Dwa lata temu 27 października zawieszono autonomię Katalonii, gdy Carles Puigdemont, ówczesny lider lokalnego, katalońskiego rządu, ogłosił powstanie republiki. Musiał wówczas uciekać do Belgii. Teraz trwa marsz gwiaździsty na Barcelonę. Z czterech punktów maszerują demonstrujący, którzy chcą spotkać się w piątek w stolicy kraju, gdy zostanie ogłoszony strajk generalny w Katalonii. Barykady są ustawiane w kolejnych miastach, część ulic jest nieprzejezdna, nie jeździ kolej podmiejska.

W starciach zostało rannych 150 osób, w tym 72 policjantów, w tym wielu ciężko. Jeden z demonstrujących stracił oko, kiedy policja zaczęła strzelać gumowy kulami. Wśród poszkodowanych są także dziennikarze, w tym zagraniczni.

Hiszpański rząd i Sąd Najwyższy mają prawo chronić integralności własnego kraju. Gdyby jednak takie rzeczy działy się nad Wisłą, choćby w związku z ruchem autonomii Śląska, światowe media zupełnie inaczej podchodziłyby do tej sprawy.