Putin uderza w Polskę wątkiem antysemickim i czyniąc ją jednocześnie współodpowiedzialną za wybuch II wojny światowej. Antysemicki wątek uderzenia jest jak najbardziej oczywisty, Polska słynie przecież w świecie z Chopina, wódki i antysemityzmu, którym każdy Polak karmiony jest z piersi własnej matki (sic!). Przez całe dekady taką opinię budowały nam Niemcy, niemieckie koncerny oraz środowiska żydowskie w Polsce jaki i poza jej granicami. Temat ten jest już dziś w Polsce znany, niestety zupełnie nieznany w świecie. Od blisko roku Rosja dawała do zrozumienia Polsce, że wątek antysemicki stać się może wkrótce motywem przewodnim rosyjskiej narracji politycznej na odcinku polskim. Były przecież nieprzychylne komentarze w rosyjskich mediach po marszu w sprawie Ustawy 447 czy nagłaśnianie rzekomych masowych pogromów żydowskich, których dopuścili się Polacy we Lwowie w roku 1918. Był to prolog do tego co teraz Rosja robi w tym temacie. Polska dyplomacja nie potrafi albo nie chce przewidywać długofalowych skutków swoich posunięć.

Wczorajsza dymisja rosyjskiego rządu i plany zmian konstytucji pokazują, że ten atak na Polskę może mieć jeszcze drugie dno. Być może oba wydarzenia nie przypadkiem są skorelowane w czasie. Putin dla planowanych zmian będzie potrzebował społecznego poparcia. Nic tak nie łączy niemal wszystkich mieszkańców Rosji jak pamięć o Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej. Putin postrzegany jako żarliwy obrońca pamięci czerwonoarmistów oraz mesjanistycznej roli ZSRR, który pokonując Hitlerowców zbawił niejako świat, odegrać może w taki sposób sprzedany marketingowo kluczową rolę w zaskarbieniu sobie mas społecznych. To Polska ma wziąć odpowiedzialność za wybuch wojny a nie ZSRR, z którym Putin zaczął się znowu intensywniej utożsamiać.

Putin nie byłby jednak sobą gdyby nie poszedł o krok dalej. Od kilku lat skrzętnie zacieśnia przyjacielskie relacje z Izraelem, wykorzystując do tego silną rosyjską diasporę w Izraelu. Przyjaźń do yevreyskovo gosudarstva jest tak silna, że rosyjska obrona przeciwlotnicza nie reaguje w trakcie łamiących prawo międzynarodowe, izraelskich nalotów w Syrii wymierzonych w rządowe wojska, wspierane przecież przez Rosję. Putin wie, że kto żyje dziś dobrze z Żydami ten wyjdzie na swoje. Jeśli dodamy do tego, że aktualny prezydent USA jest najbardziej prożydowskim prezydentem w historii tego kraju, to sytuacja Polski wygląda tragicznie. Putin i Trump, przywódcy niby dwóch zwalczających się mocarstw, a obaj tak mocno związani z interesami żydowskimi. Kiedy po pierwszym ataku Putina napisałem komentarz, że mimo absurdalności zarzutów Putina ta awantura skończy się źle, ale nie dla Rosji a dla nas, to inni publicyści pisali, że nie mam racji i to Rosja przegra tę dezinformacyjną batalię. Dziś po kolejnych posunięciach Putina część obserwatorów międzynarodowej polityki zaczyna zmieniać zdanie, dostrzegając w wydawałoby się irracjonalnej awanturze Putina drugie dno i jednak realne zagrożenie dla polskiej racji stanu.

Putin będzie parł do totalnej konfrontacji z Polską mając za sobą Izrael i lobby żydowskie w USA. Konfrontacja z Polską może być dla niego panaceum na utrzymanie władzy dlatego posunie się daleko wiedząc, że ma zielone światło. Z drugiej strony ma przeciw sobie neosanacyjne władze w Warszawie, które chętnie podejmą rzuconą rękawice nie rozumiejąc, że tego właśnie chce Rosja. Pogłębiający się konflikt z Rosją, to doskonała recepta na kolejną kadencję zarówno dla Andrzeja Dudy jak i dla PiSu w kolejnych wyborach. Swoją drogą to chichot losu, że rodzinnie powiązany z Żydami Duda, mógłby zostać ponownie prezydentem Polski dzięki temu, że Polska musi odpierać ataki o właśnie antysemickość.

Podsumowują przychodzi mi na myśl maksyma trenera Górskiego, który twierdził, że nie ważne kto z kim gra, bo i tak ostatecznie wygrywają Niemcy. Trawestując to powiedzenie do ww. dywagacji można powiedzieć, że w światowej geopolityce nie ważne kto z kim i jak walczy, ponieważ i tak ostatecznymi zwycięzcami będą Żydzi.