Zdaniem Piotra Szlachtowicza lewica przejęła narracje na wyspach brytyjskich, a teraz tak samo stara się zmonopolizować narracje w Polsce. Według publicysty „wRealu24" PiS aprobuje taki czerwony faszyzm.


Dla gwiazdy internetowej telewizji działania lewicy w Polsce zmierzające do likwidacji wolności słowa to dopiero początek, i jak prawica nie będzie z nimi walczyć to zostanie przez lewicę zniszczona. Dziennikarz uważa, że w obliczu zagrożenia polscy patrioci muszą się zjednoczyć.

 

Przykładem medialnego terroru lewicy jest sytuacja internetowej telewizji „wRealu24", która już raz była całkowicie zablokowana przez You Tube a teraz odebrano jej możliwość zarabiania na reklamach.


Wywiad z Piotrem Szlachtowiczem z telewizji internetowej wRealu24


Jak informuje Ordo Iuris „współczesna cenzura na portalach społecznościowych coraz częściej przybiera również wymiar ekonomiczny. Oprócz prostego blokowania lub usuwania treści, administratorzy platform społecznościowych posuwają się również do ograniczania monetyzacji, czyli wyłączania możliwości zarabiania pieniędzy na materiach uznanych za „niespełniające standardów". [...] cenzurowane są niemal wyłącznie treści konserwatywne. Administratorzy platform posługują się przy tym często nieprecyzyjnym terminem „mowy nienawiści". W wielu przypadkach internauci nie są też informowani o przyczynach, dla których zamieszczone przez nich materiały zostały usunięte".

 

Według prezesa Ordo Iuris adwokata Jerzy Kwaśniewski - „Wolność słowa i wolność zgromadzeń należą do podstawowych i fundamentalnych wolności demokratycznych społeczeństw. Gwarantują one właściwy proces legitymizujący ustrój, legitymizujący władzę publiczną i jej sprawowanie".


Adwokat Tomasz Piotr Chudzinski uważa, że „w Polsce za dobro osobiste uważane jest prawo do nieskrępowanego wyrażania swoich poglądów. Jeżeli dochodzi do cenzury w mediach społecznościowych, mamy do czynienia z naruszeniem dobra osobistego użytkownika, który zamieszczał określone treści"

 

Warto pamiętać, że amerykańskie portale społecznościowe blokując kanały czy profile łamią artykuł 54 polskiej Konstytucji, który głosi, że „cenzura prewencyjna środków społecznego przekazu oraz koncesjonowanie prasy są zakazane".


Kiedy amerykańska korporacja zablokowała telewizje „wRealu24" to 282.000 subskrybentów zostało przez You Tube pozbawionych dostępu do informacji. Z internetu zniknęły tysiące filmów. Kiedy można się zgodzić na to, że przedsiębiorca niemający pozycji monopolisty (drukarz, cukiernik) może odmówić świadczenia usług (bo zawsze można skorzystać z usług innego podmiotu), to przedsiębiorca mający monopol (You Tube, Facebook, gazownia, elektrownia, właściciel drogi) niezależnie czy należy do państwa, czy jest własnością prywatną, takiego prawa nie ma. Zyski z monopol wiążą się z obowiązkami.


Za komuny o tym, co można było pisać, a o czym pisanie było zakazane, decydował w PRL przede wszystkim Komitet Centralny PZPR. Ministerstwo Kultury decydujące o tym, kto może być artystą a kto nie, tak jak i inne urzędy było podporządkowane władzom komunistycznej partii. O tym, co można pisać, a co należy przemilczeć, decydował Główny Urząd Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk (oraz podległe mu Wojewódzkie Urzędy Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk). O niedopuszczenie do publikacji politycznie niepoprawnych treści dbał też Wydział IV Departamentu III MSW (nadzorujący intelektualistów).


Już od 1948 roku cezura w okupowanej przez komunistów Polsce nie dopuszczała do publikacji tekstów: chwalących katolicyzm, nie doceniających ZSRR i komunistycznej „Polski", doceniających zachód, krytykujących zapóźnienie technologiczne komunistycznej „Polski" na tle zachodu, krytykującą codzienną rzeczywistość PRL, krytycznych wobec PRL. Nawet w czasie liberalizacji cenzury w 1956 roku zakazana była krytyka PRL i systemu socjalistycznego.

