Tak więc w pierwszym rzędzie z szacunkiem i miłością mówi ona o „Starej Dobrej Europie”. Pisze: „W tamtych czasach wyjeżdżaliśmy do Europy z paroma zaszytymi w mankiet dolarami: („żeby, choć mieć na bilet do Luwru”), a wracaliśmy zmarnowani i wychudzeni, ale świecący światłem wewnętrznym, napromieniowani Goyą i objedzeni rozmaitymi kolażami i witrażami. (...) Słowo „Europa” oznaczało w potocznym języku coś znacznie więcej niż geograficzną nazwę kontynentu. Było to określenie szczególnie eleganckiego i światowego gestu, obyczaju bądź zdarzenia”.

A jaka jest ta druga Europa, według Agnieszki Osieckiej, ta „Nowa Europa”, Europa dzisiejsza?

Dziś – pisze Osiecka – jest to po prostu olbrzymia aglomeracja miejska, świat pozbawiony kościołów, muzeów i najrozmaitszych kurhanów, natomiast obficie zaopatrzony w pralki, lodówki, buty, samochody i tym podobne”.

Europa już jakoś umarła. To fakt, o którym zaświadcza Osiecka. Przecież Luwr dalej istnieje i jest Rzym i Wiedeń i zamki nad Loarą. Europa żyje. Umarli tylko Europejczycy. W nich już nie ma Europy. Bo zamiast elegancji jest kult złotego cielca i chamstwo. Jednak gdyby Europa była w nas znaleźlibyśmy ją również wśród tamtych barbarzyńców. Szukajmy jej. Znajdujmy w sobie i niosąc Zachodowi Chrystusa odbudujmy z gruzów i zanieśmy im również, Europę, by znów dawała nam wszystkim na tym kontynencie światło wewnętrzne.