PiS nie tylko wygrał kolejne wybory parlamentarne, ale polepszył swój wynik sprzed czterech lat: 44% do 37%. W dodatku udało mu się przekroczyć magiczny próg 41%, którego do tej pory innym partiom nie udało się osiągnąć. Zwyciężył także w tych okręgach, które były uznawane za bastiony KO. W sumie PiS zgarną 14 okręgów, a KO tylko 2. W dodatku to wszystko udało się PiS-owi przy rekordowej frekwencji 61%. Można więc powiedzieć, że jeszcze żadna partia nie miała tak dużego mandatu zaufania społecznego, co PiS.

Skąd więc głosy niezadowolenia w samym PiS? Skąd słowa Jarosława Kaczyńskiego, wypowiedziane tuż po ogłoszeniu wyników exit poll, że należy się zastanowić i zbadać, dlaczego niektóre grupy wyborców nie chciały poprzeć partii rządzącej? Z pewnością stąd, że liczono w PiS-ie na zdobycie 3/5 liczby foteli w sejmie, co pozwalałoby odrzucać weto prezydenta (w razie gdyby Duda nie został wybrany na II kadencję, albo znów pokazał rogi), a nawet 2/3, co dałoby PiS-owi możliwość zmiany konstytucji i władzę podobną do Orbana (Schetyna słusznie powiedział: „Nie będzie Budapesztu nad Wisłą”). Tymczasem uzyskano zaledwie (albo aż) kruchą większość parlamentarną. W dodatku ostatnie wyniki z 99,5% komisji mówią o tym, że PiS traci senat, w którym opozycja zyskała 51 mandatów na 100.

Politycy PiS-u powinni poszukać przyczyn tego stanu rzeczy w sukcesie Konfederacji. Z pewnością część byłych, lub przynajmniej potencjalnych, wyborców PiS-u poparło właśnie to ugrupowanie. Wydaje się, że zrobili to dlatego, że PiS zwłaszcza w tej kampanii wyborczej jawiło im się jako ugrupowanie w dużej mierze bezideowe, pragmatyczne, zbliżone do PO z czasów Donalda Tuska. PiS zrezygnował ze swojej starej metody mobilizowania przed wyborami z całych sił twardego elektoratu: nie mówił o zakazie aborcji (wręcz przeciwnie: ustami ministrów mówił, że kompromis aborcyjny zostanie zachowany), nie wspominał o katastrofie smoleńskiej, nie podjął żadnych konkretnych zobowiązań przeciwko LGBT, nie afiszował się tak z katolickimi hasłami, ale skupił się na kwestiach socjalnych i gospodarczych.

Wszystko wskazuje na to, że była to celowa metoda pozyskania głosów osób niezdecydowanych, które nie kierują się żadnymi poglądami, ale interesuje ich 500 plus, 13 i 14 emerytura, podniesienie pensji minimalnej. To nie mogło spodobać się jednak pewnej części twardego elektoratu PiS, który przerzucił swoje głosy na Konfederację lub, co jeszcze bardziej prawdopodobne, po prostu nie zagłosował. Trzeba jeszcze poczekać na analizy kto i jak głosował, ale wydaje się, że PiS zdobył wielu nowych wyborców, tracąc przy tym część starych.