 

Oficjalnie cenzura była instytucją tajną, znajdująca się niejako poza państwowymi [oficjalnymi] normami prawnymi". Jednak kolportaż bez zezwolenia cenzury był karany nawet więzieniem. Zakazane było też wspominanie o istnieniu cenzury.

 

Cenzura kontrolowała prasę (w i tak należącą do PZPR), radio, telewizje, publikacje z PRL i zagranicy, regularne i nieregularne, drukarnie, biblioteki. Departament publikacji naukowych cenzurował podręczniki, publikacje historyczne, filozoficzne, ekonomiczne, lekarskie, psychologiczne. Departament widowisk i publikacji kulturalnych cenzurował literaturę, księgozbiory i biblioteki.


Cenzura miała wytyczne i instrukcje od KC PZPR – niestety nie zachowały się księgi zapisów i zaleceń, przetrwały wewnętrzne czasopisma z instrukcjami. Większość cenzorów była działaczami partii. W cenzurze zatrudniano pracowników partii, administracji, resortu. W cezurze była duży ruch kadr (spowodowany niskimi zarobkami, strachem przed odpowiedzialnością, złymi warunkami pracy, brakiem przywilejów, jakie można było mieć, pracując w innych resortach). W czasie kilkumiesięcznego szkolenia cenzor poznawał instrukcje dotyczące tajemnic państwowych, wojskowych, gospodarczych.


Po II wojnie światowej cenzura zakazywała wszelkich (w tym i negatywnych) wspomnień o Żołnierzach Wyklętych i antykomunistycznej opozycji. Nie wolno było pisać nawet o amnestiach i sukcesach komunistów w walce z podziemiem antykomunistycznym. Cenzura nakazała nawet napisać wstęp do powieści o Robin Hoodzie by jego leśny oddział nie kojarzył się z partyzantami NSZ. Z czasem zaczęto pisać o AK, jednak przez cały okres PRL na cenzurowanym byli narodowcy.


W PRL „najbardziej negatywne, a zarazem stałe stanowisko zajęto wobec podziemia narodowego reprezentowanego przez Narodowe Siły Zbrojne. Już od czasów wojny komuniści przypisywali NSZ ideologię faszystowską i role sojuszników Hitlera, traktując tę organizację jako wrogą i skupiającą największych zbrodniarzy i bandytów". Celem komunistów była biologiczna likwidacja narodowców i usunięcie pamięci o niej. Widać więc, że dzisiejsza wroga narodowcom narracja lewicy i groteskowej opozycji powiela komunistyczne kłamstwa o narodowcach, co wskazuje na komunistyczne korzenie tych środowisk.

 

Wiele ciekawych informacji o pracy cenzury można znaleźć w wydanej przez IPN 384 stronicowej publikacji „Cenzura wobec tematu II wojny światowej i podziemia powojennego w literaturze polskiej 1956–1958" autorstwa Agnieszki Kloc.

 

By uświadomić sobie grozę tego, jak amerykańska korporacja likwiduje wolność słowa w Polsce, wystarczy wskazać, że wyniku likwidacji telewizji internetowej w „W Realu 24" prawie 280.000 subskrybentów straciło dostęp do informacji. To skandal porównywalny z tym jakby uniemożliwiono dystrybucje największych tytułów prasy codziennej w Polsce (codziennie sprzedaje się 229.415 egzemplarzy „Faktu", 116.323 „Super Expressu", 91.506 „Gazety Wyborczej", 41.296 „Rzeczpospolitej", 39.127 „Dziennika", 13.721 „Gazety Polskiej Codziennie").


You Tube jest tak jak korporacje posiadające sieci kolportażu prasy papierowej faktycznym monopolistą kanału dystrybucji informacji. Sprawia to, że nie może odmówić dystrybucji, jakiego medium tak jak sieci dystrybucyjne nie mogą odmówić dystrybucji jakiegoś czasopisma. Podczas gdy interesy konsumentów w kwestii prasy są chronione przez odpowiednie ustawy, to brak przepisów chroniących konsumentów w internecie pozwala amerykańskiej korporacji niszczyć wolność słowa w Polsce.


