż inni, że nie po drodze mu z działaczami Solidarności, którzy wchodzą w układy z komunistami i budują z nimi chore układy. Czas pokazał, że miał rację w stu procentach. Te komunistyczne układy cały czas kładą się cieniem na Polskę.

Gdy zszedł z mównicy wśród braw ściskano go serdecznie. Znalazł się w ramionach Kidawy-Błońskiej i Grzegorza Schetyny, który chyba nie zrozumiał, że w tej właśnie chwili Wałęsa nazwał go także zdrajcą. Schetyna bowiem był aktywnym działaczem Solidarności Walczącej i Kornel Morawiecki był jego mentorem.

Samych słów Wałęsy nie warto nawet komentować, są tak absurdalne i przepełnione taką nienawiścią, która trafia nawet za grób, że może je wypowiadać  człowiek albo opętany przez zło, albo nie w pełni władz umysłowych. Skomentował je najlepiej Michał Karnowski, przedstawiając wykaz wypitego przez Wałęsę w Arłamowie alkoholu, podczas jego rzekomego internowania. Jest to obraz stojący w opozycji z działalnością Kornela Morawieckiego i z jego prześladowaniami. Wałęsa już nikogo nie zdoła zaskoczyć swoją podłością. Dlaczego tylko jest nadal zapraszany do komentowania życia politycznego? Zamiast spuścić zasłonę na jego dzisiejsze czyny i słowa, które są wynikiem jego dawnej działalności agenturalnej, promuje się go ciągle na salonach politycznych. No cóż, jaka partia, taki jest i ich mentor. Tylko teraz takie zachowanie Wałęsy i nie odcięcie się radykalnie od jego haniebnych słów, może się odbić Koalicji Obywatelskiej wyborczą czkawką.  Żaden z działaczy Platformy i jego koalicjantów nie potępił ostro wypowiedzianych słów o śp. Kornelu Morawieckim. Twierdzenie, że to była niepotrzebna wypowiedź, to za mało. Oby podłe słowa Wałęsy nie okazały się przysłowiowym gwoździem do trumny dla KO.