Po pierwsze, wiele zrozumiemy, gdy przeczytamy pierwsze kilkadziesiąt stron tomu I „Dziejów Polski” prof. Andrzeja Nowaka. Ujawnia on tam, że przez dziesiątki lat poprzedzające chrzest Polski nasz kraj bardzo dynamicznie się rozwijał dzięki kapitałom, które jego władcy zyskiwali wyprzedając… jego mieszkańców. Setki tysięcy Polan w efekcie tego procesu znalazły się w krajach arabskich „od Bagdadu przez Kair (…) Sycylię, Maroko, aż po (…) Kordobę”.
Kobiety trafiały do haremów, mężczyźni do arabskich armii i urzędów. „Ogromna większość – jak czytamy w książce Nowaka – pozostawała jednak na najniższej pozycji społecznej – niewolników, w dodatku obcych, z dalekich krain”.
Tylko jeden kalif Al-Hakam II (panował w latach 961-976) „po swoim ojcu Abd ar-Rahmanie odziedziczył wielką gwardię słowiańską” (13 tys. ludzi).
Ilu było wtedy wszystkich mieszkańców ziem przyszłej Polski?
Tylu ile ówcześnie było Czechów, a zatem około 600 tys.
Okrutne niewolnictwo dotknęło zatem olbrzymi procent populacji, a w sensie psychicznym, jak wszystko na to wskazuje, prawie wszystkich.
Gdy nastąpił chrzest i powstała Polska zjawisko niewolnictwa zanikło na tych terenach jak nożem uciął. Polacy zrodzili się jako naród ludzi wolnych duchowo i fizycznie. I można założyć, że ta wielka trauma tak głęboko była wryta w rodzącą się narodową świadomość, że Polacy przysięgli sobie na wieki: „Będziemy już zawsze wolni, będziemy do ostatniej kropli krwi bronić wolności i będziemy ją poszerzać”.
Po drugie, Polacy od początku myśleli po chrześcijańsku i byli maryjni, i od początku, w związku z tym, mieli świadomość, że pełne posłuszeństwo należy się tylko Maryi i Jej Synowi. W innych krajacheuropejskich rycerze byli wasalami, mieli swoich panów, którym ślubowali posłuszeństwo i których woli (często egoistycznej, nastawionej na zło) się poddawali. W Polsce rycerz nigdy nie miał żadnego ludzkiego pana. Jedynym jego panem była Maryja.
Po trzecie, nieustanne zagrożenie ze strony sąsiadów i innych złych ludzi, którzy chcieli Polskę złupić czy poddać swojej woli, z jednej strony umacniało przywiązanie do wolności, z drugiej powodowało, że klasa rycerska (szlachecka), dla której wolność była podstawową wartością rosła wciąż w siłę, tak liczebnie jak i politycznie, i uniemożliwiała wszelkie zapędy władców i ich otoczenia, do zwiększenia swojej władzy i ograniczenia wolności pozostałych.
W innych krajach otoczenie władcy zyskiwało specjalne przywileje, co pociągało za sobą ograniczenie wolności rycerzy-szlachty i wszystkich pozostałych. W ten sposób na Zachodzie zrodziła się klasa arystokracji. W Polsce dopiero w pewnym momencie powstała magnateria, ale jej znaczenie nie było takie jak arystokracji, a jej pozycja nie wynikała z dziedziczenia przywilejów, ale z zasług, które każde jej pokolenie musiało wypracowywać (w rodzinie musieli być np. biskupi i senatorowie).
Wolność polska wciąż się pogłębiała i poszerzała kształtując świadomość indywidualną i polityczną. Wpływało to na rozumienie państwa i praw, kształtowało myśl i praktykę ustrojową.
Państwo nigdy nie było w Polsce rozumiane jako „władza” a prawo jako coś, co ze swojej natury może i powinno ograniczać wolność.
Państwo i prawo traktowane były jako „czynniki pomocnicze” dla ludzi wolnych, jako marginesowe elementy życia zbiorowego, które w normalnej, zdrowej sytuacji są maksymalnie zawężone w swoim wymiarze i oddziaływaniu i nigdy nie ograniczają wolności.