Kończąca się kadencja trzech sędziów TK i wejście w ich miejsce nowych, w tym Stanisława Piotrowicza i Krystyny Pawłowicz jest dla odchodzących sędziów, liberalnych mediów i wielu osób pretekstem do krytyki nowego TK. Padają słowa o tym, że stracił on swoje znaczenie, jego autorytet upadł, jest cieniem samego siebie.

Głosy te pojawiają się głównie w ramach prowadzonej walki politycznej i mają stanowić obronę tego, co było. Łatwo sobie wyobrazić jednak, że doprowadzą, nawet jeśli nie dziś, ani nawet za rok, czy dwa, do niezamierzonych rezultatów.

Trybunał Konstytucyjny jest najważniejszym organem sądowniczym w Polsce. Spór wokół niego prowadzi do tego, że zarówno politycy z lewa jak i z prawa, jak również zwykli obywatele przywiązują do niego coraz mniejsze znaczenie. Dla tych, którzy byli wpatrzeni w niego jak obraz staje się jednak coraz bardziej "trybunałem pisowskim". Podkreślając to, wierzą oni, że wyjście jest tylko jedno - powrót do tego co było. Jest możliwe jednak zupełnie inne rozwiązanie, choć jeszcze nie w tej kadencji sejmu - przyjęcie nowej konstytucji, rozwiązanie TK i powołanie zupełnie nowej Izby, a także zrównanie sądów do gołej ziemi i powołanie nowych. Wydaje się, że w obecnej sytuacji nie ma innego sposobu na uzdrowienie sądownictwa - reanimowanie trupa nie ma sensu.

Paradoksalnie głosy sędziów, którzy mówią o upadku TK, mogą w przyszłości stanowić argument w ręku tego, kto odważy się zaproponować zupełnie nowy początek.