W wideo rozmowie z Janem Bodakowskim z portalu Prawy.pl doktor Tymoteusz Zych z Instytutu Kultury Prawnej Ordo Iuris stwierdził, że wielcy potentaci telekomunikacyjni ignorują przepisy krajów, w których prowadzą swoją działalność, w tym i polskiego prawa. Przyznał się do tego szef Facebooka, stwierdzając, że uniemożliwił publikacje reklam antyaborcyjnych w Irlandii w czasie referendum w sprawie mordowania nienarodzonych dzieci w tym kraju, czego użytkownicy Facebooka nie byli świadomi. Federalna Komisja Handlu USA ukarała Facebooka karą 5 miliardów dolarów za wykorzystanie w celach komercyjnych danych osobowych (numerów telefonów przekazanych portalowi w celu ochrony konta). By przeciwdziałać takim praktykom, Niemcy dwa lata temu przyjęli ustawę o regulujące działalność zagranicznych korporacji internetowych w swoim kraju, podobne przepisy należy też wprowadzić w Polsce.


W opinii przedstawiciela Ordo Iuris dla portalu Prawy pl. usługodawcy internetowi z zagranicy powinni tak samo przestrzegać polskiego prawa, jak zagraniczne firmy spożywcze czy motoryzacyjne. Ich działalność w Polsce jest objęta jurysdykcją polskich sądów. Trzeba konsekwentnie stosować polskie prawo wobec firm zagranicznych działających w naszym kraju. W Polsce są minimalne standardy umów konsumenckich, zgodnie z nimi usługodawca nie może zawrzeć umowy sprzecznej z polskim prawe. Niestety korporacje zagraniczne nie przejmują się polskim prawem i trzeba je do tego zmusić. W sytuacji, gdy skutek naruszenia umowy konsumenckiej ma miejsce w Polsce, taka umowa jest zawarta z obywatelem polskim, nie ma wątpliwości, że taka sprawa ma być rozpatrywana przez polski sąd.


Przedstawiciel Ordo Iuris w wywiadzie dla Prawego pl. przypomniał, że artykuł 54 zakazujący cenzury prewencyjnej mediów, że mamy w Polsce szczególne normy regulujące funkcjonowanie radia, telewizji, prasy, kolportażu prasy, a nie mamy takich przepisów dotyczących norm skutecznie egzekwujących wolności w internecie i zakazu cenzury.

 

Instytut od dłuższego czasu domaga się od polskich władz wprowadzenia przepisów chroniących konsumentów. Proponowane przez Ordo Iuris zmiany przepisów mają nas uchronić przed cenzurą w Internecie i zapewnić wolność słowa. Jak można przeczytać na stronie Ordo Iuris celem ustawy przygotowanej przez instytut „jest zagwarantowanie wolności słowa w sieciach społecznościowych. To odpowiedź na zjawisko kasowania lub ograniczania dostępu od publikowanych na portalach społecznościowych treści, co często następuje w oparciu o kryteria ideologiczne i polityczne. Instytut rozpoczął zbieranie podpisów pod petycją do Premiera RP i Ministra Cyfryzacji o przyjęcie projektu".

 

Jak informuje instytut „prawnicy Ordo Iuris nieustannie otrzymują sygnały o niezgodnych z polskim prawem działaniach operatorów największych portali społecznościowych. Usuwają one materiały i konta użytkowników w oparciu o czysto ideologiczne kryteria, odwołując się do nieprecyzyjnych postanowień ustanowionych przez nie regulaminów oraz łamiąc przepisy prawa polskiego i unijnego".

 

Według instytutu „bardzo często kasowane lub cenzurowane są profile promujące wartości patriotyczne i chrześcijańskie lub podtrzymujące pamięć historyczną. Instytut Ordo Iuris cały czas gromadzi listę zgłoszeń Internautów pokazującą jakie treści i profile były kasowane przez administrację społecznościowych portalów. Dotychczasowe zgłoszenia pokazują jak silnym zjawiskiem w mediach społecznościowych jest usuwanie materiałów ze względu na ideologiczne kryteria".


