Luter twierdził, że chce tylko walczyć z wypaczeniami i musiał zerwać z papieżem, kiedy ten nie chciał go słuchać. Jeżeli jednak prześledzimy treść 95 tez Lutra na temat odpustów, to zauważymy, że mamy tam do czynienia nie tylko ze sprzeciwem wobec ich sprzedaży. Jest tam bowiem zaprezentowana własna teologia Lutra. Teza 17 zawiera stwierdzenie: „Zdaje się być, że duszom w czyśćcu potrzeba zmniejszenia bojaźni i pomnożenia miłości”. Teza 18 mówi natomiast: „Ani rozumem, ani z Pisma nie udowodniono, żeby dusze w czyśćcu znajdowały się w stanie niezdolnym do zasługi i do wzrostu miłości”. Stanowisko to było zupełnie inne niż podejście katolickie. Już w tych miejscach widać, że Luter uważał się za osobę, która wie wszystko najlepiej. Ta postawa pychy doprowadziła go do skrajnego indywidualizmu i subiektywizmu. Uznał, że najważniejszą zasadą wiary jest „sola scriptura”, a więc „tylko Pismo”. Uważał, że dla wierzącego autorytet powinna mieć jedynie Biblia. Nie trzeba więc brać pod uwagę nauczania Kościoła i Tradycji. Pismo Święte było dla niego tak prostą księgą, że uważał, iż każdy sam jest w stanie je poprawnie zinterpretować. Nie potrzeba więc Kościoła, który je wytłumaczy wiernym. O naiwności tego przekonania świadczy chociażby fakt, że obecnie istnieją setki różnych wspólnot i odłamów protestanckich, które wyodrębniły się m.in., ze względu na różną interpretację Biblii.

Kolejną zasadą wiary była dla niego zasada „sola fide”, a więc „tylko wiara”. Mówi ona, że będziemy zbawieni wyłącznie na podstawie naszej wiary. Uczynki nie odgrywają więc żadnej roli w zbawieniu człowieka. Katolicy także wierzą, że zbawienie jest łaską Bożą, której nie można sobie wypracować, ani na którą nie można zasłużyć. Prawdziwa wiara musi być jednak połączona z uczynkami. O tym pisał w swoim liście św. Jakub: „Tak też i wiara, jeśli nie byłaby połączona z uczynkami, martwa jest sama w sobie” (Jk 2, 17). Luter nie chcąc uznać tego twierdzenia, zdecydował, że ten list jest niekanoniczny i do dzisiaj nie ma go w protestanckich Bibliach. Katolicy wierzą, że choć zbawienie jest łaską daną od Boga, to jednak jej przyjęcie wymaga współpracy ze strony człowieka. Podejście Lutra postawiło pod znakiem zapytania jakikolwiek wysiłek człowieka wierzącego. Jan Kalwin twórcą kalwinizmu uznał, że konsekwentnie należy przyjąć, że to Bóg w sposób arbitralny przeznacza jednych ludzi do zbawienia, a innych do potępienia (teoria predestynacji). Trudno dopatrzeć się w takiej koncepcji Boga jakiejkolwiek miłości.

Wiara Lutra została też całkowicie oderwana od rozumu. Luter wprost pisał: „rozum jest nierządnicą, którą należy utopić w wychodku”. Jego fideizm łączył się z przekonaniem, że nie można udowodnić ani istnienia Boga, ani szukać jakichkolwiek racjonalnych podstaw wiary. Było to całkowitym zaprzeczeniem doktryny katolickiej, która głosi, że wiara jest aktem rozumu i woli, a istnienie Boga jest poznawalne także dzięki naturalnym zdolnościom. Postawa ta doprowadziła do tego, że Soren Kierkegaard, słynny protestancki teolog, uznał w XIX w. że wiara jest aktem rozpaczy. Nic bowiem za nią nie przemawia, natomiast istnieje wiele argumentów przeciwko niej. Takie ujęcie wiary doprowadziło do zredukowania jej do emocji (ujęcie to wniknęło do Kościoła katolickiego poprzez modernizm. Papież Pius XI w XX w. uznał modernizm za największą z herezji) lub do irracjonalnej decyzji naznaczonej strachem i zwątpieniem.

