Film był kręcony w USA, w tajemnicy, pod inną nazwą, aby nie narazić się nikomu, kto mógłby zatrzymać jego produkcję. Jak na film o tej tematyce miał spory budżet - 5 milionów dolarów - i okazał się komercyjnym sukcesem. Zarobił bowiem 19 milionów dolarów. W porównaniu jednak z innymi amerykańskimi filmami fabularnymi jest to produkcja niskobudżetowa i to niestety widać. Można to dostrzec na przykładzie słabych dialogów, nieśmiesznych scen komediowych, muzyce, która nie pasuje do kontekstu.

Niemniej, film bardzo dokładnie pokazuje procedurę aborcyjną, która nie jest niczym innym niż okrutnym zabójstwem niewinnego człowieka. Lekarz dokonujący w filmie aborcji widzi na USG małego człowieka, którego zasysa specjalną rurą, mielącą go na kawałki. Na USG widać, jak dziecko próbuje uciec przed rurą, co zresztą staje się powodem nawrócenia głównej bohaterki. A nie jest to postać bez znaczenia, bo już wówczas była dyrektorką jednej z klinik Planned Parenthood.

Inną poruszającą sceną jest podanie kobiecie we wczesnym okresie ciąży pigułki poronnej, która nie tylko zabija dziecko, ale wywołuje spustoszenie w jej organizmie.

Film dobrze oddaje też prawdę o Planned Parenthood, która jest wielką korporacją nastawioną na zysk. Przedstawia się ona jako instytucja dobroczynna, mająca na celu zmniejszenie liczby niechcianych ciąż, a w istocie jest maszynką do zarabiania pieniędzy na aborcji, wykorzystującą zagubione kobiety, którym nie przedstawia się żadnej alternatywy.

Poza mankamentami technicznymi film "Nieplanowane" ma też kilka wad wynikających z protestanckiego podejścia. Jest nim przejście bez zmrużenia okiem nad rozwodem i kolejnym ślubem głównej bohaterki czy pochwała Halloween. Widać przy tym, choć to już jest wadą, że film ten powstał w zupełnie innym kręgu kulturowym, gdzie nawet tak głębokie podziały, jak na zwolenników aborcji i jej przeciwników, nie doprowadzają do rozpadu rodzin, co w przypadku Polski nie jest tak oczywiste.

"Nieplanowane" oddają też pewną smutną prawdę o tym, jak wiara odgrywa małą rolę w życiu wielu współczesnych ludzi, kiedy pokazuje osoby "wierzące", które pracują w przemyśle aborcyjnym i nie widzą w tym problemu.

Pewną wadą scenariusza jest dla mnie także szczęśliwe zakończenie. Nie chcę go zdradzać, ale choć bazuje na faktach, nie służy przesłaniu tego filmu. Powinien on bowiem raczej kończyć się smutnym wnioskiem, że wciąż na świecie wykonywane są miliony aborcji, aby w ten sposób mobilizować do działania. Tymczasem widz wychodzi z kina w przekonaniu, że dobro zawsze zwycięża, a zło przegrywa. Tymczasem przynajmniej w perspektywie doczesnej niestety nie zawsze tak jest, trzeba wziąć się w garść i próbować to zmienić. Przyjęte zakończenie wpisuje się niestety zresztą w pewien cukierkowy, infantylny styl, który ma momentami ten film, a który jest tak typowy dla wielu moralizatorskich, protestanckich produkcji. Warto jednak obejrzeć to dzieło, choćby na złość Planned Parenthood i aby wesprzeć środowiska prolife.