Zdaniem instytutu „tematami i profilami »zabronionymi« w mediach społecznościowych okazały się historia Armii Krajowej i Żołnierzy Wyklętych (zablokowane profile), czy organizacja rekolekcyjnych wydarzeń – Strefa Chwały Festiwal. Kasowane były też m.in. zdjęcia popularnych piłkarzy w koszulkach ze znakiem „Polski Walczącej", którzy w 71. Rocznicę Powstania Warszawskiego upamiętnili to wydarzenie oraz profile znanych publicystów m.in. Rafała Ziemkiewicza. Kasowano także profile dotyczące historii II wojny światowej w fotografiach czy dziejów husarii. Legendarny fotograf „Solidarności" Chris Niedenthal także stał się ofiarą takiej polityki w mediach społecznościowych i jego zdjęcia z Marszu Niepodległości w 2017 roku, które zamieścił w treści „posta" zostały zablokowane".


W opinii instytutu „tego rodzaju praktyki internetowych monopolistów spotkały się już ze sprzeciwem Komisji Europejskiej, która doprowadziła w lutym do wyegzekwowania od części największych serwisów społecznościowych (Google+, Facebook i Twitter) częściowych zmian regulaminów dostosowujących je do poziomu ochrony użytkowników przewidzianego w dyrektywach konsumenckich".

 

Według instytutu „sama Komisja uważa jednak wprowadzone do regulaminów zmiany za dalece niewystarczające. Potrzebę ustawowego zagwarantowania praw użytkowników Internetu dostrzegły władze RFN – w Niemczech już od września 2017 r. obowiązuje ustawa o poprawie egzekwowania prawa w sieciach społecznościowych, która zmusiła największe portale do istotnych zmian regulaminów".


Zdaniem instytutu „aby Polacy mogli skutecznie dochodzić swoich praw w sporach z internetowymi potentatami, Instytut Ordo Iuris przedstawił założenia do projektu ustawy o zmianie niektórych ustaw w związku z gwarancjami wyrażania poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji w sieciach społecznościowych. Projekt ma zagwarantować, by działające na terenie Rzeczypospolitej Polskiej serwisy społecznościowe przestrzegały polskiego prawa i odpowiadały za jego naruszenia przed polskimi sądami. W ten sposób użytkownikom zostanie zapewniona realna możliwości odwołania się od arbitralnych i ideologicznie motywowanych decyzji administratorów portali".

 

Założenia do projektu ustawy dostępne są na stronie

http://www.ordoiuris.pl/sites/default/files/inline-files/Za%C5%82o%C5%BCenia%20do%20ustawy%20dot.%20medi%C3%B3w%20spo%C5%82eczno%C5%9Bciowych%20-%20Ordo%20Iuris.pdf


Do najważniejszych założeń projektu instytut zaliczył: „Wprowadzenie w sieciach społecznościowych zasady »co nie jest zabronione, to jest dozwolone« poprzez określenie zamkniętego katalogu przypadków, w których może dochodzić do kasowania treści. Zakaz ograniczania zasięgu treści m.in. ze względu na kryteria polityczne i ideowe. Ustanowienie ścieżki odwoławczej od decyzji o usunięciu treści, nakładającej na portal obowiązek rozpatrzenia odwołania w konkretnym terminie. Wprowadzenie ustawowych gwarancji stosowania w sporach z sieciami społecznościowymi polskiego prawa oraz jurysdykcji polskich sądów".


Jak deklaruje instytut „prawnicy Ordo Iuris oferują bezpłatną pomoc prawną internautom poszkodowanym w wyniku niezgodnego z prawem zablokowania bądź zamknięcia prowadzonych przez nich profili. Osoby zainteresowane uzyskaniem takiej pomocy zachęcamy do kontaktu: konsumenci@ordoiuris.pl. Będziemy również wdzięczni za wszelkie informacje dotyczące zawarcia w regulaminach portali społecznościowych niedozwolonych postanowień lub interpretacji".


Jan Bodakowski