W religii katolickiej wiary oznacza coś obiektywnego. Polega bowiem, jak nauczał św. Tomasz z Akwinu, na przylgnięciu intelektem i wolą do objawionych prawd Bożych, do depozytu wiary, który strzeże, zachowuje i przekazuje święty Kościół katolicki. Jedynym grzechem, który nie będzie odpuszczony, jest grzech przeciwko Duchowi Świętemu. Polega on m.in. na odrzuceniu uznanej przez Kościół prawdy chrześcijańskiej. Postępując bowiem w ten sposób, traci się prawdziwą wiarę, na podstawie której to dokonuje się usprawiedliwienie.

Luter i protestanci pojmują akt wiary indywidualistycznie, jako mój, osobisty akt wiary, który sprowadza się do aktu zaufania Bogu. Wierzyć znaczy dla nich tyle, co ufać, że Bóg zbawi mnie pomimo moich grzechów. W ten sposób wiara protestancka okazuje się czymś subiektywnym, a protestantyzm jawi się jako ukryty pelagianizm. Protestanci zarzucają katolikom, że ci uznając uczynki za ważne, są pelagianami, a więc wyznawcami poglądu, że można zbawić się o własnych siłach. Tak naprawdę jednak, to oni nimi są. Ich akt wiary jest bowiem w praktyce czymś wypracowanym przez nich. Jest własnym aktem każdego.

Kolejną zasadą jest „sola gratia” – „jedynie łaska”. Mówi ona o tym, że grzech pierworodny tak bardzo zawładnął człowiekiem, że nie jest on w stanie zrobić niczego dobrego o własnych siłach. Teologowie katoliccy pisali o tym, że łaska buduje na naturze. Bóg pragnie współpracować z człowiekiem. Luter natomiast uważał, że łaska jest jak płaszcz narzucony na ciało umarłego. Wszystko zależy jedynie od Boga. Człowiek nic nie może. Nie ma wolności, bo jest zbyt skażony grzechem. Nie odpowiada więc za swoje czyny, chce tylko zła, a jego zbawienie zależy wyłącznie od Boga. Jest to bardzo pesymistyczna wizja człowieka. Protestancki pogląd, że usprawiedliwienie człowieka dokonuje się jedynie przez łaskę, wiązał się z przekonaniem, że uczynki, moralność i etyka nie mają znaczenia religijnego. Praktykuje się je ze względu na dobro społeczności. Etyka protestancka jest przy tym skrajnie indywidualistyczna i subiektywistyczna. Już Luter uważał bowiem, że wierność swojemu sumieniu jest najwyższą normą moralną. Teologowie katoliccy nigdy nie podzielali tego poglądu, uznając, że sumienie może być źle ukształtowane. Wielu hitlerowców, nawet po wojnie, miało poczucie dobrze spełnionego obowiązku, co jednak ich nie usprawiedliwia.

Etyka protestancka jest etyką sytuacyjną. W praktyce sprowadza się więc do uznania, że nie ma stałych zasad moralnych, a dobro lub zło danego czynu zależy tylko od sytuacji. Jest to też etyka, w której najbardziej liczy się motyw działania. Znowu pojawia się tutaj skrajnie subiektywne podejście. Mądre katolickie powiedzenie głosi, że „dobrymi chęciami jest piekło wybrukowane”. Nie można oceniać danego działania jedynie pod kątem tego, czy jest ono zgodne z moim sumieniem, czy faktycznie chciałem dobrze. Liczy się bowiem także rzeczywistość i skutki naszych działań. Do dzisiaj niektórzy protestanci przyjmując argument, że Luter doprowadził do wybuchu wojen religijnych i wielu tragedii ludzkich, bronią go jednak mówiąc, że był wierny swoim przekonaniom. To samo również można powiedzieć o dyktatorach i islamskich terrorystach.

