Spadek cen ropy o jedną czwartą jest tylko wskaźnikiem, co się dzieje. Na łamach CNN Julia Horowitz posunęła się do analizy bieżącej sytuacji. Podaje, że w Stanach Zjednoczonych w lutym 2020 powstało dwieście siedemdziesiąt trzy tysiące miejsc pracy. Jednakże zarazem zamykane są restauracje, sklepy, fabryki. Rozpoczęła się recesja. Ona już nie nadchodzi, ona już nam towarzyszy. Skala problemów wynika z liczby zachorowań jaka wpływa na politykę gospodarczą od Nowego Jorku po Madryt. Druga co do wielkości siła ekonomiczna świata - Chiny - pomimo spadku zachorowań nie podniosła się.

Następuje obecnie sojusz ogólnoświatowej finansjery w celu ratowania sytuacji. Już teraz Europa oraz Ameryka Północna przygląda się Azji. Dochodzą stamtąd głosy, jak podaje Horowitz, że kurczy się rynek, a to dopiero początek. Chociaż mowa o przekroczeniu stu siedemdziesięciu pięciu tysięcy zachorowań skala oddziaływania jest bez precedensu. Wystarczy przyjrzenie się, jak sytuacja wyglądała rok temu. Sprzedaż detaliczna w China w styczniu i lutym 2020 w porównaniu z rokiem 2019 zmalała o dwadzieścia i pół procenta. Produkcja przemysłowa spadła o trzynaście i pół procenta. O jedną czwartą jest w komunistycznym reżimie mniej inwestycji wedle miejscowego odpowiednika GUS, znanego tam jako Narodowe Biuro Statystyki. Spadek produkcji przemysłowej ustanowił rekord.

Specjalista od makroekonomii Ben May z Uniwersytetu Oxford wskazuje, że „oglądamy skutek zamknięć w Chinach” produkcji i firm. Goldman Sachs w niedzielę wskazał, iż z podobnym problemem zmagają się Amerykanie. Ocenia, że między kwietniem, a czerwcem inwestycje w Stanach Zjednoczonych spadną o pięć procent. Wcześniejsze szacunki wzrostu mówiły o symbolicznych jednym i dwóch dziesiątych procenta. Teraz już mowa o czterech dziesiątych procenta. ING wydało prognozę, że w następnym kwartale amerykański rynek zmaleje o osiem procent. Sytuacja będzie porównywalna z kryzysem finansowym z roku 2008. Ekonomista Joel Prakken uważa, że recesja nie ominie Stanów Zjednoczonych.

W połączeniu z odcięciem się Europy od reszty świata na miesiąc świat zbliża się do sytuacji, że część towarów nie uzyska miejsca zbytu. Rynek akcji w Stanach Zjednoczonych zaliczył spadek o dwadzieścia siedem procent. Pojawia się tu przy okazji pytanie, czy ktoś na tym nie zarobi, a także kto przejmie za bezcen część firm. Dla korporacji to powiększenie się długów o dziewiętnaście trylionów dolarów.

Dodatkowo pojawiają się tendencje do socjalistycznego przedłużania agonii. Amerykańska Rezerwa Federalna zapowiada, że wpompuje w rynek piećset miliardów dolarów. Podobne rozwiązania planuje i nasz rząd. Problem leży jednak w tym, że zwiększenie ilości pieniądza w obiegu wpływa na ceny. One wzrosną, my zaś kupimy za tyle samo mniej. Przed pojawieniem się koronawirusa w Polsce 500+ w realnej sile nabywczej dawało równowartość trzystu pięćdziesięciu złotych.

Dziennikarz ekonomiczny Laura Hoy skomentowała całą sytuację, że koronawirus tylko przyśpieszył całą sytuację. Wskazała, że w przeciągu ostatnich kilku lat rosły długi korporacji. Zaciąganie kredytów ma efekt osłabiania wartości pieniądza w całej gospodarce. S&P Global Market Intelligence na 2020 wycenił długi korporacji na cztery i jedna dziesiąta biliona dolarów. Należący do National Alliance Securities Andrew Brenner wskazał, że śliskim tematem dla inwestorów są również obligacje. Jedna szósta amerykańskich firm nie ma pieniędzy do utrzymania płynności.

Raport Serdara Celika i Matsa Isakssona z OECD wskazał, że w ciągu ostatniej dekady powstała masa pieniędzy wykreowanych w ramach korporacji z powietrza. Wedle ich szacunków oznacza to nic innego, jak trzynaście i pół biliona dolarów pieniędzy tworzonych wirtualnie, a nie ludzką pracą. Również wskazali, że w porównaniu z latami osiemdziesiątymi wzrosła o dwadzieścia procent liczba funduszy nie przeznaczonych na inwestycje.

Za tymi dyskusjami idą tarapaty na przykład la branży technologicznej. Wedle szacunków w 2020 skurczy się ona o dwa procent wedle szacunków redaktora Andrew Bartelsa. W skali całego świata branża ta może jednak stracić więcej. Możliwe, że spadki sięgną nawet do dziesięciu procent. Wskazówki z Polski mówią, że nasze firmy się gotują na ten scenariusz. W przeciągu ostatnich dni pojawiły się obniżki, część sklepów internetowych zapewnia, że kurierzy pracują bez problemów. Pod hashtag Pracuj zdalnie oferują promocje na koronawirusa. Pytanie jednak na ile one wystarczą. Do tej pory świat jeszcze nie podnosi się z kolan.

Jacek Skrzypacz