AntyPiSowski portal ujawnił, jak TVN na chama pozszywał Szydło i Macierewicza z rzekomymi nazistami

 

Na antyPiSowskim portalu „Na temat" ukazał się artykuł „''Żenujące". Były sołtys Rytla nie ukrywa, co myśli o reportażu Superwizjera o Beacie Szydło" autorstwa Dari Różańskiej. Artykuł ujawnia, jak TVN na chama pozszywał Beatę Szydło i Antoniego Macierewicza z rzekomymi nazistami.

 

W reportażu "Naziol, kibol, bandyta" „"Superwizjera" o liderze klubu motocyklowego Bad Company, który wyemitowano w sobotę na antenie TVN" zasugerowano, że Beata Szydło i Antoni Macierewicz utrzymują przyjacielskie relacje z rzekomymi kryminalistami oskarżanymi o rzekomy nazizm. Takie insynuacje zilustrowano filmem z „15 sierpnia 2017 roku", kiedy to „ówczesna premier Beata Szydło, a także Antoni Macierewicz i Jan Szyszko odwiedzili Rytel, przez który przeszła nawałnica".

 

Z artykułu na antyPiSowskim portalu wynika, że „w Rytlu była premier Beata Szydło dziękowała wolontariuszom, którzy pomagali mieszkańcom wsi uporać się ze skutkami nawałnic. Wśród nich byli także członkowie Bad Company, do którego należą m.in. recydywiści i neonaziści".

 

Można nie lubić rzekomych neonazistów czy rzekomych kryminalistów, ale jeżeli wykazali oni dobre serce, pomogli potrzebującym, to należy im podziękować, niezależnie od ich rzekomych poglądów czy rzekomych czynów. Kreowanie paranoicznej tezy o związkach PiS z neonazistami i kryminalistami, na podstawia właściwej postawy polityków, którzy podziękowali za pomoc potrzebującym, jest wyrazem złej woli i niedopuszczalnej dyskryminacji i marginalizacji ludzi z powodu ich poglądów politycznych. Ludzi, nie zależnie czy są nazistami, czy komunistami, chuliganami czy gejami, należy oceniać za ich działania, a nie poglądy, doceniać za to, co robią dobrze, a ganić za to robią źle.

 

Na łamach antyPiSowskiego portalu ówczesny sołtysa Rytla Łukasza Ossowskiego przypomniał, że „15 sierpnia 2017 roku, mieliśmy w Rytlu ponad 2,5 tys. wolontariuszy. Trzeba mieć również świadomość, że w tamtym czasie funkcjonowały u nas dwa sztaby. W pierwszym było wojsko, straż pożarna – służby państwowe, drugi był sztabem społecznym". Premier Szydło i minister Macierewicz spontanicznie odwiedzili wolontariuszy, by im podziękować. „Pani premier po prostu przyszła i kurtuazyjnie przywitała się ze wszystkimi wolontariuszami. Dokładnie pamiętam, że pani Szydło podeszła do każdego z nich i powtórzyła: "Dziękuję, że pomagacie". I szła do kolejnej osoby".

 

Zdaniem byłego sołtysa „oglądając ten reportaż, miałem ewidentne odczucia, że sugeruje on kontakty premier z półświatkiem. Zdaniem świadka wydarzeń w kilka minut nikt nie był „w stanie sprawdzić kilka tysięcy wolontariuszy, nie była to przecież biletowana impreza, a spontaniczna pomoc ludziom w potrzebie. [...] ten program to skandaliczna próba robienia z igły widły, a przede wszystkim nierzetelne dziennikarstwo".

 

...

 

Krytykujesz antyPiS? Czekają cię kłopoty w pracy

 

Jak informuje antyPiSowski portal „Na temat" w artykule „Uczelnia Popieli zdecydowanie zareagowała na jej oskarżenia wobec Grodzkiego" autorstwa Rafała Badowskiego za to, że pani profesor „Agnieszka Popiela oskarżyła nowego marszałka Senatu Tomasza Grodzkiego o przyjmowanie pieniędzy od pacjentów za przeprowadzenie operacji", „rektor Uniwersytetu Szczecińskiego prof. Edward Włodarczyk skierował sprawę wypowiedzi prof. Popieli do rzecznika dyscyplinarnego ds. nauczycieli akademickich".

