Korzystając, w czwartek, z możliwości darmowego zwiedzania wystaw, wpadłem z wizytą do warszawskiej Zachęty, miejsca znanego narodowcom z happeningu wybitnego artysty i historyka sztuki Eligiusza Niewiadomskiego.

Zwiedzanie postanowiłem rozpocząć o wizyty na pierwszym piętrze. Z lenistwa w podróż wybrałem się windą z szatni w piwnicy na pierwsze piętro. Kiedy winda się zatrzymała, za otwartymi drzwiami na pierwszym piętrze zobaczyłem nagiego faceta. Właściwie nie całkiem nagiego, bo ubranego w czarne damskie buty na szpilkach na stopach i czarną bluzę z kapturem, spod której widać dyndającego siusiaka i jądra. Ogólnie jestem zaskoczony. Różne rzeczy w galeriach sztuki widziałem, ale na taką niespodziankę nie byłem przygotowany.

Ponaglany przez towarzyszące panu z dyndającym siusiakiem panie zaszokowany opuściłem windę. Z towarzyszek pana z dyndającym siusiakiem dowiedziałem się, że na parterze Zachęty będzie performance. Na parter zjechałem kolejnym kursem windy i nagrałem występ artystyczny.

Pan stał na schodach tyłem do widzów w holu głównym. Obok niego stała pani w czerwonej sukience. Pan się wypiął, między nagimi pośladkami zwisa mu doczepiony ogon, siusiak i jądra dyndały. Pani panu siadła na plecach, a on wdrapał się, w szpilkach, zgoła du.ą, z panią na plecach po schodach na piętro.

Bardziej od występu szokujące jest dla mnie to, że Zachęta to według § 1 rozdziału 1 statutu to „państwową instytucją kultury, utworzona zarządzeniem Ministra Kultury". Według § 6 rozdziału 3 „Zachętą zarządza Dyrektor powoływany i odwoływany przez Ministra, w trybie określonym ustawą".

Happening, który miał miejsce w państwowej placówce kultury finansowanej przez podatników (co jest kolejnym dowodem na słuszność mojego twierdzenia, że pieniądze podatników powinny zostać w ich kieszeniach, a nie być wydawane na sztukę nowoczesną), odbył się 10 października 2019 o 17.00. Autorką dzieła „Koń. Mężczyzna, kobieta i żądza przygód" była belgijska artystka Miet Warlop. W wydarzeniu wystąpili „performerzy/muzycy: Laura Vanborm, Wietse Tanghe, Joppe Tanghe, Milan Schudel".


Facet z gołą du..ą w Zachęcie

W 2015 w Zachęcie (a konkretnie, w nowej przestrzeni ekspozycyjnej Zachęty, czyli na parterze nowo wybudowanej kamienicy Raczyńskich, budynku z niezwykle piękną elewacją jak na nowo budowane budynki), mieszczącej się naprzeciwko gmachu Zachęty, eksponowane były wybrane eksponaty z kolekcji galerii w ramach wystawy „Prawda piękno dobro".

Jednym z eksponatów tej wystawy była praca Roberta Rumasa „Bóg w mojej ojczyźnie jest honorowy" z 1994, na którą składają się słoiki z zatopionymi i zneutralizowanymi, zdaniem artysty, szkodliwymi wyznacznikami toksycznej polskości — polską flagą, figurkami Matki Boskiej, różami, hostiami, bilonem, kiełbasą".

Robert Rumas to autor instalacji krytycznych wobec katolickiej tożsamości polskiego społeczeństwa. W 1993 roku wystawił w Państwowej Galerii Sztuki w Sopocie pięćdziesięciometrową instalacje „Wątki", na którą składały się trzy baseny z wodą, jeden z butlą (a w niej złotą rybką), w drugi z harfą, na której grała harfistka, i trzeci z plastikową świecącą figura Matki Boskiej.