Zasada „tylko łaska” w praktyce oznacza zresztą, że niemożliwa jest żadna bliższa relacja z Bogiem. Usprawiedliwienie grzesznika polega bowiem w luteranizmie na tym, że Bóg „zapomina” o grzechach człowieka dzięki Chrystusowi, który je „przesłania”. Nie ma tutaj mowy o tym, że łaska oczyszcza wewnętrznie człowieka, a Zbawiciel przynosi realne odpuszczenie grzechów. Katolicy podkreślając to, pokazują, że po chrzcie człowiek zostaje włączony w życie Boga, w którym może wewnętrznie wzrastać dzięki posiadanej łasce uświęcającej. Dla protestantów człowiek – choćby najbardziej wierzący – zawsze pozostaje głęboko skażony grzechem, co wyklucza uczestniczenie w życiu Boga, nie mówiąc już o wzroście w nim.

Czwarta zasada wiary, którą przyjmował Luter, brzmi „solus Christus”. Głosi ona, że tylko Jezus Chrystus jest pośrednikiem między Bogiem i człowiekiem. Katolicy uznają, że tylko dzięki Chrystusowi i Jego Wcieleniu, mamy możliwość poznania Boga i dzięki Jego ofierze zostaliśmy odkupieni. W tym sensie jest On jedynym pośrednikiem. Luter zinterpretował jednak tę zasadę w sposób skrajny. Uznał, że należy odrzucić cześć wobec Matki Bożej i świętych, bo ona narusza jedyne pośrednictwo Chrystusa. W rzeczywistości tak nie jest, bo modlimy się do Matki Bożej i świętych o wyproszenie nam łask właśnie u Chrystusa. Jego wyłączne pośrednictwo nie zostaje więc naruszone. Luter jednak rozumiejąc je w sposób wąski i prymitywny, odrzucił nawet kapłaństwo. Zastąpił je „powszechnym kapłaństwem wiernych”. W ten sposób w praktyce odrzucił to, co należy do istoty chrześcijaństwa.

O chrześcijaństwie w sensie ścisłym możemy bowiem mówić wtedy, kiedy mamy do czynienia z Kościołem, w którym działa Bóg poprzez sakramenty (Bóg działa oczywiście także na inne sposoby, ale ten jest fundamentalny). Chrystus utworzył Kościół w momencie, kiedy powołał Apostołów. W dzień przed swoją śmiercią uczynił ich swoimi kapłanami, nakazując im odprawiać Mszę Świętą, która jest realnym uobecnieniem Ofiary Zbawiciela. Wezwał ich także, aby chrzcili i odpuszczali grzechy. W ten sposób ustanowił sakramenty święte, przez które działa Duch Święty. Już Dzieje Apostolskie pokazują, że w pierwotnym Kościele dochodziło do sukcesji apostolskiej, a więc do wyświęcania kolejnych kapłanów, którzy są następcami Apostołów. W ten sposób obecny papież jest następcą św. Piotra, który otrzymał namaszczenie przez samego Chrystusa: „Ty jesteś Piotr [czyli Skała], i na tej Skale zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne go nie przemogą. I tobie dam klucze królestwa niebieskiego; cokolwiek zwiążesz na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążesz na ziemi, będzie rozwiązane w niebie” (Mt 16, 18-19). Tam więc gdzie nie ma sukcesji apostolskiej, nie ma kapłaństwa i nie ma też Kościoła oraz większości sakramentów poprzez które działa Bóg. Nie ma więc chrześcijaństwa. Z taką sytuacją mamy właśnie do czynienia w protestantyzmie.

Choć jest tam oczywiście chrzest, jest używany znak krzyża, jest powoływanie się na Pismo Święte, jest mowa o łasce, powołaniu i zbawieniu, to jednak Bóg jeśli tam działa to nie przez to, co jest specyficznie protestanckie, ale tylko przez to, co zachowało się katolickiego w protestantyzmie. Można powiedzieć, że są tam obecne resztki czy też fragmenty prawdziwego chrześcijaństwa. Protestantyzm brany jednak w całości nie jest chrześcijaństwem, a przynajmniej jest chrześcijaństwem w dużym stopniu spoganizowanym. Dobrze ukazują to dokumenty Kościoła, nawet współczesne. Jest w nich mowa o Kościele prawosławnym (w którym jest sukcesja apostolska, kapłaństwo i sakramenty), ale wspomina się już jedynie o „wspólnotach protestanckich”. Wspólnota to coś innego niż Kościół. To jedynie grupa ludzi, których łączą wspólne przekonania, wartości i cele.

