Film jest utrzymany w formie pseudo-dokumentu, w którym pewien mężczyzna po otrzymaniu zaproszenia od siostry jedzie do pewnej osady położonej w dżungli, w której ta odnalazła duchowy spokój. Ma pewne wątpliwości, więc zabiera ze sobą ekipę telewizyjną. Na początku zachwycony szczęściem mieszkańców odkrywa z przerażeniem, że wszystko jest na pokaz, a wielu z nich nie może opuścić osady. Przywódca grupy, nazywany pieszczotliwie "ojcem", okazuje się być groźnym paranoikiem. Ludzie, których sprowadziły do osady osobiste tragedie i uzależnienia, nadzieja na wyrwanie się z nędzy i z biedy duchowej, doświadczają terroru i religijnego fanatyzmu.

W rzeczywistości założycielem sekty był Jim Jones, amerykański kaznodzieja, który już w 1955 r., mając zaledwie 24 lata, założył własny kościół znany jako Świątynia Ludu Kościoła Pełnej Ewangelii. W 1974 r. wraz z członkami swojej wspólnoty przeniósł się do Gujany w Ameryce Południowej. Tam zakupił tani kawałek ziemi w dżungli, w którym założył osadę Jonestown. Jones był niezwykle charyzmatyczny, przemawiał w imieniu Boga, ale głosił w istocie program poprawności politycznej - koniec z rasizmem, pacyfizm, antykapitalizm, równość. Do Gujany przeniósł się ze względu na bardzo krytyczny stosunek do USA. Służby federalne już wcześniej się nim interesowały, co dało pretekst Jonesowi do ogłoszenia członkom grupy, że rząd nie zgadza się na ich sposób bycia, pragnie ich śmierci i z jego strony grozi im zagłada.

W 1978 r. amerykański kongresmen Leo Ryan postanowił odwiedzić osadę wraz z kilkoma adwokatami i dziennikarzami. Po przybyciu, na początku był pod wielkim wrażeniem, ale kiedy ktoś wręczył mu kartkę z prośbą o pomoc, zorientował się, że coś jest nie tak. Pokłócił się wówczas z przywódcą sekty i powiedział, że zabierze do samolotu wszystkich niezadowolonych. Jones na to pozwolił, ale kiedy grupa wsiadała do samolotu, członkowie sekty ostrzelali odjeżdżających z karabinów. Wielu zostało rannych, sam kongresmen Ryan zginął.

Kiedy zapadł zmrok, miało miejsce wydarzenie nazwane "białą nocą". Członkowie sekty wraz z Jonesem popełnili zbiorowe samobójstwo ulegając kłamstwu założyciela grupy, że jest to jedyna ucieczka przed amerykańskim i bombami i jednocześnie wyraz wiary w przyjęte ideały. 909 osób zażyło cyjanek. Małym dzieciom podano go w strzykawce. Tych się bowiem nigdy nie da zrealizować.

Historia ta pokazuje, jak hasła, nawet same w sobie szczytne, w ustach i w głowach utopistów, zmieniają się w zbrodnicze programy. Stąd tak ważne jest kto je głosi i co przez nie konkretnie rozumie. Najgorsze są obietnice szczęścia na ziemi, wolnego od cierpienia i trudu.