Takie wnioski wysunęli dyrektor wykonawczy Marsh & McLenna Advantage Insights Richard Smith-Bingham wraz z Dyrektorem do spraw Zdrowia Społecznego Kavitha Hariharan w tej samej firmie. Wedle ich opinii problem sprowadza się do tego, że rozpowszechnianie się koronawirusa uderza między innymi w zaufanie na świecie. Dla ideologów jest to problem, bo uniemożliwia forsowanie koncepcji globalnego zarządzenia. W tej sytuacji pojawia się dążenie do samodzielności oraz zabezpieczenia się na własną rękę. Ta uwaga jest znamienna, bo dla części osób nie liczy się tutaj stawianie zdrowia ludzkiego na pierwszym planie, ale kwestie synchronizacji rządów oraz ujednolicanie ich w ramach struktur międzynarodowych.

Ekonomię dotyka zagrożenie ze strony przenoszenia choroby. Pojawiają się problemy z płynności gotówki jako efekt w zaburzeniach łańcuchów dostaw. Z tego względu dla przetrwania na rynku jest istotne stwierdzenie kto ma rezerwy finansowe. Obok tego pojawia się kwestia działań rządów. Przedsięwzięcia w przypadki pandemii wymagają synchronizacji działań. Prowadzone są naturalne wykazy takie jak Narodowy Rejestr Zagrożeń w Wielkiej Brytanii w tak zwanych matrycach zagrożeń. Oznacza to nic innego, jak matematyczne ujęcie do czego prowadzi rozpowszechnianie się chorób i jakie środki zaradcze zapewnią tutaj bezpieczeństwo. Obok kwestii bilansu zysku oraz strat rodzi się tutaj również pytanie o rolę organizacji międzynarodowych i stowarzyszenie o szerszym zakresie oddziaływania (na przykład NGO). Na chwilę obecną 20 lutego 2020 szacowano, że liczba potwierdzonych i pewnych danych oznacza, że koronawirus dotyka już dwadzieścia dziewięć krajów. Doczekał się on już własnego kodu COVID-2019.

Problem zagmatwała tutaj kwestia lokalizacji. Chociaż Ebola w latach 2013-2016 miała większą śmiertelność choroba miała naturalną izolację. Tutaj pojawienie się jej w zagęszczonym rejonie, a także w miejscach związanych z wytwórstwem odniosło większy skutek ekonomiczny. Zdaniem cytowanych dyrektorów taka sytuacja doprowadzi do pogorszenia się relacji, wzrostu współzawodnictwa, a tym samym pogorszenia się warunków prowadzenia na świecie. Twierdzą, że w zasadzie żaden kraj nie jest przygotowany na pandemię wynikającą z pojawienia się nowego czynnika. Podnoszenie stopnia zagrożenia w krajach stanowi mechanizm ochronny, ale zarazem taki układ uderza w porządek społeczny. Hariharan uważa, że gospodarkę światową dotknie problem izolacji dziesiątek milionów pracowników.

Obawia się, że pojawi się nie tylko presja ekonomiczna, ale polityczna. Grozi tutaj również umocnienie się centralnej kontroli nie tylko nad kwestią zdrowia, lecz stanowienie precedensu dla administrowania krajami. Nie jest pewne jaki skutek społeczny odniosą masowe kwarantanny miast, czy statków. Na ekonomię wpływają działania pojedynczych osób. Pojawiają się, jak ocenia Smith-Bingham problem walki z depresją, stresem, poczuciem izolacji, a także brakiem kontroli nad własnym życiem. Jednocześnie rodzi się ryzyko zatajania objawów choroby dla uniknięcia blokad i zachowania swobody.

Nie jest do końca pewne, jak wskazał Hariharan, czy nie dojdzie również do form cenzury informacyjnej. Dla niego obawy również budzi podważenie zaufania do służby zdrowia. Obok kwestii pomocy utrudnia to działania w zakresie późniejszych procesów z pogranicza eugeniki takich jak promowanie bezpiecznego usuwania ciąży. Aspekt ten wydaje się bardzo odległy, lecz łączy się on z działaniami międzynarodowymi na rzecz promowania zdrowia kobiet. Obok kwestii bezspornie związanych z życiem pojawia się problem forsowania między innymi aborcji. Budzi to dla ekonomistów obawy, bo przeprowadzanie zabiegów dzieciobójstwa również ma swoje odbicie w zarobkach. Pojawienie się błędnego interpretowania informacji o koronawirusie pozwala nie tylko na zasianie tutaj ziarna niepokoju, ale pokrzyżowanie część i takich planów.

Powyższe jednak jest w kwestii skutków pośrednich i domniemanych. Istotne, że bezpośrednio na ekonomię oddziałuje ograniczenie w transporcie i poruszaniu się. Ostrzeżenia w ramach technologii, leków, czy produktów konsumenckich. Grozi również ograniczeniem produkcji towarów. Wedle szacunków PKB Chin straci na tym pół procenta, co wpłynie na jedną dziesiątą światowego PKB.

Jacek Skrzypacz