Zaczęto głosić wszem i wobec, że rząd skazuje na śmierć ileś tam ludzi chorych na raka, przekazując kwotę abonamentową telewizji publicznej.  Jest to wyjątkowo amoralny, ohydny chwyt, bo dotyczy cierpienia ludzi. Opozycja stara się z uporem maniaka wmówić, że chorzy onkologicznie zostali przez rząd pominięci. Jest to sprzeczne z faktami, ale o to opozycja zupełnie nie dba. A wysokości liczb się nie zakłamie. Za rządów PO/PSL nakłady na onkologię wynosiły 7mld. W roku 2020 liczba ta skoczyła do 11mld. Ogłoszono program Narodowej Strategii Onkologicznej, w ramach której poprawia się zarówno wyposażenie szpitali w specjalistyczny sprzęt, refundacja leków onkologicznych, jak i strategia dowodzenia leczenia chorób nowotworowych.

Jest to proces długofalowy i nie poprawi się go z dnia na dzień. Zaniedbania są ogromne. To one sprawiają, że nie możemy nadgonić Zachodu w lecznictwie onkologicznym.

Ostatnio bardzo poprawił się dostęp do specjalistycznych leków. Poszerzył się o nowe terapie w raku płuca, piersi, szpiczaku. Nowe terapie objęły także chorych na przewlekłą białaczkę limfocytową, z rakiem jelita grubego. Opozycja epatuje społeczeństwo liczbami pochodzącymi z raportu NIK za 2009- 2014 roku, wtedy gdy to oni sprawowali rządy w Polsce. Warto przypomnieć, że to wówczas rząd Ewy Kopacz chciał wprowadzać prywatyzację służby zdrowia. To było jedyne panaceum na jej zapaść. W jednym z  nagrań Bartosz Arłukowicz ówczesny minister zdrowia widzi wyjście z sytuacji dzięki zamykaniu szpitali. Trzeba je zredukować do połowy i będzie spokój. To wówczas chorzy onkologicznie nie mieli dostępu do nowoczesnych terapii i starali się desperacko poprzez przeróżne fundacje szukać za granicą odpowiedniego leku. Teraz sukcesywnie się to wszystko zmienia.

Warto było oglądać konferencję prasową ministra zdrowia Łukasza Szumowskiego, aby przekonać się o intencjach opozycji.  Minister przedstawił liczby wzrostu nakładów na leczenie onkologiczne i sposoby realizacji Narodowej Strategii Onkologicznej. Później do ataku ruszyli dziennikarze, taka ich rola, tylko w tym wypadku, atak był tępo ukierunkowany na jedną strategię – dlaczego 2mld zł nie zostało przekazane na onkologię. Nie pomogły kolejne tłumaczenia, ciągle któryś z tefauenowskich żurnalistów wyskakiwał z kolejnym pytaniem tego typu, tak jakby przed chwilą nie dostał na nie odpowiedzi.

Strategia opozycji polega na tym, żeby jak najszerszy przekaz o znieczulicy polskiego rządu dotarł do chorych ludzi i ich rodzin, tych nie orientujących się w strategiach funkcjonowania państwa. Ważne jest jedynie to: były dwa miliardy złotych były. I przekazano je na wspieranie reżimowej telewizji. Mogły uratować iluś tam chorych, a zostały przekazane na propagandę.

Gdyby iść tym tokiem myślenia, można by w ogóle skasować wszystkie instytucje państwowe i kwoty na ich utrzymanie przeznaczyć na onkologię. Bardzo trafnie tę sprawę podsumował Bronisław Wildstein, mówiąc: „To jest dość uderzający przykład dzikiej demagogii. Zastanówmy się, media publiczne są w prawie wszystkich krajach. Wszędzie ich funkcjonowanie pociąga za sobą koszty. Przeciwstawienie pieniędzy wydawanych na jakąś instytucję państwową, która jest niezbędna, ludziom chorym, żerując w tym wypadku na emocjach, jest z jednej strony ohydne, a z drugiej idiotyczne”. Wiadomo, gra na emocjach najlepiej się sprawdza i będzie w tej kampanii wyborczej nie raz wykorzystywana. Nie dość, że jest to wyjątkowo cyniczne zagranie, to jeszcze trzeba wiedzieć, przez kogo są głoszone te teorie. Przez ludzi, którzy przez lata swych rządów nie robili nic, aby poprawić sytuację chorych na raka, którzy systematycznie realizowali metodę zwijania państwa, nie oszczędzają w tym służby zdrowia. Gdyby społeczeństwo w porę się nie opamiętało i nie pokazało im czerwonej kartki, żylibyśmy dziś w państwie ze sprywatyzowaną służbą zdrowia, z ubogą siecią szpitali, z niebotycznymi kolejkami do lekarzy specjalistów. Trzeba wciąż o tym pamiętać, bo dzisiejsza kampania wyborcza opozycji koncentruje się na amnezji społeczeństwa. Skierowana jest także do osób bardzo młodych, którzy dopiero rozpoczynają swoje życie dorosłe i nie pamiętają już rządów poprzedniej ekipy.  Żeby im uświadomić czym one były, trzeba nieustannej edukacji, bo amnezja i niewiedza mogą przełożyć się na wynik majowych wyborów.