 

Uczelnia, która nie powinna być stroną w sporze, stwierdziła w swoim komunikacie, że "w związku z wypowiedziami prof. Agnieszki Popieli, o których w ostatnich dniach informują media, Rektor oświadcza, że nie wyrażają one poglądów społeczności akademickiej Uniwersytetu Szczecińskiego". Co ważne w komunikacie pada stwierdzenie o ''niewyrażaniu poglądów społeczności'' a nie tym, że oskarżenia są bezpodstawne czy sprzeczne z faktami.

 

Prof. dr hab. Agnieszka Popiela (wykładowca w Katedrze Botaniki i Ochrony Przyrody Uniwersytetu Szczecińskiego) stwierdziła, że „Tomasz Grodzki miał domagać się od jej umierającej mamy kwoty 500 dolarów" za leczenie.

 

To kolejny przykład tego, że za krytykowanie antyPiS można mieć kłopoty w pracy. Polska wydaje się krajem kastowym, w którym za krytykowanie antyPiS (kasty braminów) można mieć kłopoty w pracy. Postawa uczelni była by zrozumiała o ile oskarżony przez panią profesor marszałek Senatu w procesie cywilnym o naruszenie dóbr osobistych uzyskałby wyrok.

 

Osobną kwestią jest to, jak działają sądy. Jak można przeczytać w artykule „Piotr Najsztub potrącił starszą kobietę. Został uniewinniony" znany dziennikarz antyPiS potrącił samochodem starszą kobietę na pasach, „potrącona trafiła do szpitala z rozległymi obrażeniami. Miała połamane żebra i kość pokrywy czaszki". „W wyniku śledztwa okazało się, że tego dnia Najsztub nie miał ważnego prawa jazdy (zostało mu odebrane za zbyt dużą ilość punktów karnych) oraz ważnego przeglądu technicznego auta. Dziennikarz nie miał też ubezpieczenia OC.

 

....

 

Najsztub uniewinniony. Michalkiewiczowi odebrali majątek po procesie, o którym nie wiedział

 

Trudno się dziwić wielu Polakom, że są krytyczni wobec sądownictwa w Polsce, i nie podzielają entuzjazmu antyPiS wobec sądów III RP. W ostaniach dniach dziennikarz antyPiS, który potrącił staruszkę, został uniewinniony, a prawicowemu felietoniści odebrano majątek po procesie, o którym nawet nie wiedział.

 

Jak można przeczytać w opublikowanym na portalu WP artykule „Piotr Najsztub potrącił starszą kobietę. Został uniewinniony" znany dziennikarz antyPiS potrącił samochodem starszą kobietę na pasach, „potrącona trafiła do szpitala z rozległymi obrażeniami. Miała połamane żebra i kość pokrywy czaszki". „W wyniku śledztwa okazało się, że tego dnia Najsztub nie miał ważnego prawa jazdy (zostało mu odebrane za zbyt dużą ilość punktów karnych) oraz ważnego przeglądu technicznego auta. Dziennikarz nie miał też ubezpieczenia OC.

 

W artykule „Ani dnia, ani godziny" Stanisław Michalkiewicz ujawnił, że 14 listopada dowiedział się, że jego oszczędności znikły z kont bankowych. W banku poinformowano felietonistę, „że to nie hakerzy, tylko komornik sądowy, który nakazał zablokować konta. Pojechałem do M-Banku, w którym też mam konta i tam hiobowa wieść się potwierdziła. Nie miałem pojęcia, o co chodzi, więc skontaktowałem się z komornikiem, który powiedział, że to jest egzekucja w następstwie prawomocnego wyroku zaocznego, wydanego przez niezawisły Sąd Okręgowy w Poznaniu na rzecz pani Żanety Kąkolewskiej. Nie miałem pojęcia, kto zacz, ale komornik wyjaśnił, że chodzi o osobę molestowaną ongiś przez księdza. W publikacjach nazywana była „Kasią" - z wyjątkiem gazety „Fakt", która w roku 2009 podała jej prawdziwe personalia".

 

Stanisław Michalkiewicz nic nie wiedział „ani o procesie, ani o wyroku, który był »zaoczny«, a dopiero przypadkiem dowiedziałem się o egzekucji. Z telefonicznej rozmowy z informatorką niezawisłego Sądu Okręgowego w Poznaniu dowiedziałem się, że pisma – owszem – były do mnie wysyłane, ale na adres, pod którym nie mieszkam już od ponad 11 lat".

 

Jak poinformował prawicowy publicysta „na podstawie zajęcia egzekucyjnego KM 171/19 zablokowane zostały moje konta w Santander Banku i M-Banku na sumę 188295,70 zł i ta kwota codziennie rośnie. Przekracza ona wszystkie środki, jakie tam miałem".

 

Jan Bodakowski