Po pierwsze, z reguły wybory w Polsce nie mobilizują więcej niż połowy społeczeństwa. Jeśli uwzględnimy nawet obecny rekord frekwencyjny - 61% - to dalej prawie 40% uprawnionych wyborców nie chce brać udziału w wyborach, co przekłada się na miliony Polaków. Tym samym dają oni ważny sygnał - wybory, partie, polityka i cała demokracja ich nie interesują. Nie widzą swojego realnego wpływu na państwo, albo po prostu nie chcą go mieć. Nie przekonuje ich ideologia demokratyzmu.

Po drugie, wybory to nie tylko wrzucanie kartki do urny, ale to też kampania przedwyborcza, która oznacza rozwieszanie wszędzie plakatów propagandowych, nieustanne spory, oskarżenia lub obietnice (nie wiem, co jest bardziej znienawidzone), których Polacy mają serdecznie dość.

Totalna opozycja straszy Polaków, że wraz z rządami PiS demokracja się skończy. Pomijając już to, że jest to czysta ideologia, może to właśnie Polaków do PiS-u przekonuje.