Wobec prof. Ewy Budzyńskiej Uniwersytet Śląski wszczął postępowanie dyscyplinarne za to, że w trakcie swoich wykładów socjologicznych o rodzinie, ośmieliła się skrytykować aborcję i powiedzieć, że prawdziwa rodzina składa się z mężczyzny, kobiety i dzieci. Profesor odeszła z uczelni na znak protestu. Cała sprawa zaczęła się natomiast od donosu jednego ze studentów.

Profesor oświadczyła: "Jestem socjologiem, więc także tematów, jakichś wydarzeń, procesów, które się toczą i w Polsce, ale także i na zachodzie nie można pominąć. Ja mam prawo do krytycznego omawiania, do krytyki, tymczasem tu interpretuję tę sytuację jako formę nacisku, jako formę cenzurowania".

Jarosław Gowin napisał na Twitterze: "W sprawie Pani Prof. Ewy Budzyńskiej jestem od samego początku w kontakcie z władzami Uniwersytetu Śląskiego. Na początku tygodnia przedstawię projekt ustawy chroniącej wolność słowa i badań na polskich uczelniach".

Pomysł wydaje się dobry, ale nie da się ustawowo przywrócić wolności badań w momencie, kiedy sami rektorzy są w większości ideologami, co pokazał przykład podpisania przez nich deklaracji, że będą karać za krytykę LGBT.