Mówi się, że już od sierpnia zaczęły pracować dwa sztaby: jeden programowy, drugi marketingowy. Od tego czasu trwa także zbieranie wolontariuszy i badanie opinii na temat – jakie szanse ma Hołownia w walce o pałac prezydencki.  Najnowsze badania są optymistyczne. Szymon Hołownia ma tyle samo głosów poparcia (8proc.) co Władysław Kosiniak-Kamysz. Na drugim miejscu z poparciem 21 proc. uplasowała się Małgorzata Kidawa-Błońska. Liderem jest z 41 – procentowym poparciem Andrzej Duda.

Hołownia zdobywa popularność hasłem: „Nie mogę patrzeć, jak partie niszczą mój kraj”. Mówi o sobie, że jest ponad podziałami, reprezentuje stanowisko: dla każdego coś miłego. Patrzy na niego życzliwie lewica, dzięki lansowaniu hasła „przyjaznego rozdziału” państwa od Kościoła i utożsamianiu Kościoła jako słudze PiS-u. Kandydat na prezydenta pozornie głosi hasło „przyjaznego rozdziału”, w rzeczywistości ma to służyć naciskowi na Kościół z wycofania się z wielu tematów debaty publicznej.  Peany na cześć Hołowni głosi „Gazeta Wyborcza”. Piotr Głuchowski pisze: „To jest świetny pomysł! Wybrać kandydata niepisowskiej części społeczeństwa, który nie będzie politykiem PO,SLD ani PSL. To może być Hołownia – czemu nie? Autor 20 książek przeciw autorowi żartu o Murzynach ludożercach. Ja tam bym zagłosował”.

Promotorzy Hołowni liczą na to, że wybory prezydenckie opierają się w dużej mierze na emocjach. Liczy się sympatia oparta często na wyglądzie, uśmiechu, dobrym kontakcie z ludźmi. Te cechy mogą wygrać z merytorycznym przygotowaniem. W tym wypadku zapatrzono się trochę na Ukrainę, która na prezydenta wybrała popularnego aktora komika Wołodymira Zełeńskiego. Zapomniano tylko, że Polska to nie Ukraina. Tam rządzą zmieniające się ciągle grupy możnowładców. Niektóre idą w odstawkę, aby na arenie politycznej pojawiły się drugie.  W Polsce tak jawnych grup oligarchicznych nie ma. Scena polityczna jest bardziej przejrzysta, ludzie bardziej wyczuleni.

Mówi się także, że pięć lat temu Andrzej Duda był nikomu nieznanym kandydatem, a odniósł zwycięstwo. Ale zapomina się, że sytuacja była diametralnie inna. Duda miał poparcie dużej partii, a  na swój sukces zapracował bardzo ciężką pracą. No i wygrał z kandydatem, który na swoim stanowisku prezydenckim kompromitował się niemal codziennie, a jego leniwa i żenująca kampania w wyborach prezydenckich miała wszystkie cechy kabaretu.

Warto się teraz przypatrzeć, kim jest niezależny kandydat na prezydenta Szymon Hołownia. Urodził się w 1976 roku w Białymstoku.. Po ukończeniu szkoły dwukrotnie przymierzał się do wstąpienia do zakonu dominikanów. Ta droga nie powiodła się, nie wiadomo z jakiego powodu. Hołownia ukończył studia psychologii w warszawskiej Szkole Wyższej Psychologii Społecznej. W 1997 roku trafił do „Gazety Wyborczej”, a w 2001 roku przeniósł się do „Newsweeka”. Gdy w 2005 roku o. Maciej Zięba wystąpił do grupy ówczesnych biznesmenów Romana Kluski I Janusza Palikota, który wówczas występował w masce gorącego katolika z propozycją stworzenia nowego pisma dla młodych ludzi „pokolenia JP II”, zauważono Szymona Hołownię i powierzono mu funkcję nowopowstałego tygodnika „Ozon”, który wystartował z 380-tysięcznym nakładzie. Nakład szybko poszybował w dół i Hołownia musiał pożegnać się ze stanowiskiem. W 2006r. przypomniał sobie o nim ówczesny prezes TVP Jan Dworak i powierzył mu prowadzenie  talk-show „Po prostu pytam”.

W międzyczasie Szymon Hołownia pisze książki na tematy religijne. Chce w sposób luzacki trafić z prawdami wiary do młodych ludzi, którzy jednak czują jej plastikowy wydźwięk. W 2008 r. Hołownia stał się gwiazdą TVN. Razem z Marcinem Prokopem zaczął prowadzić i robi to do dziś program  „Mam Talent”. W swoich poglądach zawsze był wyznawcą „katolicyzmu otwartego” - od obrony życia poczętego do obrony LGBT. W 2010 roku był zagorzałym krytykiem obrońców krzyża na Krakowskim Przedmieściu. W marcu tego roku ostro atakował abp. Stanisława Gądeckiego i abp. Marka Jędraszewskiego za nieporadnie przeprowadzoną konferencję, na której mówiono o księżach pedofilach. W lipcu 2019 roku zaatakował abp. Tadeusza Wojdę, obciążając go winą za zamieszki w Białymstoku podczas Parady Równości. Kolejny atak wymierzył w abp. Marka Jędraszewskiego za jego homilię, w której padły słowa o „tęczowej zarazie”. Hołownia wówczas wzywał: „Niech jak najszybciej opustoszeją te kościoły, w których pan Jezus jest członkiem PiS-u, w których szczuje się heteroseksualistów na gejów. Niech jednak frekwencyjnego i (finansowego) wiatru w żagle dostaną te wspólnoty, w których głosi się nadzieję, nie strach, nie butę, nie jakieś wizje świata wzięte prosto z Marsa”.  

Nie wszyscy biskupi znaleźli się w ogniu krytyki Szymona Hołowni, który zawsze sprzyja abp. łódzkiemu Grzegorzowi Rysiowi, biskupowi opolskiemu Andrzejowi Czaji i biskupowi koszalińsko-kołobrzeskiemu Andrzejowi Dajczakowi.

Ciekawe, kto finansuje start w wyborach prezydenckich Szymona Hołowni? Mówi się o pewnej grupie biznesmenów, ale dziś nie ma na to dowodów. Wiadomo tylko, że Hołownia jest związany z Dominiką Kulczyk, którą przekonał do akcji charytatywnej w Afryce.

Jest to na pewno kandydat, którego nie można lekceważyć, choć wydaje się mało prawdopodobne, aby mógł uwieść sobą większą część jakiegokolwiek elektoratu. Pozostanie mu jednak popularność i próba wykreowania się na autorytet.