Najlepszym tego przykładem był, opisany, w artykule „Pierwszy komendant podziemnego wojska" (dostępnym na stronie Rzeczpospolitej), generał Michał Tokarzewski-Karaszewicz, który stanął na czele organizacji Służba Zwycięstwu Polski, która była poprzedniczką Armii Krajowej.

 

W artykule Grzegorza Łyśa można przeczytać, że Michał Tokarzewski „już w latach gimnazjalnych w Drohobyczu instynktownie dążył ku socjalizmowi. Jak zawsze tłumaczył, nie z pobudek „klasowych", lecz „chrześcijańskich i ludzkich". Członkiem PPS był jeszcze jako wyższy oficer. [...] Większą jeszcze sensację i zgorszenie budziły jego ekscentryczne zainteresowania wiedzą tajemną".


Michał Tokarzewski „w 1921 r. wstąpił do Polskiego Towarzystwa Teozoficznego i stał się mistrzem teozofii, panteistycznego systemu filozoficzno-religijnego łączącego w sobie m.in. nauki buddyzmu, hinduizmu i chrześcijańskich herezji średniowiecznych. Teozofowie zjeżdżali się latem w dworze w Mężeninie nad Bugiem. Wśród uczestników spotkań przeważały rozegzaltowane kobiety zapatrzone w mistrza".

 

Przyszły dowódca SZP (późniejszej AK) „generał Tokarzewski był też jednym z najwybitniejszych polskich masonów, z najwyższym, 33. stopniem wtajemniczenia. I wreszcie, kapłanem liberalnego Kościoła katolickiego, regularnie odprawiającym msze, podczas których wzywał m.in. „ducha dziejów państwowości polskiej". Ale właśnie w okresie, gdy nawrócił się na teozofię – z jej wiarą w bezosobowy Absolut, reinkarnację i powszechne braterstwo ludzi, jako szef żandarmerii zaprowadzał żelazną ręką porządki w wojsku i kraju".

 

Z Wikipedii można się dowiedzieć, że „Generał Karaszewicz-Tokarzewski był niewątpliwie jednym z najaktywniejszych polskich wolnomularzy. Należał do Wielkiej Loży Narodowej Polski i Zakonu Le Droit Humain. Był współzałożycielem i członkiem lóż: Tomasz Zan, Orzeł Biały, Święty Graal i Św. Michał Archanioł. W 1937 uzyskał najwyższy w rycie szkockim dawnym i uznanym 33. stopień wtajemniczenia".

 

O teozofii pisał Przemysław Mazur w artykule „Mądrość boża według teozofii" dostępnym na portalu Opoka (przedruk za tygodnikiem Idziemy). Inicjatorką tej koncepcji była Rosjanka „Helena Bławatska, współinicjatorka założonego w 1875 r. Towarzystwa Teozoficznego".


W czasie swojego pobytu w Tybecie Bławatska „zgłębiała nauki duchowych mistrzów zwanych przez nią „Mahatmami". Według jej słów, część z nich osiągnęła stan zbliżony do Buddy, własnymi siłami wyzwalając się z iluzji rzeczywistości i uzyskując niejako status nadczłowieczeństwa". Bławatska twierdziła, że „żyjący w odosobnionych tybetańskich enklawach wiekowi asceci (niektórzy mieli liczyć sobie przeszło tysiąc lat!) pośrednimi drogami monitorowali rozwój ludzkości, przygotowując ją na przyjęcie „Boskiej Mądrości", systemu duchowego definiowanego przez zwolenników Bławatskiej jako ukryta podstawa wszystkich religii".

 

Teozofia, często błędnie, czerpała z nauczania „pitagorejskich orfików, gnostyków doby pierwszych wieków naszej ery, niektórych alchemików i spirytystów (np. Jakuba Boehmego), a współcześnie m.in. w koncepcjach odłamów buddyzmu. Rosyjska szlachcianka wskazywała na pokrewieństwo duchowe jej ruchu z Amoniuszem Sakkasem (z przełomu II i III w.), inicjatorem jednej z aleksandryjskich szkół w duchu neoplatonizmu. Przy tym nie tylko interesowała się zjawiskami nadprzyrodzonymi, jak lewitacja, telekineza czy prekognicja, ale też sama przejawiała zdolności mediumiczne".

 

Teozofia zawierała też „elementy doktryn hinduistycznych, buddystycznych, chrześcijańskich, a nawet neopogańskich (odwołania do istot pokroju gnomów, sylfów czy rusałek, zwanych ogólnym terminem elementali)".

 

Koncepcje teozoficzne z czasem stały się bardzo ważne dla nazistów „Bławatska odwoływała się również do przekazów o mitycznych rasach poprzedzających naszą, która w odwiecznym pędzie ewolucyjnym jest piątą z siedmiu (chociaż ludy mongoloidalne miały się zaliczać do rasy czwartej). Odwołując się do enigmatycznej Kroniki Akaszy, energetycznej otoczki Ziemi, w której zapisane są wszelkie informacje dotyczące przeszłości, teraźniejszości i przyszłości, Bławatska wspominała o dokonaniach tych ras, wśród których wymieniała eteryczne „meduzy" oraz mieszkańców pochłoniętej przez ocean legendarnej Lemurii czy Atlantydy".


Po śmierci Bławatskiej jej działalność kontynuowała „Annie Besant, wsławiona działalnością na rzecz ruchu sufrażystowskiego i uzyskania niepodległości przez Indie. Za jej sprawą doktryna teozoficzna uległa przeorientowaniu z dotąd najsilniej akcentowanego buddyzmu ezoterycznego ku hinduizmowi. Nie obyło się bez wewnętrznych perturbacji, kiedy Besant usiłowała przeforsować uznanie za inkarnację Chrystusa hinduskiego młodzieńca Jiddu Krishnamurtiego. Oponował przeciw temu m.in. przewodzący niemieckim i austro-węgierskim teozofom Rudolf Steiner. W efekcie doprowadziło to w 1913 r. do schizmy i zaistnienia Towarzystwa Antropozoficznego, skupiającego się na edukacji wczesnoszkolnej".


Katolicy oceniając teozofie, muszą pamiętać, że „pomimo że teozofowie pełnymi garściami czerpią z tradycji i terminologii chrześcijańskiej (osobliwie ją przy tym interpretując), z reguły stosują bezpardonową krytykę Kościołów wyrosłych na przesłaniu Chrystusa. Jezus uznawany jest przez nich za osobowość wybitną, choć nie wyrastającą ponad księcia Gautamę (czyli Buddę), Krisznę czy Apoloniusza z Tyany. Wzorem starożytnych gnostyków rozdzielają Jezusa-Człowieka od Chrystusa postrzeganego jako różnie interpretowany kosmiczny byt zawierający znamiona boskości. W rozumieniu teozofów każdy nosi w sobie potencjał, by osiągnąć stan analogiczny do Jezusa – poprzez samodzielny wysiłek przejawiający się przede wszystkim w zgłębianiu sekretów teozofii. Stąd w ramach tej doktryny nie ma miejsca na jedynego Syna Bożego, Zbawiciela całej ludzkości, współistotnego swemu Ojcu pod względem boskiej natury. Takie postrzeganie Chrystusa to według teozofów wynik celowego zniekształcania faktów przez decydentów Kościołów chrześcijańskich, m.in. katolickiego".

 

Dziś z teozofii czerpie New Age, a szczególnie antropozofia, oraz wszelkie nurty okultyzmu, a nawet współczesnego satanizmu.


Jan Bodakowski