Tego roku panuje cisza halloweenowa. Wydrążonymi dyniami nikt na straganach nie handluje. W szkołach i przedszkolach też nic nie słychać o dzisiejszych pląsach halloweenowych. Ten idiotyczny zwyczaj przebierania się za duchy, wampiry i co tam jeszcze oraz bieganie gromadek dzieci od domu do domu w celu wyłudzania słodyczy, który panuje w Stanach Zjednoczonych, u nas się nie przyjął.

Ale producenci przeróżnych halloweenowych gadżetów nie składają broni. Na skrzynki mejlowe rozsyłają szeroką gamę propozycji. Oferują towar do wyboru i do koloru, dla dorosłych i dla dzieci, dla takich którzy chcą mocnych przeżyć i dla amatorów łagodnej wersji Halloweenu. W taki sposób zachęcają do wampirskiej zabawy. „ Niech duchy tańczą z demonami, zombie gonią wampiry, a żaden umarlak niech nie zazna spokoju”. Zwłaszcza punkt z „umarlakiem” jest wyjątkowo niesmaczny i musi budzić w nas sprzeciw. W każdej rodzinie wspominamy drogich nam ludzi, którzy odeszli do wieczności i modlimy się za spokój ich duszy, prosimy o wieczny odpoczynek dla nich. A tu oferują nam zabawę w myśl, aby „żaden umarlak nie zaznał spokoju”.

Co oferuje się w ramach wampirzej zabawy? Wyobraźnia producentów jest duża. Możemy zabawić się z pająkami, nietoperzami, nie mówiąc już o różnego rodzaju maskach , szatach astralnych i podobnych bzdurach. Miejsce zabawy może zostać zaaranżowane na miejsce zbrodni, a „jeśli któregoś z was czeka wizyta w szpitalu, halloweenhowa impreza w chirurgicznej scenerii zyska dodatkowy smaczek”. Wszystko zostaje wzbogacone przez przeróżne gadżety: cały asortyment krwi tej czerwonej i czarnej, do wyboru i do koloru, krew w tubce, żelu, w ampułkach, krew na obciętych kończynach, palcach, na rozharatanej głowie. Możemy założyć okulary z wypadającymi oczami, powiesić nad stołem głowę wiszącą na haku, podać mózg lub serce na tacy. Podczas zabawy w zbrodnię konieczne są zakrwawione maczety, piły mechaniczne, klucz francuski utkwiony w głowie. Musimy jeść na obrusie zbryzganym krwią, wycierać usta zakrwawionymi serwetkami. Tylko w imię czego mamy biesiadować w tak brzydkiej scenerii, ociekać sztuczną krwią, szczerzyć wampirze zęby? Bo to jest takie fajne, gdy się boimy i czujemy obrzydzenie. Tylko co to ma wspólnego z zabawą, nie wiadomo. Epatowanie brzydotą, koszmarem ma nam sprawiać przyjemność? To już wynaturzenie, w jakim mogą gustować pojedyncze jednostki o skłonnościach sadystyczno-masochistycznych. Na szczęście na szeroką skalę takie świętowanie nie znalazło aplauzu.

Ale to tylko zewnętrzna forma Halloweenu, która pod warstwą kolorowej makabreski skrywa o wiele bardziej niebezpieczne dno. Coraz bardziej z naszej świadomości wypieramy istnienie Zła, tego które uosabia sobą szatan. Wierzymy w Boga, ale z religii wybieramy tylko to, co nam pasuje: bezgraniczną miłość Najwyższego, miłosierdzie, które wybacza wszystko. Nie mam się co przejmować, wszystko jest w życiu dozwolone, wszystkiego trzeba spróbować. Nawet jeżeli grzeszę, a wielu i to neguje, to i tak Bóg mnie kocha i mi wszystko wybaczy. Piekło, szatan nie istnieją. Nawet nie zdajemy sobie sprawy, że wyznając taką teorię, już wpadliśmy w sidła szatana. Dla niego największym zwycięstwem nad człowiekiem jest to, gdy uwierzy, że go nie ma. Nie doceniamy jego siły, inteligencji i przebiegłości. Jeżeli pozostawimy jedynie małą szparkę, potrafi się przez nią wcisnąć do naszego wnętrza i rozpocząć destrukcję. Może się to dokonać właśnie przez z pozoru głupią, wydawałoby się niewinną zabawę w upiory i wampiry. Dlatego musimy chronić nasze dzieci przed podobnymi zabawami, przez które mogą wcisnąć się czarne moce.

Największy egzorcysta wszechczasów włoski kapłan ojciec Matteo, przestrzegał przed działaniem Zła i walczył z nim do końca swoich dni. Szatan nienawidził go za to, że wyrwał z jego szponów tyle dusz i przez tyle wieków czyni to nadal. Nienawidzi go za to, że umarł w nocy 31 października, nocy którą szatan uważa za swoją.

Dlatego warto w tym dniu pokusić się o kilka refleksji i zastanowić się w co się bawimy. A najważniejsze – chronić dzieci przed takimi zabawami.