Jak można było przeczytać w artykule o artyście autorstwa Karola Sienkiewicza na łamach portalu Culture.pl „Najgłośniejsze prace Roberta Rumasa to te, w których wykorzystywał dewocjonalia. Atakował w nich religijny kicz i powierzchowny katolicyzm, tym samym krytykując podstawy, na których próbuje się budować jednolitą polską tożsamość. Działalność artystyczna Rumasa staje się więc "wektorem mniejszościowej siły", głosem walczącym o miejsce dla Innego w zdominowanym przez katolików społeczeństwie". Rumas „W swych instalacjach wielokrotnie zatapiał dewocjonalia — figury Matki Boskiej i Chrystusa — w akwariach, łącząc dwa elementy, jakie odnaleźć można w mieszczańskim domu, hobby akwarysty i materialny wyraz przynależności religijnej"

Wśród innych dzieł sztuki Roberta Rumasa znalazła się: instalacja „Gesty" (z 1993 roku, znajdująca się w depozycie krakowskiej galerii Zderzak, składająca się z akwariów z figurami Jezusa i Maryjo, oraz fotografii modeli w bieliźnie naśladujących gesty mesjasza i jego matki). „trzy figury Matki Boskiej pomalowane jednolicie farbą o trzech odcieniach orzecha z dołączonymi neonowymi aureolami" (w kolekcji Muzeum Narodowego w Poznaniu, pochodzące z 1995), „świecąca figura Madonny z powtykanymi monetami układającymi się w ściekające z jej oczu łzy" (w ramach serii instalacji serii „Las Vegas" z lat 1994-1999), „12 Cykli Księżyca" (na które składają się „karty z kalendarza z roznegliżowanymi kobietami, które dzięki przemalowaniu "ubrane" zostały w biało-błękitne szaty, przywołujące na myśl te noszone przez Matkę Boską"), „Termofory x 8" (w 1994 artysta w ramach instalacji na Długim Targu w Gdańsku przygniótł „osiem figur Chrystusa i Matki Boskiej" workami z wodą), „Roztocze" (pochodząca z 2007 „fotografia zakurzonej figurki Jana Pawła II").

Pod koniec 2015 roku w warszawskiej galerii Zachęta na wystawie „»Spojrzenia 2015« »prezentującą najciekawszych młodych, lecz uznanych już artystów polskich« można było zobaczyć prace Ada Karczmarczyk, w której to „artystka" szydziła z Kościoła katolickiego.

By rozśmieszyć antyklerykałów i otumanić katolików Ada Karczmarczyk była przedstawiana przez galerie jako katoliczka mająca misję ewangelizacyjną. Jak można było przeczytać na stronie internetowej galerii Zachęta i na informacji wiszącej przed salą ekspozycyjną galerii „Ada Karczmarczyk traktuje swoją sztukę jak utrzymaną w awangardowej konwencji misję ewangelizacyjną. Jako ADU – katolicka supergwiazda muzyki pop – komponuje, nagrywa i publikuje na swoim wideoblogu piosenki oraz teledyski będące jej propozycją nowej sztuki sakralnej. Swoją afirmatywną postawą stara się prowokować do refleksji o charakterze duchowym. Prezentowany na wystawie projekt podejmuje temat kobiecej natury kościoła. Odwołując się do cytatów z Biblii porównujących Chrystusa do Oblubieńca, a Kościół do Oblubienicy, artystka kreuje wizerunki Kościołów katolickiego, protestanckiego i prawosławnego, akcentując różnice między nimi. Oblubienice to projekt rozszerzający jej misję ewangelizacyjną o kontekst ekumeniczny".

Instalacja Ady Karczmarczyk na wystawie w Zachęcie składała się z pomieszczenia, w którym wyświetlany był bluźnierczy wideoklip z piosenką artystki, w której artystka śpiewa po angielsku piosenkę będącą parodią tekstu z ewangelii o relacji Jezusa i Kościoła. W czerwonym pokoju były też umieszczone teksty z Ewangelii i rozważania artystki o tym, jakim typem kobiecości jest katolicyzm, protestantyzm i prawosławie. Profanacja sacrum przesiąknięta była gender klimatami erotyzmu.

Jedną z atrakcji warszawskiej Nocy Muzeów w 2015 roku była wizyta w Zachęcie noszącej miano Narodowej Galerii Sztuki. Podczas zwiedzania dwu wystaw eksponowanych w galerii, widzowie, w tym dzieci towarzyszące rodzicom, mieli okazję kontemplować dzieła sztuki nowoczesnej, w tym i te obsceniczne, szydzące z katolicyzmu oraz zawierające syjonistyczną propagandę.

Na wystawie „Kanibalizm? O zawłaszczeniach w sztuce" widzowie mogli oglądać obsceniczne dzieła sztuki nowoczesnej inspirowane innymi obscenicznymi dziełami sztuki nowoczesnej. W tym zdjęcia relacji lesbijskich, porno fotek z internetu, Czarnej Madonny z Jasnej Góry z dorysowanymi wąsami, mężczyzn prezentujących swoje genitalia.

