Film opowiada o tym, że Laura, aby ratować rozpadający się związek, wyjeżdża na Sycylię, gdzie poznaje Massimo. Niebezpieczny mężczyzna, szef rodziny mafijnej, porywa ją i daje 365 dni na pokochanie go. Wykorzystuje ją, więzi, zmusza do seksu, a ona... zakochuje się w nim.

Blanka Lipińska w rozmowie z Onetem zaprzecza jednak, że promuje coś niewłaściwego: "Duża część społeczeństwa założyła, że "promuję" niewłaściwe wzorce. Przy takim założeniu powinniśmy zrezygnować z telewizji i kina. Proponuję zacząć od Cartoon Network i wywalić z niej 90 proc. bajek, ponieważ jest w nich przemoc i śmierć. Praktycznie w każdym filmie lub serialu ktoś kogoś zabija, gwałci, wykorzystuje, okrada. Spójrzmy na bajkę, którą znamy od najmłodszych lat, "Piękną i bestię". Typowy syndrom sztokholmski, uprzedmiotowienie kobiety. Pokazanie, że ona leci na kasę. Zwykła prostytutka! …"

Lipińska twierdzi też: "U Disneya jest tego więcej. Przecież w "Alladynie" porwana księżniczka zakochuje się w oprawcy. Figura porwania, mającego na celu wymuszenie uczucia, od zawsze istniała w kulturze. Dlaczego ja o tym piszę i dlaczego kobiety chcą o tym czytać? Bo jest to w pewnym sensie dla nas naturalne. A czy dobre? Tylko dla tego, kto się z tym dobrze czuje, a nie dla świata, który to ocenia. Jeżeli ja lubię być traktowana jak stewardessa w mojej książce, to nikomu nic do tego. Muszę tylko sobie znaleźć odpowiedniego partnera, któremu ta zabawa też się podoba".

Lipińska znacznie przesadza. Piękna i bestia to nie jest pochwała kultury gwałtu, a "365 dni" jest. Zresztą to "dzieło" powstało tylko dla kasy i opłaciło się, bo sprzedało się w nakładzie 500 tys. egzemplarzy.