Strażacy napisali: "Trzeba pochwalić postawę tego Pana który przed przyjazdem straży pożarnej udzielił pomocy osobom poszkodowanym w wypadkach na Dk 50 w miejscowości Tabor. Poszkodowanego kierowcę wraz ze swoim dwuletnim synem wydostał z płonącego samochodu i schronił w swoim Volkswagenie i jak prawdziwy strażak ruszył na płonący samochód z gaśnicą. Przed odjazdem pochwalił strażaków za bardzo szybki przyjazd i całą akcję.
Kto poznaje tego Pana?".

Oficer prasowy Komendy Powiatowej PSP w Otwocku mł. kpt. Maciej Łodygowski relacjonował z kolei: "Samochód ciężarowy uderzył w samochód osobowy, samochodem osobowym podróżowała rodzina, tam były trzy osoby, m.in. dziecko. Na szczęście nikomu się nic nie stało, ale ta osoba, która przejeżdżała, która była świadkiem tego zdarzenia, faktycznie zaopiekowała się osobami, które podróżowały samochodem osobowym".
Z kolei Sylwester Marczak, rzecznik stołecznej policji, tłumaczy, że wypadek spowodował policjant, który sam udzielił pomocy dziecku: "Spowodował ją policjant, który wymusił pierwszeństwo na drodze. Został już ukarany mandatem. Policjant zaraz po zdarzeniu wybiegł z auta, uwolnił z fotelika swojego syna i wyciągnął go z wnętrza auta, aby zapewnić dziecku bezpieczeństwo Ten człowiek chciałby za pośrednictwem mediów serdecznie podziękować kobiecie, która pojawiła się pierwsza na miejscu wypadku i która wzięła na ręce dwuletniego Bartka. To ta pani również dała policjantowi gaśnicę".

Sam Robert Biedroń nie chciał komentować zdarzenia, bo jak stwierdził, "nie chciałby go upolitycznić".