Na drugiej wystawie dwójki żydowskich artystów współczesnych „Młodzi obiecujący artyści jedzą i uprawiają seks" znalazły się eksponaty szydzące z katolicyzmu i zawierające syjonistyczną propagandę.

W 2013 roku w Zachęcie prezentowana była przeglądowa wystawa Piotra Uklańskiego „Czterdzieści i cztery". Na wystawie uwagę zwracały dwie instalacje: „Pornalikes" i „Polska Über Alles".

Instalacja „Pornalikes" składa się z sali, w której na jednej ze ścian powieszono kilkadziesiąt pornograficznych fotek z lat osiemdziesiątych. Zdjęć: odbytów, sromów, penisów, stosunków analnych, genitalnych, oralnych, wytrysków, spermy na twarzach kobiet, kopulacji.

Kolejnym „dziełem" Uklańskiego jest instalacja „Polska Über Alles". Na którą składała się podłoga złożona ze świecących paneli jak w dyskotece, ściany z naklejonymi portretami aktorów w nazistowskich mundurach, i zawieszone na tych portretach godła Polski — dla którego tłem herbowym są naziści. Nie da się ukryć, że była łopatologiczna antypolska propaganda.

Wystawę Uklańskiego sponsorował DeLonghi, Kenwood, A.Blikle, Freixenet. Samą zaś galerie: Lidex, Netia. Patronami medialnymi wystawy były: Gazeta Wyborcza, Polskie Radio, The Warsaw Voice, Stolica, PANI, Artinfo.pl, Malemen.

Jak można było przeczytać na stronie galerii „Ze względu na charakter prac Piotra Uklańskiego, prezentowanych na wystawie Czterdzieści i cztery, decyzję o ewentualnym oglądaniu wystawy przez dzieci" Zachęta powierza „rodzicom lub opiekunom". Co oznaczało, że Zachęta nie widziała sama z siebie nic niestosownego w prezentowaniu dzieciom pornografii.

W 2009 roku w murach Zachęty eksponowana jest wystawa „Siusiu w torcik". W ramach wystawy raz w tygodniu wyświetlany jest pierwszy polski pedalski firm porno „Chłopcy fantomowcy". Jak można przeczytać na stronie internetowej dziennik.pl „Kuratorem wystawy jest homoseksualny artysta Karol Radziszewski. W filmie nie ma żadnej cenzury i dlatego można oglądać aktorów, którzy odbywają stosunki analne i oralne zakończone ejakulacją". Część sal wystawowych podzielona byłą na małe niskie, czarne, nie oświetlone, pomieszczenia, między którymi były śluzy z dwoma rzędami ciężkich zasłon z grubej gumy. W salach wyświetlano schizofreniczne (pozbawione sensu, chore) filmy video. Dawało to demoniczny efekt pogrążania się w szaleństwie lub piekle.

Lewicowcy nie chcą cenzurować sztuki, tylko wtedy gdy jest ona antykatolicka. Ale gdy sztuka jest antysemicka, to panuje wśród lewicowców konsensus, że należy ja zwalczać. Tak jak nie jest akceptowany publicznie muzyka neonazistowska, tak jak nikt nie dotuje z pieniędzy podatników nazi kapel nawołujących do nienawiści rasowej, tak samo nie powinna być tolerowana lewicowa sztuka szerząca nienawiść i pogardę dla katolików.

Ważną kwestią jest też to, po co rządząca lewica marnuje tak wielkie pieniądze na demoralizację. Pomimo że komuniści ponieśli klęskę gospodarczą i technologiczną, lewica nie porzuciła marzeń o globalnej rewolucji bolszewickiej. Polem walki ideowej między katolikami a lewicą stała się kultura. Lewica demoralizuje ludzi, bo kultura, wiara i moralność tworzy kapitał społeczny, sprawia, że ludzie żyją w naturalnych wspólnotach. Te naturalne wspólnoty, rodzina, religia, naród, są barierą w ekspansji tyrani państwowej. Lewica promuje demoralizację, by ochronić swój monopol na władzę i niszczyć wszelką naturalną strukturę społeczną – wolny rynek, religie, rodzinę, naród, moralność.

 

Jan Bodakowski