Przemyska rada miasta zdecydowała o zmianie nazwy ulicy z biskupa Jozafata Kocyłowskiego na biskupa Jana Śnigurskiego. Zastąpienie grekokatolickiego patrona, dodajmy umoczonego w kolaborację z nazistowskimi Niemcami i popieranie zbrodniarzy z OUN-UPA nie spodobało się Ukraińcom. Zarówno tym w Polsce, jak i po sąsiedzku na naszej, kochanej czerwono – czarnej UPA-inie.

- Manipulacja autorów uchwały argumentami wyrwanymi z kontekstu, niechęć wysłuchania obywateli RP narodowości ukraińskiej - równoprawnych mieszkańców Przemyśla, tym razem niestety zwyciężyły. Podniesiona ręka na dobre imię Błogosławionego, a więc na decyzję kościoła katolickiego i Św. Jana Pawła II, który beatyfikował Biskupa Jozafata w roku 2001, jest rzeczą bezprecedensową w Polsce i nie może być usprawiedliwiona!

- możemy przeczytać na Facebooku ukraińskiej ambasady.

Co więcej w obronie niemieckiego kolaboranta, który uczestniczył czynnie w błogosławieniu dywizji SS „Galizien” wystąpili także parszywcy z sąsiedztwa, tacy jak związany z banderowską Partią Svoboda mer Lwowa Andrij Sadowy. Ten bezczelny cham wysłał list otwarty do prezydenta Przemyśla Wojciecha Bakuna, w którym pisze, że „Decyzja radnych jest oburzająca dla ukraińskiej społeczności Przemyśla i całego ukraińskiego narodu (…) Obecność ulicy bpa Kocyłowskiego w Przemyślu jest ważną gwarancją przyjaznych stosunków między Lwowem a Przemyślem”. Mówimy o polityku, dzięki któremu nad Lwowem stoi ośmiometrowy pomnik Stephana Bandery. Poparło go czterdziestu lwowskich radnych. Cóż na miejscu władz Przemyśla odpisałbym, żeby Lwów te „przyjazne stosunki” sobie wsadził…

Czekam jeszcze na oburzone listy „intelektualistów” (tych samych Żydów, Ukraińców i skrajnych filobanderowców co zawsze) na łamach „Gazety Żydowskiej” i stronie zamkniętego kibucu Otwartej Rzeczpospolitej. I komentarze rodzimych banderowców i wołyńskich negacjonistów pokroju Tymy, Sycza, Berdychowskiej, czy Kuroniowej. Szczególnie ta ostatnia sama nie będąc Ukrainką w jakiś chory i poroniony sposób popiera najbardziej antypolskie formy i przejawy działalności neobanderowców w Polsce.

Państwo, które siedzi nam w kieszeni, które wspieramy bezgranicznie i w każdym aspekcie, marnując pieniądze i politycznie się ośmieszając czci zbrodniarzy. Co więcej próbuje także na nas wymusić, żebyśmy też ich czcili, szanowali i wielbili, także na polskiej ziemi. Wierchuszka Kościoła Grekokatolickiego z biskupami Kocyłowskim i Szeptyckim włącznie przyjmowali Niemców i święcili siekiery bandytów z UPA. Jakiekolwiek ich upamiętnianie w przestrzeni publicznej to zwyczajne ku….two. A kraik z którego uciekło osiem milionów młodych (co ciekawe większość do Rosji, reszta do Polski i na Zachód), którym rządzą żydowscy oligarchowie i który jest na granicy bankructwa, pomimo tego że pompujemy w niego za darmo pomoc finansową i kupowany za grube pieniądze od Amerykanów gaz ziemny nie będzie nas pouczał, kogo Polacy mają upamiętniać, a kogo nie. Zwłaszcza, że niestety Polska w ogóle nie reaguje na setki pomników Bandery i Szuchewycza, o pomniejszych, banderowskich rzeźnikach nie wspominając. Tak więc, gdyby Rada Miasta Przemyśla miała cochones, to wreszcie przyjęłaby do siebie pomnik ofiar Rzezi Wołyńskiej, który tuła się po Polsce, bo samorządy tak kochają Ukraińców, że boją się go u siebie postawić. I miałaby gdzieś protesty ukraińskiej ambasady, tamtejszych polityków pokroju Sadowego, Związku Ukraińców w Polsce, „Gazety Wyborczej” i szerokiego frontu wspierania Ukrainy. Niestety bierność tylko rozzuchwala te środowiska. Oni mogą sobie stawiać setki pomników wołyńskich rzeźników i morderców, z Banderą i Szuchewyczem na czele, a niech ktoś w Polsce spróbuje tylko zlikwidować jakiś nielegalny obelisk, postawiony przez tych błaznów, ku czci „bohatyrów” UPA, albo zmienić nazwę ulicy odbierając ją niemieckiemu kolaborantowi, co święcił bandziorów z SS „Galizien” to od razu wielkie aj waj. Zwłaszcza, że polskie służby, policja i prokuratura też się zachowują, jakby były na ukraińskiej służbie, polując na przedstawicieli środowisk kresowych. Skoro tak jest, to niech obecna pisowska władza pokaże jak bardzo jej zależy na „przyjaźni” i „pojednaniu” z Banderlandem i postawi na koszt polskiego podatnika dwudziestometrowy pomnik Bandery i OUN-UPA na Placu Defilad w Warszawie. Podejrzewam, że jednak nawet wtedy Ukraińcy nie będą zadowoleni i zażądają więcej. Przykładowo pomnika bohaterów OUN-UPA w każdym większym mieście w Polsce. I ogólnopolskiego dnia wielbienia Stiepana Bandery. W sumie jak jesteśmy tak głupi, że się na to wszystko zgadzamy, to zasługujemy na takie traktowanie.