W latach międzywojennych był człowiekiem szeroko znanym. Jedni szanowali go i chwalili, inni obrzucali obelgami. Ten drugi powód miał swoją przyczynę – to co się zdarzyło 17 maja 1926 r. w warszawskim kościele garnizonowym. Odprawiano tam nabożeństwo za 411 żołnierzy poległych pięć dni wcześniej w bratobójczej walce podczas tzw. przewrotu majowego. Panaś, naonczas kapelan II Brygady Legionów, nie mogąc znieść świadomości, iż zmarli polegli z rąk braci Polaków podszedł do generała Orlicz Dreszera, reprezentującego marszałka Piłsudskiego, zerwał ze swojego munduru odznaczenia bojowe: Krzyż Virtuti Militari i Order Polonia Restituta i rzucił mu je pod nogi mówiąc: „palą one moje piersi i wstydzą. Nie mogę ich nosić widząc te same na piersiach tych co się splamili rozlewem krwi bratniej”. Był to akt odwagi ale także akt rozpaczy, zrozumiały dla tych, którzy znali koleje losu kapelana i jego wielkie oddanie Ojczyźnie.

Urodził się 25 listopada 1887 r. w podkarpackim Odrzykoniu. Był synem Tekli i Szymona Panasia, biednego chłopa, który dorabiał jako leśny drwal. I chociaż ojcu marzyło się kształcenie chłopca, na posłanie go do szkół nie mógł liczyć. Dzięki pomocy znajomego rodziny, księdza St. Stojałowskiego udało się wysłać Józia do gimnazjum w Przemyślu. Okazał się bardzo zdolny. Skończył szkołę w roku 1907, otrzymując świadectwo dojrzałości z wyróżnieniem.

Kolejnym krokiem było Seminarium Duchowne w Przemyślu. Po czterech latach nauki otrzymał święcenia kapłańskie i rozpoczął pracę katechety w Dublanach a potem w Dobromilu. Tam też zaczął rozwijać działalność oświatową i patriotyczną, organizując drużyny Sokoła i Bartoszowe. Po wybuchu I wojny światowej, kiedy tworzyły się Legiony Polskie, poprowadził dobromilską drużynę Sokoła do Sanoka, ażeby wcielić ją do powstającego Legionu Wschodniego. Po jego rozwiązaniu wstąpił do II Brygady Legionów, gdzie został kapelanem jej 3 Pułku.

Od tej pory często widziano go na polu bitwy. Przeszedł cały szlak bojowy Legionów: od walk pod Nadwórną i Mołotkowem (1914), po Podlasie i Polesie Wołyńskie (1915). W bitwie pod Kostiuchnówką został ranny, jednak gdy doszedł do sił, wziął udział w walce pod Stochodem (1916 ).

Po tzw. kryzysie przysięgowym Legionów księdza Panaś wraz z 116 oficerami i podoficerami wojskowe władze austriackie aresztowały i postawiły przed sądem specjalnym w Marmaros – Sziget. Groziła mu kara śmierci. Mimo to na rozprawie 12 czerwca 1918 r. zamiast się bronić, wygłosił mowę oskarżającą władze austriackie o wiarołomstwo wobec Polaków. Do skazania aresztowanych nie doszło; monarchia austriacka chyliła się już ku upadkowi. Uwolniony 12 października tegoż roku z więzienia udał się do Lwowa, do arcybiskupa Bilczewskiego a w dwa tygodnie później wyjechał do Przemyśla, aby wspomagać gen. Puchalskiego w opanowaniu sytuacji wobec prób Ukraińców zajęcia miasta. W dniach 11-13 listopada Przemyśl został uwolniony od wroga.

Przez kilka kolejnych lat, aż do roku 1926 ks. pułkownik Panaś nie angażował się w działalność polityczną, choć współpracował z paroma gazetami; napisał też broszurę „Katechizm Obywatelski”. Sympatią związany był z ruchem ludowym, szczególnym szacunkiem darząc Wincentego Witosa. Los wsi był mu niestająco bliski. Nigdy nie zerwał kontaktów z rodzinnym Odrzykoniem. Jego inicjatywą było powołanie tam Towarzystwa Wzajemnej Pomocy od Ognia. Wraz z W. Witosem, którego często odwiedzał na jego emigracji w Czechosłowacji, przygotowywał organizacyjnie Wielki Strajk Chłopski w 1937 r. Latem 1939 r., tuż przed napaścią Niemiec i Rosji na Polskę towarzyszył jeszcze Witosowi na ostatnim wiecu w Mościskach.

W kilka miesięcy później przepadł bez wieści…Do dziś jego los pozostaje nieznany.

Zuzanna Śliwa