Sądy, czarownice, Jachira i ekstremiści, Kowalski i Macierewicz, Braun i Otoka-Frąckiewicz


Bohaterem filmu (w reżyserii i według scenariusza Jean-Pierre i Luc Dardenne, z udziałem Idir Ben Addi, Olivier Bonnaud, Myriem Akheddiou) jest belgijski 13-latek Ahmed z rodziny imigranckiej, podczas gdy jego matka wydaje się zintegrowana z zachodem, jej syn odkrywa swoją islamską tożsamość i staje się radykałem.


W filmie ukazany jest obraz zachodniej Europy, która padła ofiarą toksycznej polityki wielokulturowości. Na glebie lewicowych zabobonów wyhodowano sobie w sercu Europy islamistyczną społeczność, która gardzi cywilizacją zachodu i chce narzucić szariat. Zaczadzony polityczną poprawnością zachód nie jest w stanie przyjąć do wiadomości, że islamiści w środku Europy prowadzą wojnę z zachodnimi wartościami.


Bohater filmu wygląda jak maminsynek cienias. Zasłuchany w bezkarnie szerzącego islamistyczną propagandę imama i zapatrzony w swojego kuzyna terrorystę, Ahmed postanawia wzorem innych islamistów zarżnąć młodą liberalną muzułmankę, który łączy naukę arabskiego ze świeckością.

 

Jednym z filmów Netfixa w na ekranach polskich kin, w tym i w warszawskim kinie Kinoteka, jest obraz „Dwu papieży". Po Netfixie można byłoby się spodziewać antyklerykalnego obrazu – kinomani będą miło zaskoczeni świetną klerykalną propagandą, kreującą niezwykle pozytywny wizerunek Franciszka, i (co bardziej zaskakujące) Benedykta XVI.

 

Na demonstracji antyPiS przed sejmem było pewnie kilka tysięcy osób. By nie było widać, jak jest ich mało i jak bardzo Polaków nie obchodzą postulaty opozycji oraz, że manifestacja składała się gównie z emerytów, demonstracja odbyła się po zmroku. Dzięki temu ani uczestnicy, ani media nie miały okazji zobaczyć pustki wokół grupki osób stojącej przed wejściem do sejmu. Jak wrócą do domu, ze swoich mediów dowiedzą się, że były ich miliony (młodych wykształconych z dużych miast).


Uczestnicy manifestacji nie mieli zbyt wielu transparentów, widać było, że nawet im się nie chce walczyć z ''kaczytowskim'' reżimem. Nieliczni machali niebieskimi euro szmatami. Opozycjoniści prezentowali też brak otwartości na media. Nie chcieli rozmawiać z dziennikarzami (np. z Marcinem Rolą) i ukrywali swoje transparenty oraz zasłaniali swoje twarze na mój widok.


Obserwatorzy debaty publicznej skomentowali spotkanie Konfederacji Narodowej Mariana Kowalskiego z posłem PiS Antonim Macierewiczem. Wielu uważa, że naturalne jest to, że PiS zaskoczony sukcesem Konfederacji chce odebrać partii narodowców i wolnościowców wyborców, ale dziwne jest to, że PiS, zamiast skorzystać z wielu narodowców w terenie, woli wyznaczać na reprezentanta prawicy skompromitowanego współpracą z antykatolickim pastorem Chojeckim Mariana Kowalskiego. Może to świadczyć albo o tym, że liderzy PiS kompletnie nie rozumieją, o co chodzi prawicowcom w Polsce, i kompletnie ich nie znają, albo o tym, że tak bardzo nimi gardzą, że nie mogą się przemóc do nawiązania współpracy z młodymi patriotami.

 

Jednym z wielu problemów polskiej prawicy, prócz tego, że jej nie ma, że jest niezorganizowana, i nie ma zwerbalizowanego programu, jest to, że nie współpracuje ze środowiskami prawicowymi na zachodzie, w tym i z niemiecką prawicą. Polskiej prawicy, pamięć o przeszłości, nie powinna przeszkadzać we współpracy np. z niemieckimi patriotami. Dobitnie pokazuje to wydana przez wydawnictwo Biały Kruk praca „Dlaczego przestałem być lewakiem" autorstwa Manfreda Kleine-Hartlage (byłego działacza lewicy, kiedyś otumanionego lewicowymi zabobonami, dziś konserwatysty walczącego ze zniewalająca ludzi polityczną poprawnością, islamem, euro, wielokulturowością, o prawo Niemców do samostanowienia, o to by Niemcy były dla Niemców, a nie dla islamistów).

 

Zdaniem Manfreda Kleine-Hartlage lewicowcy wzajemnie powielający swoje zabobony „nie reprezentują opinii publicznej", tworzą oligarchie terroryzująca naród. Celem lewicy jest zniszczenie cywilizacji zachodu. Lewicy udało się uczynić społeczeństwa zachodu zdemoralizowanymi i chorymi, niezdolnymi do postrzegania świata takim, jaki on jest.

 

Jan Bodakowski