Ostatnia zasada Lutra przyjęła postać: „soli Deo gloria”, a więc „tylko Bogu chwała”. Wypływa ona z przekonania, że wszelka chwała należy się jedynie Bogu. Tutaj także widać, jak Luter wypaczył prawdziwą zasadę chrześcijańską. Katolicy mogą zgodzić się bowiem na te słowa. Nie mogą jednak zaakceptować ich protestanckiej interpretacji, która mówi, że w związku z tym nie wolno czcić Matki Bożej, świętych, ich relikwii czy aniołów. W rzeczywistości bowiem pomiędzy tymi dwoma twierdzeniami nie ma żadnej sprzeczności. Kościół katolicki zawsze nauczał, że wszelka chwała należy do Boga. Czcimy Matkę Bożą dlatego, że Bóg ją wybrał na matkę Jezusa Chrystusa, Matkę Boga – Człowieka. Sławimy więc zawsze Boga w Maryi i razem z Nią. Podobnie kult świętych to nie kult ludzi, ale kult Boga, który objawił się w ich życiu, przemieniając je. Wzywamy ich w naszych modlitwach, uznając, że byli oni szczególnie mili Bogu i mogą wyprosić nam u Niego szczególne łaski. Wynika to zresztą z chrześcijańskiej prawdy na temat obcowania świętych. Oddajemy cześć relikwiom, bo są to pozostałości po ludziach, którzy byli w sposób szczególny zjednoczeni z Bogiem. W ten sposób uwielbiamy Boga, miłując tych, których On kochał. Czcimy także aniołów, bo to są stworzenia Boże, które Stwórca do nas posyła. Brak czci dla nich jest brakiem czci dla ich Stwórcy.

„Reforma” Lutra to w pierwszym rzędzie pozbawienie chrześcijaństwa miłości. Wskazuje na to choćby likwidacja kapłaństwa, celibatu, zakonów (po co bowiem oddawać życie Bogu na wyłączność?), odarcie świątyń i liturgii z piękna (po co dawać Bogu to, co najpiękniejsze?), odrzucenie kultu Matki Bożej (po co kochać Matkę Boga, którą On kochał?), świętych (po co dążyć do świętości, a więc do zjednoczenia z Bogiem, naśladując świętych?), czy lekceważenie rozumu, natury i świata (co z tego, że są to dary Bożej miłości?).

Protestantyzm, będąc jedynie cieniem chrześcijaństwa, uderzał nie tylko w katolicyzm, ale także w cywilizację europejską, łacińską, w której zrobił olbrzymie spustoszenie. Wprowadził bowiem do niej, na nieznaną dotąd skalę, relatywizm, subiektywizm i indywidualizm. Sprowadzając religię do moralności w wersji purytańskiej, charakteryzującą się niezwykłą surowością, wywołał efekt przeciwny, jakim było powstanie liberalizmu. W XIX i XX w. poglądy na temat opresyjności religii głoszone choćby przez Fryderyka Nietzschego czy Zygmunta Freuda, były reakcją na ich zetknięcie z protestantyzmem.

Protestantyzm już od samego początku, czy to w Niemczech czy w Anglii, stał się narzędziem władzy państwowej. Król Henryk VIII ogłosił się np. głową kościoła anglikańskiego. W ten sposób religia stawała się ideologią służącą do umacniania silnego, wręcz totalitarnego, państwa. Tak pojmował jego rolę w Niemczech np. Kant czy Hegel.

 

Powyższy tekst jest fragmentem książki Michała Krajskiego pt. "Luter i różokrzyżowcy".

Książka dostępna u wydawcy, tutaj