Obecny model funkcjonowania sieci opiera się na dwóch modelach. Pierwszy, tradycyjny, zakłada wykupywaniu usług (Netflix), a drugi udostępnianie ich w zamian za informacje o sobie (Facebook). Popularność wśród użytkowników zyskał ten ostatni model. Pozwolił na zbalansowanie kosztów infrastruktury przerzuconych na reklamodawców oraz na firmy zainteresowane wiedzą, co się sprzeda, bo jest w kręgu zainteresowania ludzi.

Senatorzy Mark Warner, Josh Hawley oraz Richard Blumenthanl zaprezentowali Augmenting Compatibility and Competition by Enabling Service Switching (ACCESS). Wedle założeń ustawa ta poprawi konkurencję w zakresie dostępu do usług i “zredukuje koszt w prowizjach sieciowych usług komunikacyjnych”. Zależnie od interpretacji “dostawa komunikacyjny” (communications provider) może być również zinterpretowany jako miejsca w sieci dostarczające informacji, na przykład portal informacyjne. Duży nacisk ustawa jednak kładzie na interakcje między użytkownikami omawianych platform, co siłą rzeczy wskazuje, że sprawa dotyczy rynkowych potentatów takich jak Facebook, czy Twitter. Zwłaszcza, że “duża platforma komunikacyjna” wedle ustawodawcy ma ponad sto milionów aktywnych użytkowników w samych Stanach Zjednoczonych.

Równocześnie pomysłodawcy wykluczają z kręgu zainteresowania informacje nie powiązane z fizycznymi osobami ze względu na ich anonimizacje, zapis uniemożliwiający odczyt i nie nadające się do użytku. Jest to jednak zapis dość chaotyczny, bo pomimo braku na przykład imienia i nazwiska i zastąpienia ich kodem jest to wystarczające, aby z dużą dozą prawdopodobieństwa wyselekcjonować fizyczną osobę. Co jednak istotne dla użytkownika projekt ustawy zakłada, że usługodawca, czyli portal społecznościowy zapewni wygodny sposób pobierania informacji o sobie i ładowania go w inne miejsce, na przykład do konkurencji. To w praktyce na przykład przeniesienie listy ulubionych filmów, czy znajomych między Facebook, a Twitter bez żadnych opłat.

Pewną zagadkę stanowi od strony prawnej interpretacja zapisu w rozdziale czwartym ujmująca zakaz zarabiania na operowaniu danymi użytkownika. Oznacz to w praktyce odcięcie głównych źródeł finansowania portali społecznościowych. Pewne elementy zaprezentowanych zmian są już znane w branży technologicznej. Jest to na przykład tworzenie możliwości otwierania dokumentów z pakietu Microsoft Office w ramach Apple Pages, czy Google Docs.

W praktyce jeśli ktoś oburzy się na politykę LGBT Facebook, nie spodoba mu się afera Cambride Analytica ten przykładowo wybiera konkurencję w postaci Ello, czy Mastedon, platform skoncentrowanych na ochronie prywatności. Podczas zmiany platformy użytkownik zabiera ze sobą swoją aktywność i dla przykładu podczas logowania się na Vimeo komentuje filmy z YouTube.

Za ustawą idzie między innymi kwestia wpłynięcia na WhatsApp, Messengera, czy Instagram lub LinkedIn. Wedle założeń dzięki  tym działaniom ulegnie złamaniu monopol Google oraz Facebook. W pewnym stopniu jest to próba stworzenia amerykańskiego odpowiednika RODO. Redaktor Jon Porter wykorzystał nowe prawo unijne. W oparciu o RODO uzyskał sto trzydzieści osiem gigabajtów informacji o sobie. Z tym, że format przekazywania informacji utrudniał ich zrozumienie. Przykładowo dane lokalizacyjne Google zawierają czas i współrzędne geograficzne. Tak samo dane z Apple ujęte jako Apple ID Account Information nie zawierają precyzyjnego opisu, co znaczą.

Działania senatorów skomentował Mark Zuckerberg z pozycji siły. Wpierw po oznajmieniu, że jego platforma obejmuje sto czterdzieści milionów osób powiązanych z biznesem w USA oraz Kanadzie, a cała sieć liczy sobie dwa miliardy osiemset milionów osób. Podkreśla wolność słowa jako kluczową dla platformy i stwierdza, co następuje: “Chiny budują własny Internet i ekosystem mediów skoncentrowany na zupełnie innych wartościach. Jak te systemy będą ukończone kwestia którego narodu wartości będą determinowały, co jest dopuszczalne w dyskusji w przeciągu dekad znajdzie się w centrum problemów z jakimi dzisiaj się zmierzymy”. Innymi słowy Zuckerberg przychylnie patrzy na Chiny jako potencjalnego decydenta jakie reguły traktowania informacjach o ludziach oraz gracza ustalającego, co jest dozwolone w komunikacji. Nie przeszkadza mu tutaj system komunistyczny o ile będzie dalej zarabiał pieniądze na danych swoich użytkowników i miał na nie wyłączność. Access Act może mu te plany pokrzyżować, bo po wejściu w życie oznacza to zmianę wszystkiego w ciągu stu osiemdziesięciu dni.

Jacek Skrzypacz