Takie nastawienie sugeruje w polityce pragmatyzm. Jeśli zobaczymy, jaki jest twardy elektorat prawicy i lewicy w Polsce, to zrozumiemy, że jest on zbyt mały, by można dzięki niemu zdobyć większość konstytucyjną, która oznacza pełnię władzy. Partia, która chce więc poszerzyć swój zakres władzy, zapewnić sobie pewne zwycięstwo w kolejnych wyborach staje przed pokusą, aby coraz bardziej otwierać się na wyborców umiarkowanych, niezdecydowanych, tych, którzy do tej pory nie głosowali.

Nazywam to pokusą, bo najczęściej wiąże się to z porzucaniem wyznawanych przez siebie ideałów. Receptą Donalda Tuska na rządy przez dwie kadencje było obiecywanie ludziom, że nic wielkiego się w Polsce nie zmieni, unikanie konfliktów krajowych i międzynarodowych przez spełnianie poleceń Niemców i Brukseli. Ludziom bez poglądów mogło się to podobać, bo wydawało się, że w ten sposób temperatura polityczna w Polsce spada, w końcu jest święty spokój i nie trzeba się zastanawiać, czy rząd czegoś zaraz nie wymyśli, np. nie podniesie radykalnie podatków, aby sfinansować swoje pomysły.

Tusk i tak podnosił podatki, bo "polityka ciepłej wody w kranie" oznacza w praktyce państwo czysto teoretyczne, które nie wypełnia swoich zobowiązań względem obywateli, które jest wycofane i źle zarządzane.

Teraz Kaczyński wydaje się proponować podobną receptę, która brzmi: "programy socjalne i opodatkowanie najbogatszych". W tym programie kwestie ideowe nie są istotne. Chodzi o dokonanie transferu pieniędzy do różnych grup społecznych, jak emeryci, najmniej zarabiający, rodziny wielodzietne. Odbywa się to jednak kosztem przedsiębiorców, przedstawicieli wolnych zawodów, lepiej zarabiających.

Wszystkie inne sprawy są drugorzędne, bo nie interesują tych, którzy nie zajmują się polityką, a wręcz mogą ich zrażać. Problem w tym, że twardy elektorat PiS-u, choć ma dużo cierpliwości, może tego nie znieść. Na razie jest on karmiony obietnicami, że kiedyś w przyszłości, kiedy partia umocni władzę, sprawy ideowe wrócą, ale PiS ma władzę tu i teraz. Jeśli jej nie wykorzysta, za parę lat może nie mieć już okazji i znowu przepadnia szansa zmiany Polski na lepsze.