Szymon Hołownia napisał w mediach społecznościowych, żegnając się z programem "Mam talent":

"A już w sobotę - po raz ostatni... Po 12 latach. Szmat czasu.

Pewnie napiszę o tym coś więcej (choć sporo o kulisach mojego wejścia w tę przygodę już powiedziałem w naszej ostatniej książce pisanej z Marcin Prokop, „Pół na pół”). Ale rekapituluję to sobie już dziś".

Dodał też: "Mnóstwo wspaniałych ludzi za kulisami, na scenie. Długie dni i wieczory z najlepszą na świecie ekipą. Stworzenie duetu (a to bardzo trudna rzecz) z Marcinem. Nowe telewizyjne umiejętności. Dobre (a czasem trudne) emocje... Odchodzę z Mam Talent TVN, bo dałem temu programowi wszystko, co mogłem dać, a gdy coś się kończy, coś się zaczyna.

Milionom z Was, którzy oglądaliście nas przez te lata (bo to za każdym razem były miliony) - dziekuję.

I NA PEWNO się NIE rozstajemy!".

Hołownia napisał zresztą wprost, że rozważa start w wyborach prezydenckich:

"Dziękuję wszystkim, którzy tak żywo interesują się tym, czy wezmę udział w nadchodzącej kampanii mającej wyłonić spośród nas następnego Prezydenta RP.

Bardzo się cieszę i jestem naprawdę poruszony tymi setkami (czy już raczej tysiącami) głosów wsparcia i zachęty, które teraz dostaję, opowieściami o nowej nadziei, którą ten pomysł w wielu miejscach i osobach obudził. Za pojawiające się też głosy krytyczne też dziękuję - jeśli wykraczają poza hejt, dają do myślenia.

Sprawa jest bardzo poważna. Odpowiedzialne podejście do niej wymaga wielu badań, rozmów, namysłu, naprawdę ciężkiej pracy. Wiem i widzę, że wielu kolegów i koleżanek z mediów nie wytrzymuje już ciśnienia, ale proszę o odrobinę cierpliwości.Gdy podejmę decyzję, jakakolwiek by nie była - dowiecie się o niej najpierw Wy, moi Czytelnicy i Odbiorcy, dowiecie się jako pierwsi i ode mnie, bezpośrednio.

Jeszcze raz - serdecznie Wam dziękuję".

Hołownia zasłynął ostatnio z absurdalnej i bluźnierczej wypowiedzi, że "Jezus stał się zwierzęciem". Od dawna stara się zresztą przesuwać granicę tego, co katolickie i jest przed lewicę i liberałów szykowany na "antyrydzyka". Kampania prezydencka, nawet nie zakończona zwycięstwem, może w tym pomóc. Jest to bowiem najlepszy sposób na promocję własnej osoby.